piątek, 14 kwietnia 2017

O jednego boga dalej?



Pisząc drugą część tekstu o micie udowadniania nieistnienia, musiałem się znowu zanurzyć w świat internetowego pop-ateizmu. Gdzie zauważyłem, że z mitem tym ściśle związany jest inny mit, który można by nazwać mitem o ateizmie wierzących. Oto jego kanoniczna wersja z „Boga urojonego” Dawkinsa:

Odkryłem, że całkiem dobrą strategią, gdy ktoś pyta mnie, czy jestem ateistą, jest uświadomić mu, że on również jest ateistą, wszak nie wierzy w Zeusa, Apollona, Amona Ra, Mitrę, Baala, Thora, Wotana, Złotego Cielca ani w Latającego Potwora Spaghetti. Ja po prostu poszedłem o jednego Boga dalej.
Podchwycił to m.in. aktor Ricky Gervais (to i wszystkie następne tłumaczenia moje):
Jest około 3000 bogów, z których można wybierać – bogów, w których ludzie wierzyli w historii. Więc w zasadzie negujesz istnienie tylko jednego boga mniej, niż ja. Ty nie wierzysz w 2999 bogów, a ja nie wierzę w jednego więcej.
Mówię im: powiedz mi, dlaczego nie wierzysz w innych bogów – to jest właśnie powód, dla którego ja nie wierzę w twojego.

Czyli ateista może pokonać teistę jego własną bronią zauważając, że teista jako wyznawca religii x nie wierzy w tysiące bogów innych religii, a jego powody, by tych bogów odrzucić, są też zapewne dobrymi powodami, by odrzucić boga religii x. Ostatecznie dowody na to, że np. Jezus jest tym prawdziwym bogiem, wydają się tak samo liche jak dowody na to, że prawdziwym bogiem jest Amon Ra. Jeśli więc teista chce być konsekwentny, to powinien zostać ateistą.
Wszystko ładnie, problem tylko w tym, że ludzie religijni wcale nie odrzucają bogów innych religii w taki sposób. Zrobiłem przegląd tego, co chrześcijanie mówią i piszą o innych religiach – i wynika z niego jednoznacznie, że Dawkins nie ma racji. Teorii jest wiele, ale nie trafiłem na nic, co dałoby się podsumować jako „jesteśmy ateistami wobec bogów innych religii”. Skupiłem się na chrześcijanach, ale wydaje mi się, że z innymi religiami sprawa wygląda podobnie.



To samo odniesienie

W przypadku religii spokrewnionych z chrześcijaństwem (takich jak judaizm, islam, zaratusztrianizm, gnostycyzm czy druzyzm) najczęściej pada stwierdzenie, że religie te czczą tego samego Boga, tylko w niedoskonały sposób go rozumieją. Weźmy np. popularnego protestanckiego teologa Miroslava Volfa, który mówiąc o Bogu muzułmanów nawiązuje, zdaje się, do słynnego rozróżnienia na znaczenie-sens (Sinn) i znaczenie-nominat (Bedeutung):
Nie wszyscy chrześcijanie czczą tego samego Boga i nie wszyscy muzułmanie czczą tego samego Boga. Myślę jednak, że muzułmanie i chrześcijanie, którzy przyjmują normatywne tradycje swojej wiary, odnoszą się do tego samego obiektu, tego samego Bytu, kiedy się modlą, kiedy biorą udział w obrzędach i kiedy mówią o Bogu. Odniesienie jest to samo. Jedynie opis Boga częściowo się różni.
Według Volfa opis chrześcijański jest trafniejszy i tyle. To na pewno nie oznacza, że Allah nie istnieje.



Promień Prawdy

To może przynajmniej chrześcijanie są ateistami w stosunku do bogów religii mocno różniących się od chrześcijaństwa, takich jak hinduizm? Też niespecjalnie. Weźmy Nostra aetate, deklarację Soboru Watykańskiego II o religiach innych niż chrześcijańska:
Od pradawnych czasów aż do naszej epoki znajdujemy u różnych narodów jakieś rozpoznanie owej tajemniczej mocy, która obecna jest w biegu spraw świata i wydarzeniach ludzkiego życia; nieraz nawet uznanie Najwyższego Bóstwa lub też Ojca. (...)
Tak więc w hinduizmie ludzie badają i wyrażają boską tajemnicę poprzez niezmierną obfitość mitów i wnikliwe koncepcje filozoficzne, a wyzwolenia z udręk naszego losu szukają albo w różnych formach życia ascetycznego, albo w głębokiej medytacji, albo w uciekaniu się do Boga z miłością i ufnością.
(...)
Kościół katolicki nic nie odrzuca z tego, co w religiach owych prawdziwe jest i święte. Ze szczerym szacunkiem odnosi się do owych sposobów działania i życia, do owych nakazów i doktryn, które chociaż w wielu wypadkach różnią się od zasad przez niego wyznawanych i głoszonych, nierzadko jednak odbijają promień owej Prawdy, która oświeca wszystkich ludzi.

Z deklaracji nie wynika oczywiście, że hinduiści czczą tego samego boga co chrześcijanie, ale na pewno nie można też powiedzieć, że według Kościoła bogowie hinduizmu to fikcja literacka od a do z.


Kult Szatana

Poza podejściem „inne religie rozumieją Boga w niedoskonały sposób” istnieje też podejście „inne religie czczą Szatana”. Dobrym przykładem będzie Pat Robertson, popularny amerykański pastor, komentator polityczny i magnat medialny, który przy okazji trzęsienia ziemi na Haiti w 2010 wyjawił, że owo trzęsienie to kara boża za oddawanie czci Szatanowi w ramach vodou:

[Haitańczycy] żyli pod francuskim butem. Wiesz, Napoleon Trzeci, czy który tam. Więc zebrali się i zawarli pakt z Diabłem. Powiedzieli mu: będziemy ci służyć, jeśli nas uwolnisz od Francuzów. Tak było! Więc Diabeł powiedział: dobra, umowa stoi. No i wywalili tych Francuzów. Widzisz, Haitańczycy zbuntowali się i wyzwolili. Ale od tego czasu spada na nich jedna plaga za drugą i żyją w strasznej nędzy.

Robertson uczy, że vodou to tak naprawdę kult Szatana występującego pod różnymi postaciami. Szatana, który jak najbardziej istnieje. Nie można więc w żadnym razie powiedzieć, że Robertson jest „ateistą wobec bogów vodou”, jak chciałby Dawkins.

Do wyrzynania walczących o niepodległość i zniesienie niewolnictwa Haitańczyków Napoleon posłał dzielnych Polaków, którzy przywieźli ze sobą kopie obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Wizerunek szybko zrobił się popularny, bo skojarzono go z Erzulie Dantor, boginią-mścicielką opiekującą się kobietami, które doświadczyły przemocy domowej (w końcu czarna i ma blizny na twarzy, więc wszystko się zgadza). W ten sposób Matka Boska została wcieleniem Diabła.


Kult demonów

W Polsce nie brakuje nam religioznawców klasy Robertsona. Np. mój ulubiony ksiądz Posacki, tropiciel demonów i znawca UFO, twierdzi o buddyzmie:

Dla katolika niepokojący powinien być też stosunek buddyzmu do złych duchów czy demonów i symbolów zła. Buddyzm zen także posiada swoje doświadczenie tego, co demoniczne, a nawet rozwija swoistą demonologię. W tradycji buddyjskiej występuje rodzaj akceptacji, a nawet kult złych duchów, charakterystyczny dla pogaństwa.

Buddyści i poganie czczą więc złe duchy, które zdaniem księdza Posackiego istnieją tak samo, jak istnieje Bóg Trójjedyny.


Wszyscy mają rację

Na jednym biegunie chrześcijańskiego ekumenizmu mamy Robertsonów i Posackich, a na drugim różnych liberałów, pluralistów i inkluzywistów, według których nie da się powiedzieć, że inne religie są mniej prawdziwe, albo że bogowie tych religii są mniej istniejący. Tu dobrym przykładem będzie John Shelby Spong, biskup Kościoła Episkopalnego:
Bóg nie jest chrześcijaninem. Bóg nie jest żydem, muzułmaninem, hinduistą ani buddystą. Wszystko to są ludzkie systemy, które ludzie stworzyli, próbując wejść w tajemnicę boską. Uznaję moją tradycję. Idę poprzez moją tradycję. Nie uważam jednak, że moja tradycja definiuje Boga. Ona tylko kieruje mnie do Boga.
Czy to podejście ma sens? Nie wydaje mi się, co nie zmienia faktu, że są teologowie i filozofowie, którzy bronią różnych jego wersji.


Tak to wygląda. Żadnego ateizmu (ani mocnego, ani słabego) w stosunku do bogów innych religii. Nie twierdzę, że podejście, o którym pisze Dawkins, absolutnie nigdy nie występuje. Nie twierdzę też, że wierzący nie stosują podwójnego standardu do myślenia o wiarygodności własnej religii – wydaje mi się dość oczywiste, że to robią. Jednak odbijanie piłeczki w kierunki teisty i wmawianie mu, że sam jest ateistą „wobec tysięcy bogów” nie ma prawa być skuteczne – bo najczęściej zwyczajnie nim nie jest.

8 komentarzy:

  1. 100% racji - przy bogach nie ma że "inni bogowie nie istnieją", tylko jest że "inni bogowie nie są nasi". W przykazaniach jest dosłownie "nie będziesz miał cudzych bogów przede Mną" - czyli nie podważa się ich istnienia.
    Zresztą to całkiem podobnie jak ze stosunkiem Kościoła Katolickiego do na przykład homeopatii. KK potępia homeopatię nie dla tego, że ona nie działa, albo że to oszustwo, tylko dlatego że to "nie nasza magia".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To różnie bywa, ale faktycznie, tego typu tłumaczenie słyszę często.
      Wydaje mi się jednak, że wersja Dawkinsa miewa praktyczny wymiar -- właśnie przez pokazanie podwójnych standardów, bo mam wrażenie, że wierzący nie skupiają się na istnieniu Boga, ale na przyjmowaniu pewnego wzorca kulturowego "wiary" -- nie chodzi tyle o odniesienie do Boga, co o chodzenie do kościoła, uznawanie autorytetu księży, powoływanie się na absolutny charakter zasad moralnych itp. I tutaj fakt, że się wybiera jeden wzorzec, wybiera się w gruncie rzeczy na zasadzie dominacji jego w swoim otoczeniu, a nie intelektualnego wyboru (tak wiem, są wyjątki), gdy są inne, które się ignoruje, bądź wyśmiewa, bądź krytykuje, ma znaczenie.

      Usuń
  2. Można się spotkać za to ze stwierdzeniami typu: "nie ma takiego boga", a to wtedy, gdy chrześcijanie mówią o wizji boga, jaką może mieć człowiek, np. nie ma niesprawiedliwego, pozbawionego miłosierdzia, albo sędziego-skrupulanta.

    Odmawianie "cudzym bogom" istnienia w Biblii mamy np. u Izajasza (41,24; 45,14), ale faktycznie nie jest to regułą, inne księgi mają rozwiązania, o jakich wspominałeś. Pewnie w czasach Izajasza powiedzenie ludziom, że obcy bogowie to diabły niekoniecznie musiało odwodzić od ich kultu. Potem św. Paweł (+kompilatorzy/edytorzy jego listów) tak stawiał sprawę:
    "Zatem jeśli chodzi o spożywanie pokarmów, które już były bożkom złożone na ofiarę, wiemy dobrze, że nie ma na świecie ani żadnych bożków, ani żadnego boga, prócz Boga jedynego. A choćby byli na niebie i na ziemi tak zwani bogowie - jest zresztą mnóstwo takich bogów i panów - dla nas istnieje tylko jeden Bóg, Ojciec, od którego wszystko pochodzi i dla którego my istniejemy, oraz jeden Pan, Jezus Chrystus, przez którego wszystko się stało i dzięki któremu także my jesteśmy". Owi bogowie i panowie to wachlarz postaci od cezarów po duchowe istoty rządzące kosmosem.

    Przychodzi mi do głowy, że faktycznie istnieje coś takiego, jak chrześcijański "ateizm" w odniesieniu do bogów; może jest on swoją drogą owocem odchodzenia od religii. Weźmy sposób, w jaki nauczano w chrześcijańskiej Europie, w XIX czy nawet XX wieku mitologii greckiej. Kościół nie burzył się na to, że traktowano w szkołach np Apolla jako postać mityczną, tj. tak realną, jak krasnoludki, nie przypisując mu demonicznych konotacji, ani nie stawiając go za przykład ludzkiego szukania "po omacku" prawdziwego boga. Myślę, że to jest kulturowe źródło uproszczenia, o którym piszesz.

    Swoją drogą, takie naiwne gadanie sympatycznego skądinąd Dawkinsa, to, według mnie, wspaniała pożywka dla teologii/apologii wiary. "Dawkins myśli, że wyobrażamy sobie boga jako siedzacego na chmurze faceta - jakże płytcy są ateiści!"

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z Itherither, 2 i 3 akapit: historycznie to wygląda raczej tak, że nie tyle podważano istnienie innych bóstw, ale „boskość” i obowiązek ich czczenia. Na tym chyba polegało, tak to nazwijmy, dojrzewanie monoteizmu. W wersji słabszej (katolicyzm, lub nawet prawosławie z kultem świętych), czy w wersji mocniejszej (judaizm, islam, pewnie większość protestantyzmu). Doktryna monoteizmów chyba nie fiksuje się na nieistnieniu, ale na braku przymiotu boskości owych konkurencyjnych istot.

    Ale współcześnie przeciętny katolik – a nawet i teolog – pewnie jednak nie wierzy w istnienie Zeusa, Apollona, Amona Ra. Ostał się chyba tylko Szatan, jako istniejący i wysuwający roszczenia do boskości (czyli istnieje, ale nie jest bogiem, jak kiedyś Złoty Cielec). W tym sensie argument Dawkinsa może przekonywać.

    A „to samo odniesienie” – to oczywiste dla wyznawców religii Księgi, że czczą tego samego Boga, więc pewnie nie bez powodu w tym wyliczeniu Dawkinsa nie ma Allaha i Jahwe. „Wszyscy mają rację” i „Promień prawdy”, gdzie załapuje się wszystko, jakiś szalony rozszerzony ekumenizm – tu pełna zgoda, z zastrzeżeniem deklaracji „Dominus Iezus” ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale współcześnie przeciętny katolik – a nawet i teolog – pewnie jednak nie wierzy w istnienie Zeusa, Apollona, Amona Ra.

      No ja właśnie nie wiem, oni się bardzo rzadko wypowiadają o swoim stosunku do bogów innych religii, a o stosunku do bogów martwych religii, takich jak Zeus czy Amon Ra, to już w ogóle prawie nigdy. Nie wchodząc w zawiłości ontologii, jest różnica między "Zeus to bardzo niedoskonałe rozumienie Boga" a "Zeus to taka sama fikcja jak krasnoludki" i ja wcale nie jestem przekonany, że to drugie jest u katolików powszechniejsze niż to pierwsze.

      Usuń
  4. Dawkins chyba nie odnosi się do oficjalnych stanowisk Kościołów czy wypowiedzi teologów (nie wiem nawet, czy je zna), tylko do własnych doświadczeń z rozmów z wierzącymi. Tyle przynajmniej wynika z umieszczonego tu cytatu. Być może chodzi o jakąś intuicyjną odpowiedź ludzi wierzących, lecz nie specjalnie zagłębiających się w sprawy swojej religii, na pytanie o istnienie np. Zeusa. Wyobrażam sobie że taka odpowiedź będzie przeważnie taka sama. Doktryna więc doktryną, praktyka praktyką, jedynie przy takim rozróżnieniu ten argument ma ręce i nogi.

    OdpowiedzUsuń
  5. A to nie Kościół Katolicki twierdzi że poza Jezusem nie ma zbawienia ? Jak to zatem ma się do twierdzenia że inne religie czerpią swoją wiedzę z tego samego nadnaturalnego źródła ? Pierwsze stoi w sprzeczności z drugim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem? Nie widzę tu żadnej oczywistej sprzeczności. Oba twierdzenia są sformułowane na tyle nieprecyzyjnie, że można to interpretować w obie strony.

      Usuń