Pokazywanie postów oznaczonych etykietą metablogging. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą metablogging. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 lipca 2019

Wpis rocznicowy

Z okazji ósmej rocznicy bloga napiszę tylko, że tak jak rok temu dalej ciężko mi powiedzieć, o czym będę pisał i jak często, więc jeśli ktoś chce być na bieżąco, to polecam RSS albo mojego twittera. W październiku wziąłem w Anglii roczny urlop i wyniosłem się do Iranu (długa historia). Myślałem przez chwilę, że może napiszę coś o tym pięknym kraju, ale szybko stwierdziłem, że nie ma co do zaległości filozoficznych dokładać sobie zaległości irańskich, ograniczam się więc na razie do okazjonalnych fotek i komentarzy na twitterze. Wszystkich czytelników i czytelniczki pozdrawiam cieplutko i życzę smacznej kawusi.

środa, 1 sierpnia 2018

Znowu rocznica



Ostatnio z okazji rocznicy bloga narobiłem tu trochę obietnic bez pokrycia. Nie chcę powtarzać tego błędu w tym roku. Nie chcę się też tłumaczyć, czemu jeszcze nie ma tego czy tamtego, bo wymagałoby to introspekcyjno-autobiograficznego babrania się, a bardzo nie lubię tego robić. Napiszę więc tylko szczerze, że ciężko mi powiedzieć, co będzie się tu w najbliższych miesiącach pojawiało i jak często. O nowych wpisach będzie się można dowiedzieć przez RSS, powiadomienia mejlowe (linki po lewej) albo przez twittera


poniedziałek, 31 lipca 2017

Szósta rocznica



Znowu prawie zapomniałem o urodzinach blogaska! W związku z tym nie mam żadnych fajerwerków na tę okazję, ale mogę powiedzieć, o czym planuję pisać w najbliższym czasie. Poza tym, że będę oczywiście kontynuował serię aborcyjną, myślałem, żeby zrobić wpis o psychologii jedzenia mięsa, o etyce Kanta (tak, znowu), o metodologii filozofii, o relacji między religią a moralnością, o kurdyjskim anarchizmie, o antynatalizmie, o najdziwniejszych teoriach współczesnej filozofii, o eksperymencie Libeta, o nieistnieniu Boga (tak, w końcu) i o tym, jak żyć. Jeśli ktoś ma jakieś prośby czy sugestie, to jak zawsze chętnie wysłucham – co oczywiście niekoniecznie znaczy, że zrealizuję. Sto lat, niech żyje nam.

niedziela, 31 lipca 2016

Kolejna rocznica

Tradycyjnie z okazji kolejnej rocznicy założenia bloga podejmę kolejną próbę jego wskrzeszenia. W planie mam nową serię Eksperyment Myślowy Na Niedzielę, w ramach której zamierzam w niedziele (nie mogę obiecać, że co tydzień) zamieszczać jeden znany filozoficzny ekperyment myślowy z krótkim komentarzem. Na początek myślę o maszynie doznań Nozicka, dlu kradnącym dowód niezupełności arytmetyki Kripkego i mordercę u progu Kanta. Jeśli ktoś ma jakieś sugestie, proszę pisać śmiało. Do przyszłej niedzieli!

środa, 24 lutego 2016

Coś się popsuło



Jak niektórzy zauważyli, blog nie działał przez jakieś dwa tygodnie poza smartfonami i tabletami. Próbowałem interweniowiać u Google'a na ich Forum Pomocy, co odniosło taki skutek, że zostałem bardzo serdecznie powitany na Forum Pomocy i skierowany do innych użytkowników, którzy zgłaszając podobny problem również zostali bardzo serdecznie powitani na Forum Pomocy. W końcu jakaś bardzo zdesperowana osoba uzyskała odpowiedź, że może coś z tym zrobią, ale raczej nie w najbliższym czasie, bo w najbliższym czasie będą się zajmować czymś innym. Ostatecznie udało mi się samemu przywrócić blog do życia kosztem utraty grafiki (na razie będzie taki brzydki, bo nie mam czasu naprawiać), inni nie mieli tyle szczęścia.
Cała historia przypomniała mi, że przeczytałem ciekawą książkę trochę na ten temat. Autorem jest Wojciech Orliński, a książka nazywa się Internet. Czas się bać. Opisuje ona ponure skutki procesu, który rozpoczęła w 1995 administracja Billa Clintona oddając internet w łapy kapitalistów i wyjmując ich spod kontroli, którą objęci są właściciele tradycyjnych mediów. Co to za ponure skutki? Tytuły rozdziałów dają pewne wyobrażenie: Jak straciliśmy wolność wyboru, Jak straciliśmy prawa, Jak straciliśmy dostęp do informacji, Jak straciliśmy prywatność, Jak straciliśmy wolność słowa, Jak straciliśmy pracę, Jak straciliśmy kulturę, Jak straciliśmy transparentność.
Nie należy oceniać po okładce.
W pierwszych dwóch rozdziałach Orliński pokazuje, że korzystanie z usług internetowych monopolistów, takich jak Google czy Facebook, to dla większości ludzi dawno już nie jest kwestia wyboru – a mimo tego nie mamy żadnych prawnych narzędzi, by bronić się, kiedy nadużywają oni swojej pozycji. Orliński ujmuje to tak:

Wyroki Google’a, Amazona czy Faceboka są ostateczne i nieodwoływalne. Jeśli zechcą ci usunąć konto – to usuną i nie masz żadnej możliwości odwołania do innej instancji (co możesz zrobić w przypadku wyroków i decyzji swojego państwa). Jeśli chcą, żeby coś zniknęło z wyników wyszukiwania – to zniknie. (s. 54)

Zniknięcie bloga to oczywiście taki sobie dramat. Bloga można sobie mieć na innej platformie niż google'owska, można też w ogóle żyć bez bloga. Ale dla wielu ludzi usunięcie konta w portalu społecznościowym czy wymazanie z wyników wyszukiwania będzie oznaczało koniec społecznego funkcjonowania.
Przyczyny skasowania bywają różne. Czasami, jak w moim przypadku, coś się zepsuje i korporacja uzna, że nie opłaca się tego naprawiać. Czasami kasują konto, bo uznają cię za klienta sprawiającego bliżej nieokreślone problemy (jak to Amazon zrobił z pewną Norweżką, wyłączając jej Kindle'a razem z kupionymi przez nią książkami). Czasami dlatego, że poruszasz tematy niewygodne dla reżimów, którym korporacja najwidoczniej nie chce się narażać (Facebook usuwał konta np. zawspominanie o Kurdach). Czasami zdegradują cię w wynikach wyszukiwania, bo stwarzasz im konkurencję (Google robi tak np. z porównywarkami cenowymi, bo zależy im, żebyśmy kupowali nie od tego, kto sprzedaje taniej, tylko od tego, kto zapłacił Google'owi za reklamę). Najczęściej jednak zupełnie nie wiadomo za co – korporacje praktycznie nigdy nie upubliczniają tych zasad i nie odpowiadają na prośby o ich upublicznienie.
Fakt, że takie rzeczy zdarzają się stosunkowo rzadko. Ale zdarzają się rzadko nie dlatego, że korporacje mają dobre serce, tylko dlatego, że zależy im przede wszystkim na inwigilacji użytkowników, a usunięcie konta czy strony znacznie tę inwigilację utrudnia. Kiedy np. Google zakmnie komuś Gmaila, to straci możliwość czytania korespondencji tego kogoś i dopasowywania reklam pod jej treść.
Niby chodzi głównie o dopasowywanie reklam, nie zmienia to jednak faktu, że skrajnie autorytarne, wyjęte spod demokratycznej kontroli organizacje, których jedynym celem jest napychanie kieszeni swoim udziałowcom, będą mogły albo już mogą dowiedzieć się praktycznie wszystkiego o praktycznie każdym. A poza tym, jak pokazały dokumenty ujawnione przez Snowdena, dane te przekazują hurtowo amerykańskim służbom. A więc wszystkiego o każdym będą mogły się dowiedzieć nie tylko korporacje, ale też rząd znany z łamania praw człowieka rutynowo i na potężną skalę.
Cała ta inwigilacja mało kogo w tej chwili rusza, bo mało kto odczuwa bezpośrednio jej skutki. Nie sądzę jednak, żeby nie miało się to zmienić. Moja kasandryczna wizja jest taka: i korporacje, i amrerykański rząd wpadną jeszcze na niejeden pomysł, jak te dane wykorzystać do realizacji swoich celów. I to w sposób, który niejednemu z nas odbierze smak życia. Wątpliwości moralne odegrają najpewniej taką rolę, jaką zazwyczaj odgrywają w ich poczynaniach, czyli zerową. Szczęśliwi będą wtedy ci, którym wcześniej usunęli konto.


PS. Ostatnio polski rząd stwierdził, że nie będzie gorszy i przepchnął ustawę inwigilacyjną (ewidentnie niekonstytucyjną, no ale konstytucją nie muszą się już przejmować), która pozwala na totalną samowolę służb. To jeszcze jeden powód, by się zabiezpieczyć. Jak to zrobić pisze np. Dariusz Jemielniak i serwis Niebezpiecznik.pl, polecam!

piątek, 31 lipca 2015

Czwarta rocznica i kolejna reanimacja



Tragicznie się ostatnio przeliczyłem z tą zapowiedzią nowego wpisu co tydzień. Ale z okazji czwartej rocznicy postanowiłem, że spróbuję reanimować bloga raz jeszcze. Tym bardziej, że będę miał teraz trochę więcej czasu. Więcej – jutro.

czwartek, 29 stycznia 2015

Reforma bloga


Nie miałem ostatnio czasu na bloga, albo może nawet miałem, ale nie chciało mi się, w każdym razie powiedziałem dość. Mam od teraz zamiar pisać krócej, za to bardziej regularnie – powiedzmy raz w tygodniu. Kiedyś chciałem unikać kilkuzdaniowych postów, ale teraz widzę, że albo one, albo blog całkiem zdechnie. Nie znaczy to jednak, że dłuższe w ogóle nie będą się pojawiać. Zbiór linków z serii „bez komentarza” będę prawdopodobnie wrzucał raz w miesiącu. Tematyka nie powinna się specjalnie zmienić. Możliwe, że więcej będzie etyki i psychologii moralności niż czegokolwiek innego, bo muszę się bardziej skupić na swoim doktoracie.
Zrobiłem, jak może widać, lifting, czystkę w blogrolce i nową stronę O mnie. Mam też mocne postanowienie poodpisywania we wszystkich dyskusjach z dawnych lat (szczególnie tu, tu i tu), ale chwilę mi to pewnie jeszcze zajmie. Założyłem też twittera, choć nie wiem jeszcze, co tam będę robił, jak często i co z tego wyniknie. Wśród obserwujących rozlosuję 500 ajfonów bez folii, zgodnie z Konwencją Berneńską.

czwartek, 31 lipca 2014

Trzecia rocznica


Totalnie ostatnio zaniedbałem bloga, ale widać nie aż tak totalnie, żeby zapomnieć o rocznicy. Z tej okazji wpadłem na śmiały i oryginalny pomysł zrobienia listy moich ulubionych spośród tych jakichś ponad stu tekstów, które się tu pojawiły w ciągu ostatnich trzech lat. Jak można się było spodziewać, moje ulubione teksty to często te najrzadziej klikane i komentowane. Wygląda to tak (w kolejności od najnowszego):

Czyli jak neurobiologia podważa tradycyjną filozofię.
 
Czyli dlaczego patriotyzm jest głupi i niemoralny.

Czyli dlaczego Daniel Dennett nie rozumie wolnej woli.

Czyli o tym, jak obrońców życia nienarodzonego nie interesuje obrona życia narodzonego.

Czyli o tym, czy kobiety nadają się do filozofii.

Czyli dlaczego wolny rynek nie zrobi nam dobrze.

Czyli ekshibicjonizm na miarę moich możliwości.

Czyli co mam do buddyzmu.

Czyli o co chodzi w tej całej filozofii.

10. Martin i ja (część pierwsza i druga)
Czyli dlaczego twórczość Heideggera to szarlataneria.

Czyli dlaczego twórczość Ayn Rand to jeszcze gorsza szarlataneria.

12. Pierwsza małpa z duszą (część pierwsza i druga)
Czyli o tym, że albo chrześcijaństwo, albo biologia.

Czyli dlaczego fizycy nie powinni ignorować filozofii.

Czyli jak się ma wstręt do poglądów politycznych.

Czyli dlaczego najpopularniejszy (chyba) ateistyczny argument to zły argument.

Czyli co mam do dualizmu.

Czyli dlaczego nie trzeba zmieniać światopoglądu, żeby zmienić nawyki żywieniowe.

Czyli o tym, że nie są.

Czyli przy całej mojej sympatii do Ciebie, Karolu.

Czyli jak się ma bieda do religijności.

Czyli co to jest współczesna filozofia religii i dlaczego nikogo ona nie interesuje.

Jeśli ktoś (niebędący botem) tu jeszcze zagląda i ma ochotę napisać, co jej/mu się najbardziej podobało, albo nie podobało, albo czego by chciał(a), to chętnie przeczytam.

sobota, 29 grudnia 2012

Blog moralnego zepsucia



Wszyscy robią podsumowania roku, wypadałoby więc też zrobić jakieś tutaj. Problem w tym, że czytałem zdecydowanie zbyt mało rzeczy opublikowanych w 2012, żeby ułożyć z tego sensowny ranking. Postanowiłem więc zrobić listę filozoficznych książek wydanych w 2012, których nie przeczytałem, czego gorzko żałuję:

  1. Paul Thagard: The Cognitive Science of Science: Explanation, Discovery and Conceptual Change.
  2. Paul M. Churchland: Plato's Camera: How the Physical Brain Captures a Landscape of Abstract Universals.
  3. Stephen Stich: Collected Papers, Volume 2: Knowledge, Rationality, and Morality, 1978-2010.
  4. Joel Marks: Ethics Without Morals: In Defence of Amorality.
  5. Joshua Alexander: Experimental Philosophy: An Introduction.
  6. Jeffrey Reiman: As Free and as Just as Possible: The Theory of Marxian Liberalism.
  7. Larry S. Temkin: Rethinking the Good: Moral Ideals and the Nature of Practical Reasoning.
  8. Tamler Sommers: Relative Justice: Cultural Diversity, Free Will, and Moral Responsibility.
  9. Alvin Plantinga: Where the Conflict Really Lies: Science, Religion, and Naturalism.
  10. Michael Ruse: The Philosophy of Human Evolution.
  
Jako bonus zamieszczam tzw. referral fun, czyli autorski wybór najciekawszych guglowanych fraz, po których trafiano na tego bloga w 2012:

jak można powiedzieć na czarowinice
czy istnieją prawdziwe czarownice
zasady dobrej czarownicy
zasady złej czarownicy
czarownica zła
czy ktoś kiedyś widział zombi
czy ktoś widział zombi
wierze w czajniczek krążący wokół marsa
przekazy kosmologiczne 2012
dziwne zjawiska na ziemi 2012
dziwne religijne doświadczenia
zdolności paranormalne grzech czy dar
co mi przyszło z bycia religijnym
inteligentni ludzie mają trudniej
ambicja uniemożliwia filozofowanie
jaki jest moj poglad filozoficzny
jaki jest sens życia
dlaczego musimy umrzeć
dzisiejsza moralność
zapychanie
zapychanie ziemią
zapychana w 2 dziury
ślady dziur! high quality
mamuśka zapychana
masturbuje sie o kant
masturbacja o kant
masturbacja na kancie
masturbacja normatywna
co robi niewidzialna ręka?
czy w polsce masturbacja jest karana prawnie?
czy z punktu historii bóg stworzył świat w sześć dni
czy rasizm jest wartością moralną
różnorodność rulez
co to znaczy bez komentarza?
zalety kantyzmu
zbrodnia kanta
preferencje smakowe krów
wspólna wola termitów
dusza u małp
jakie czynności życiowe wykonuje dzięcioł
przynęta na śledzia
bardzo brzydzą mnie robaki
ziolo ktorym otrol sie Soktates
ronald reagan wybitny
powiedz nie socjalizmowi
czy w danii wszyscy zarabiają tyle samo
nozick co by zlikwidował
spułdzielnie w kapitaliźmie
w kapitaliźmie wszystko można
flogiston to prawda
materializm ma rację
prawdziwi materialiści
jak zachowac się przy materialistach
jak udowodnić że są materialistkami
stwierdzenie że ktoś jest materialistka
nihilista a ateist roznice
scjentyzm mówiący
utylitaryzm -małżeństwa pedofili
blog moralnego zepsucia

Wszystkim, którym nie udało się tu znaleźć odpowiedzi na dręczące ich pytania, polecam zaglądać też w 2013, a nuż się pojawią.

wtorek, 31 lipca 2012

Rocznica

S. Raper: Graphing the History of Philosophy, "Drunks and Lampposts" 13.06.2012.


Przez blog Filipa Tvrdego trafiłem na grafikę Simona Rapera przedstawiającą wpływy między filozofami wszech czasów. Raper posłużył się prostym programem przetwarzającym dane z angielskiej Wikipedii, gdzie prawie każdy z filozofów ma po prawej stronie sekcje „influenced by” i „influenced”. Grafika nie uwzględnia wpływów niebezpośrednich, a połączenie „od” tak samo wpływa na rozmiar kółka filozofa jak połączenie „do”.
Z okazji rocznicy bloga postanowiłem chałupniczą metodą zaznaczyć tam filozofów, którzy przez ten rok się tutaj pojawiali (choćby we wzmiankach) w nadziei, że pojawi się jakaś zaskakująca prawidłowość, ale raczej żadna się nie pojawiła:

Zgodnie z przewidywaniami najwięcej filozofów reprezentuje tzw. analityczną tradycję (dół grafiki), nie dało się uniknąć odniesień do kilku klasyków (środek i lewa strona), filozofowie kojarzeni z tzw. tradycją kontynentalną (prawy górny róg) pojawiali się rzadko i chyba wyłącznie w ramach uszczypliwych uwag, reszta, jak filozofowie orientalni (góra), jest praktycznie nieobecna.
Im dłużej w to patrzę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że grafika więcej mówi o Wikipedii i internecie niż o samej historii filozofii. Dziwnie duże kółka autorów ekstremalnych teorii politycznych (np. anarchoprymitywisty Johna Zerzana czy anarchokapitalisty Murraya Rothbarda) pokazują, że te teorie są dużo popularniejsze w internecie niż poza nim. Szczególnie dotyczy to, do końca nie wiem dlaczego, tzw. libertarianizmu. W Wikipedii jako filozof figuruje też niejeden odpowiednio popularny w sieci przygłup, szarlatan czy chory psychicznie za filozofa się podający, na czym skorzystali tutaj Stefan Molyneux (proszę odgadnąć opcję polityczną) i Terrence McKenna. Do grafiki trafiło też sporo pisarzy, publicystów, poetów, polityków i rewolucjonistów, których trochę z rozpędu określa się filozofami: m. in. Beckett, Hölderlin, Hitchens, Kafka, Baudelaire, Joyce, Borges, Goethe i Che Guevara. Z drugiej strony brakuje mi tam przede wszystkim Tarskiego, którego wpływ na filozofię XX wieku był nie do przecenienia i który nawet sam określał się „swojego rodzaju filozofem” (autor hasła w Wiki filozofem go jednak nie nazwał). Poza tym nie widzę nigdzie Patricii Churchland (choć jest jej mąż, Paul) i Marthy Nussbaum. Śmiesznie małe jest też kółko Fregego i niewiele lepiej jest z kółkiem Quine’a – swoją drogą nie wiem jak to się stało, że ten drugi jeszcze nigdy nie pojawił się na blogu.
Tak czy inaczej uważam jednak Wikipedię za jedno z bardziej chwalebnych przedsięwzięć naszych czasów.
Kto powie, że grafika z filozofami jest mało przejrzysta, ten niech zobaczy zrobioną tym samym sposobem pracę Brendana Griffena, która przedstawia wpływ wszystkich na wszystkich w dziejach ludzkości.