sobota, 18 maja 2019

Putin atakuje

G. Greenwald: Beyond BuzzFeed: The 10 Worst, Most Embarrassing U.S. Media Failures on the Trump-Russia Story, The Intercept, 20.01.2019.


Wielkie śledztwo Roberta Muellera w sprawie tajnej współpracy Trumpa z Putinem zakończyło się oczywiście wielkim niczym. Jak tu kiedyś pisałem, mam bardzo złe zdanie na temat rzetelności dziennikarskiej największych mediów amerykańskich, ale rozmach i idiotyzm ich ostatniej teorii spiskowej zdumiał nawet mnie. Kto tego nie śledził, niech wyobrazi sobie historie o zamachu smoleńskim w polskiej prasie prawicowej, tylko jeszcze więcej i jeszcze głupiej. A do rozlicznych „dowodów” na to, że Trump jest marionetką Putina, dochodzą jeszcze tuziny fake newsów o tym, jak to Rosjanie hakują, infiltrują, zabijają, kradną i gwałcą. Glenn Greenwald zrobił niedawno listę najbardziej żenujących materiałów z tej kategorii, wygląda ona tak:


10. Fortune, czerwiec 2017: Russia Today zhakowała telewizję C-SPAN

W rzeczywistości błąd techniczny zakłócił transmisję na około 40 sekund, a związek RT z tym błędem został od a do z zmyślony.


9. The Washington Post, grudzień 2016: Rosjanie zhakowali amerykańską sieć elektroenergetyczną, mogą teraz odciąć mieszkańcom stanu Vermont ogrzewanie w zimie.

W rzeczywistości był jakiś zupełnie niezwiązany z siecią elektroenergetyczną laptop, na którym zainstalował się jakiś zupełnie niezwiązany z Rosją malware.


8. The Washington Post, listopad 2016: Ponad dwieście popularnych amerykańskich serwisów internetowych to propagandowe narzędzia Kremla.

Strony takie jak m.in. Drudge Report, Truthout, Black Agenda Report, Truthdig, Naked Capitalism, Antiwar.com czy Ron Paul Institute, trafiające w sumie do ok. 15 milionów Amerykanów, miały rozprzestrzeniać rosyjską dezinformację. Skąd miało to być wiadomo? Otóż jakiś anonim podający się za „grupę ekspertów” opublikował w internecie „raport”, w którym po prostu ogłasza, że w zasadzie każda opinia o czymkolwiek choć minimalnie odbiegająca od ortodoksji amerykańskiego establishmentu to kremlowska propaganda, a każde medium, które kiedykolwiek publikowało taką opinię, to narzędzie kremlowskiej propagandy. Z czego wynika, że Washington Post to właściwie też narzędzie kremlowskiej propagandy, bo i oni, rzadko bo rzadko, ale publikują nieprawomyślne teksty, ale akurat WP „eksperci” nie wymienili z nazwy.


7. CNN, czerwiec 2017: Doradca Trumpa Anthony Scaramucci ma związki z rosyjskim funduszem inwestycyjnym, który prześwietla amerykańska komisja senacka.

Fundusz istnieje naprawdę, Scaramucci też, ale kontakty między nimi zostały całkowicie sfabrykowane. CNN trzeba oddać, że pozbyli się trzech dziennikarzy odpowiedzialnych za tego newsa – i jest to jedyny znany mi przypadek, kiedy autorów fałszywych informacji na temat Rosji spotyka kara zamiast nagrody.


6. NBC/MSNBC, wrzesień 2017: Rosjanie zaatakowali amerykańskich dyplomatów na Kubie superzaawansowaną bronią akustyczną.

To chyba moja ulubiona historia. „Ekspert” stacji Ken Dilanian ogłasza, że amerykańscy dyplomaci i szpiedzy na Kubie doznali „urazów mózgu” spowodowanych „jakimś rodzajem broni mikrofalowej – tak zaawansowanej, że Amerykanie nie rozumieją w pełni jej działania” i że „głównym podejrzanym jest Rosja”. Rozkręca się typowa histeria, kolejne wybitne autorytety potwierdzają, że kto jak nie Putin, senator Cory Gardner wzywa do umieszczenia Rosji na liście państw sponsorujących terroryzm. Po zbadaniu sprawy neurolodzy z Uniwersytetu w Lincoln stwierdzili, że żadne mózgi nie zostały uszkodzone, a nieprzyjemne dźwięki emitowały najprawdopodobniej karaibskie świerszcze w okresie godowym.


5. Slate, październik 2016: Trump ma tajny serwer, który służy mu do komunikacji z rosyjskim bankiem.

W rzeczywistości istniał zupełnie jawny serwer, z którego korzystał hotel Trumpa, by spamować ofertami przedstawicieli rosyjskiego banku, którzy kiedyś się tam zatrzymali.


4. The Guardian, listopad 2018: Paul Manafort, szef sztabu wyborczego Trumpa, trzy razy potajemnie odwiedził Juliana Assange’a w ambasadzie Ekwadoru w Londynie.

Luke Harding, autor artykułu (a przy okazji autor bestsellerowej książki o Wielkiej Zmowie Putina z Trumpem), od tego czasu milczy jak zaklęty, podobnie jak cała redakcja. Nikt nie potrafi wytłumaczyć m. in., jak to możliwe, że nie mamy ani jednego nagrania z żadnej z setek kamer, które musiałby to złapać. Ani jak to możliwe, że żadna z wizyt nie została zarejestrowana przez ambasadę. Generalnie nic się w tej historii nie trzyma kupy, ale „źródła potwierdzają”.


3. CNN, lipiec 2018: Prawnik Trumpa Michael Cohen ma zamiar zeznać, że Trump wiedział o planach spotkania w Trump Tower w czerwcu 2016.

Trump miał wiedzieć, że Rosjanie chcą mu przekazać jakieś kwity na Clinton i kazać synowi zorganizować z nimi spotkanie. Historię zmyślił Lanny Davis, były adwokat Trumpa, i sprzedał ją CNN. Ci nakłamali, że pytany o sprawę Davis „odmówił komentarza”. Wszystko się posypało, kiedy Davis się do wszystkiego przyznał.


2. BuzzFeed, styczeń 2019: Robert Mueller ma maile i zeznania dowodzące, że Trump kazał Cohenowi kłamać przed Kongresem.

Miało chodzić o negocjacje w sprawie budowy Trump Tower w Moskwie. Historia szybko rozlazła się po wszystkich możliwych mediach i po parlamencie, po czym sam Mueller w specjalnym oświadczeniu stwierdził, że nie ma niczego takiego.


1. CNN / MSNBC: Donaldowi Trumpowi Juniorowi zaoferowano dostęp do mailowego archiwum WikiLeaks zanim zostało ono opublikowane.

W rzeczywistości owszem zaoferowano – kiedy maile były już dostępne dla każdego na stronie WikiLeaks.


Do tego mamy jeszcze wyróżnienia: historie m.in. o tym, jak Trump kazał generałowi Flynnowi nawiązać kontakt z Rosjanami w czasie trwania kampanii wyborczej, jak Manafort przekazywał Rosjanom wyniki wewnętrznych sondaży, jak rzekoma rosyjska agentka oferowała usługi seksualne za stanowisko w organizacji lobbingowej i wiele innych. 
Wszystkie te idiotyzmy powstają w podobny sposób: dziennikarz trafia na historię, która pachnie fejkiem na kilometr, ale pasuje do tezy, więc nie starając się sprawdzić czegokolwiek tworzy materiał, który nie pozostawia wątpliwości, kto za tym stoi. Pozostałe media natychmiast to rozpowszechniają nie zadając niepotrzebnych pytań, a czołowi komentatorzy mkną na twittera, by tam ogłosić, że Putin atakuje, żadnej litości nie czuje. Jeden tweet tzw. lidera opinii z linkiem do tych bredni potrafi podać dalej kilkadziesiąt tysięcy osób.
Potem okazuje się, że to jednak nie do końca tak było, a właściwie w ogóle nie tak, więc pisze się drobnym drukiem jakieś sprostowanie, którego oczywiście nikt nie przeczyta. Bo kto by sobie zawracał głowę sprostowaniami, skoro wszyscy są już podnieceni kolejnym fejkiem.
Żeby było jasne: uważam reżim Putina za obrzydliwy i życzę mu jak najgorzej, podobnie jak Trumpowi. Nie zmienia to jednak w niczym faktu, że praktycznie wszystko to, o co oskarżamy ze świętym oburzeniem Rosję na arenie międzynarodowej (łamanie prawa międzynarodowego, zbrodnie wojenne, wspieranie krwawych tyranów, ingerowanie w procesy wyborcze innych państw), robią też Amerykanie, i to na większą skalę. I jasne, że Putin ma swój aparat propagandowy rozpowszechniający rozmaite brednie, ale i Amerykanie mają swój, który robi to samo, tylko skuteczniej. 






środa, 8 maja 2019

Bez komentarza: kwiecień 2019

P. Ludlow: Maduro's Venezuela.
J. Mahler, J. Rutenbeg: How Rupert Murdoch's Empire of Influence Remade the World.
C. List: Is Brexit the will of the people? The answer is not quite that simple.
Twelve Philosophers and Thinkers on Brexit.
D. Miller: Like most secessionist movements, Brexit shows that breaking up is hard.
Followers vs. Followings for Philosophers on Twitter.
M. Weaver, P. Walker: Government sacks Roger Scruton after remarks about Soros and Islamophobia. 
N. J. Robinson: Live Commentary on the Žižek-Peterson Debate.
G. Monbiot: Dare to declare capitalism dead – before it takes us all down with it.
C. Fabre: Why British jihadists can’t be charged with treason.
A. Callard: Is Philosophy Fight Club?
R. P. Wolff: The Future of Socialism, Part One.
M. Stone: Texas Bill Prohibiting Male Masturbation Moves Closer To Becoming Law.
N. Popper: This Animal Activist Used to Get in Your Face. Now He’s Going After Your Palate.
R. McNamee: Facebook and Google will be considered unthinkable 50 years from now.
G. Greenwald, M. Lee: The U.S. Government’s Indictment of Julian Assange Poses Grave Threats to Press Freedom.
Is Superintelligence Impossible? David Chalmers and Daniel Dennett.
D. Davidson: Congress Takes Aim at Yemen War.
E. Nahmias: When Would a Robot Have Free Will?
K. Lande: Do you compute?
C. Kurth: The Anxious Mind.
J. Noonan: The problem with "post-work".
J. Weinberg: An Empirical Study of Bulshitters.
J. Basl, E. Schwitzgebel: AIs should have the same ethical protections as animals.
M. Lenz: Words as weapons? Free speech requires responsible speech.
S. Illing: The myth of rational thinking.
M. Hyde: Under-explored epitemic uses of imagination.
B. Keating: Time to update the Nobels.
K. Harvey: Medieval parasites.

niedziela, 7 kwietnia 2019

Bez komentarza: marzec 2019

E. Schwitzgebel: Most U.S. and German Ethicists Condemn Meat-Eating (or German Philosophers Think Meat Is the Wurst).
E. Schwitzgebel: Should You Defer to Ethical Experts?
E. Schwitzgebel: In Philosophy, Departments with More Women Faculty Award More PhDs to Women (Plus Some Other Interesting Facts).
T. Nagel: What We Owe a Rabbit. 
J. Weinberg: How Science Can Get the Philosophy It Needs.
J. Weinberg: A Map of Correlated Philosophical Positions.
S. Protasi: Virtuous emotions. 
N. Nobis: Euthanasia, or Mercy Killing.
D. Hibbs: Vagueness.
C. Pugh: Landmark moments for women in philosophy [timeline].
H. Brouwer, T. Mulligan: On the Very Idea of a Just Wage (Just Wage Series Introduction).
A. Lister: Talents and Wages.
P. Boettke, R. Candela, K. Woltz: Is the Market Wage the Just Wage?
P. Dietsch: On the Very Idea of an Efficient Wage.
T. Hurka: From golf to Grand Theft Auto, why do we love playing games?
J. Stegenga: Do antidepressants work? 
P. Godfrey-Smith: Australian Philosophy.
P. Boddington: Moral Technology.
P. van der Horst: How the poor became blessed.
C. Lieberman: Why You Procrastinate (It Has Nothing to Do With Self-Control).
B. Casselman, J. Tankersley: Women in Economics Report Rampant Sexual Assault and Bias.
J. Schwenkler: Unflinching. G.E.M. Anscombe at a Hundred.
M. Huemer: A philosopher squeaks by.
P. Atterton: A God Problem.
M. Hasan: Republicans and Democrats Say Their Criticism of Ilhan Omar Is About Anti-Semitism. They’re Gaslighting You.
G. Levy: Keep it up, Ilhan Omar.
L. Laplane et al.: Why science needs philosophy.
M. Taibbi: It's official: Russiagate is this generation's WMD.
M. Schultz-Bergin: Grade Anarchy & Student Learning.
Legal Oughts and Stuff. Les Green interviewed by Richard Marshall.
O. Goldhill: A study of ethicists finds they’re no more ethical than the rest of us (and no better at calling their mothers).

niedziela, 3 marca 2019

Bez komentarza: luty 2019

N. Climenhaga: The concept of probability is not as simple as you think.
D. Carrington: Plummeting insect numbers 'threaten collapse of nature'.
D. Wallace-Wells: Time to Panic.
R. Crisp: Taking back control for real: the case for open borders.
L. Dallman, B. Leiter: Marx and Marxism.
Vices of the Mind: Fake News, Conspiracy Theories, Bullshit etc… Quassim Cassam intrviewed by Richard Marshall.
A. Fernandes: The future seems wide open with possibilities – but is it?
S. Helle: Between gods and animals: becoming human in the Gilgamesh epic.
A. H. Goldman: Why Sexual Morality Doesn't Exist. 
J. Schwarz: Elliott Abrams, Trump’s Pick to Bring “Democracy” to Venezuela, Has Spent His Life Crushing Democracy.
T. Carlson: Why Are These Professional War Peddlers Still Around?
J. Sachs: Green New Deal is feasible and affordable.
N. Roth: Israel's fascist sideshow takes center stage.
A. Bastani: The coup in Venezuela, explained.
A. de Zayas: As a former UN special rapporteur, the coup in Venezuela reminds me of the rush to war in Iraq.
An Ocean of Lies on Venezuela: Abby Martin & UN Rapporteur Expose Coup.
E. Schwitzgebel: Studying Ethics Should Influence Your Behavior (But It Doesn't Seem to).
E. Schwtzgebel: Do You Have Whole Herds of Swiftly Forgotten Micobeliefs?
A. Alpert: The Good-Enough Life.
G. Greenwald: Jeff Bezos Protests the Invasion of His Privacy, as Amazon Builds a Sprawling Surveillance State for Everyone Else.
Recently Published Book Spotlight: When All Else Fails. Jason Brennan interviewed by Nathan Eckstrand.

niedziela, 17 lutego 2019

Etyka aborcji #15: Zewnętrzna forma ludzka

Etyka aborcji” to cykl, w którym podsumowuję i komentuję książkę Davida Boonina „A Defense of Abortion”. Jeśli jesteś tu nowa/-y, zacznij od Wstępu.


Ludzki embrion w pierwszych tygodniach swojego istnienia wygląda jak embrion świni, kurczaka czy łososia. Najwcześniej po szóstym tygodniu laik jest w stanie zauważyć różnicę. Być może więc prawo do życia pojawia się, kiedy embrion zaczyna choć trochę wyglądać na człowieka? 
Boonin przyznaje, że nikt z przeciwników aborcji tak chyba nie twierdzi. Istnieje jednak argument filozof Jane English, który można lekko zmodyfikować, tak by był argumentem za kryterium formy ludzkiej – i będzie to wtedy najmocniejszy argument za tym kryterium, jaki przychodzi mu do głowy. Wygląda on tak:

P1: Zabijanie istot takich jak ty czy ja jest moralnie niedopuszczalne.
P2: Moralność wymaga, byśmy utrzymywali uczucia, które są nam niezbędne do wypełniania moralnych obowiązków względem istot takich jak ty czy ja.
P3: Uczucie moralne, które pozwala nam działać w zgodzie z przekonaniem, że zabijanie istot takich jak ty czy ja jest moralnie niedopuszczalne, jest nie do utrzymania, jeśli jest się przekonanym, że zabijanie płodów o ludzkim wyglądzie jest moralnie niedopuszczalne. ______________________________________________________________
W: Moralność wymaga, byśmy przyjęli przekonanie, że zabijanie płodów o ludzkim wyglądzie jest moralnie niedopuszczalne i działali w zgodzie z tym przekonaniem.

Można by się pewnie czepiać wniosku, który nie mówi, że płód o ludzkim wyglądzie ma prawo do życia, a tylko że należy przyjąć przekonanie, że nie można go zabić – a to raczej nie to samo. Boonin krytykuje jednak tylko P3 i chyba słusznie, bo to z P3 jest zasadniczy i najbardziej oczywisty problem: zwyczajnie nie ma dobrych powodów, by przyjąć, że to prawda.
Przeciwnicy aborcji często twierdzą, że akceptacja aborcji prowadzi do jakiegoś rodzaju stępienia moralnej wrażliwości, co z kolei prowadzi do zabijania, albo nieetycznego traktowania, wszystkich wokół. Być może ma to związek z tym, jak płody wyglądają. Nie znam jednak żadnych empirycznych danych, które sugerowałyby, że tak się dzieje (Boonin też nie).
Pod jednym z wcześniejszych wpisów komentator Itherither pytał o argument Matki Teresy: „Jeśli akceptujemy, że matka może zabić nawet własne dziecko, to jak mamy przekonać ludzi, by się nawzajem nie zabijali?”. Odpowiedziałem tak:
Kiedy np. spojrzymy na współczynniki zabójstw na świecie, to w czołówce najmniej mordujących się narodów znajdziemy wiele takich, u których aborcja jest od dawna legalna i powszechnie akceptowana. Singapur: 0,25 zabójstwa / 100 000 mieszkańców, Japonia 0,31, Austria 0,51, Norwegia 0,56, Holandia 0,61. Listę zamyka Salwador (rekordowe 108,64), gdzie aborcja jest całkowicie zakazana, bez żadnych wyjątków. Więc co ma właściwie potwierdzać tę tezę – poza tym, że Matce Teresie się coś wydawało?
Oczywiście zawsze można twierdzić, że gdyby np. aborcja była w Salwadorze bardziej akceptowana, to mieszkańcy Salwadoru wyrzynaliby się jeszcze bardziej – ale trzeba mieć jakiś argument na poparcie tego twierdzenia, a przeciwnicy aborcji go nie mają.
Krótko mówiąc: że sam wygląd nie ma moralnego znaczenia, z tym wszyscy uczestnicy debaty wydają się zgadzać, natomiast próby powiązania wyglądu z czymś moralnie istotnym kończą się porażką, a zatem kryterium zewnętrznej formy ludzkiej nie jest dobrym kryterium.

piątek, 8 lutego 2019

Bez komentarza: styczeń 2019

T. Williamson: In the post-truth world, we need to remember the philosophy of science. 
E. O. Wright: On the Art of Goofiness.
S. Wichmann:Why languages and dialects really are different animals.
A. Byrne: What is gender identity?
G. Greenwald, M. Hussein: The NSA's new partner in spying: Saudi Arabia's brutal state police.
A. Murphy: He's not the guy on Quaker Oats, he's much more interesting.
S. Parkin: Has dopamine got us hooked on tech?
S. Kuper: Edward Snowden and the millenial conscience. 
Is reality an illusion? Gerard 't Hooft, Chiara Marletto, and Chris Timpson reassess the idea of an objective physical reality.
M. Alexander: Time to break the silence on Palestine.
Y. Munayyer: The hypocrisy of anti-BDS laws is a slap in the face of Palestinians.
C. Gibbons: Free speech is a left-wing value.
C. Misak: Philosophy must be useful.
M. Hasan: Mike Pompeo Lied About the U.S. and the Middle East. Here’s the Truth.
J. Rapley: Economics as a moral tale.
E. Browning: As Xenophon saw it.
C. C. Sahner: Islam spread through the Christian world via the bedroom. 
J. McMahan: I was no-platformed. Here's why it's counterproductive.
The Journal of Controversial Ideas: An Interview with Jeff McMahan and Francesca Minerva.
J. Schwenkler: Remembering Gary Gutting.

czwartek, 31 stycznia 2019

Najgorszy argument za utylitaryzmem


Chciałem napisać tu coś o moich zastrzeżeniach pod adresem Efektywnego Altruizmu. Z tej okazji przeczytałem książkę filozofa Willa MacAskilla, jednego z założycieli ruchu, i słucham sobie teraz z nim wywiadów. Większość tego, co mówi, wydaje mi się interesujące i dobrze przemyślane, ale czasami powie coś takiego, że trochę wstyd przed ludźmi. Przykładem może być argument za klasycznym utylitaryzmem, który uważa on za „bardzo przekonujący” (od 51’54” w wywiadzie podlinkowanym powyżej). 
Wygląda on następująco: teorie moralne, tak jak teorie naukowe, formułują pewne przewidywania i można je oceniać na podstawie trafności tych przewidywań. Ojcowie utylitaryzmu – Bentham i Mill – mieli pewne wyobrażenia na temat tego, co z owego utylitaryzmu wynika w kwestii np. równouprawnienia kobiet, homoseksualizmu, albo praw zwierząt. I okazuje się, że było to z grubsza zgodne z tym, co my dzisiaj sądzimy na ten temat* – ale w XVIII i XIX wieku ich poglądy jeżyły ludziom włosy na głowach. Niektóre do tego stopnia, że musieli je ukrywać. Porównajmy to, powiada MacAskill, z takim Kantem, autorem konkurencyjnej teorii etycznej. Kant był pełnoprawnym seksistą, rasistą i homofobem. Walczył z masturbacją, transplantacją i innymi bezeceństwami (pisałem o tym tutaj). Jego moralne poglądy były generalnie typowymi poglądami społeczeństwa, w którym żył, trudno u niego znaleźć jakiekolwiek postępowe ciągoty. 

Tekst Benthama o homoseksualizmie musiał czekać prawie dwieście lat na publikację.

Można więc powiedzieć, że moralną próbę czasu wytrzymał Bentham twierdzący, że w homoseksualizmie nie ma nic złego. Kant twierdzący, że nie można robić przeszczepów, już nie za bardzo. Według MacAskilla przmawia to za utylitaryzmem i przeciwko kantyzmowi.
Pierwszy – i mniej istotny – problem z tym argumentem jest taki, że MacAskill miesza w nim to, co filozofowi wydaje się, że wynika z jego teorii, z tym, co rzeczywiście wynika z jego teorii. Jak tu kiedyś pisałem, Kant w „Metafizyce moralności” ujawnia swoje poglądy na masturbację, homoseksualizm, rolę kobiet w społeczeństwie etc., ale niespecjalnie przekonująco tłumaczy, jak te poglądy wynikają z teorii, którą opisał w „Uzasadnieniu metafizyki moralności”. Dzisiaj mamy szereg filozofów, którzy starają się pokazać, jak kantyzm może uzasadnić feminizm, prawa zwierząt itd. To, co MacAskill przedstawia jako słabość kantyzmu, może więc tak naprawdę być jedynie osobistą słabością Kanta.
Jednak nawet jeśli założymy, że z kantyzmu wynika to, co Kant twierdzi, że wynika, z argumentem MacAskilla jest dużo poważniejszy problem. Polega on na tym, że teorie etyczne, jeśli formułują jakieś „przewidywania”, to nie dotyczą one tego, co ludzie będą uznawali za etyczne za sto czy dwieście lat. Dotyczą one tego, co jest etyczne.** Sam fakt, że europejskie społeczeństwo XXI wieku uznaje równouprawnienie kobiet za etycznie pożądane, w żaden sposób nie potwierdza prawdziwości utylitaryzmu. Może ją najwyżej potwierdzić fakt, że równouprawnienie kobiet rzeczywiście jest etycznie pożądane. Ale skąd wiemy, że jest? Są dwie opcje: albo wynika to z utylitaryzmu, albo z jakiejś innej niż utylitaryzm teorii etycznej. W pierwszym wypadku argument MacAskilla jest kołowy: zakłada, że utylitaryzm jest prawdziwy, żeby wykazać, że utylitaryzm jest prawdziwy. W drugim wypadku nie wiadomo, po co w ogóle wykazywać prawdziwość utilitaryzmu, skoro wiadomo, że prawdziwa jest jakaś nieutylitarystyczna teoria. W dodatku MacAskill wyraźnie zakłada, że takie teorie nie są kompatybilne: jeśli utylitaryzm jest prawdziwy, to inne teorie etyczne muszą być fałszywe i odwrotnie. Wygląda więc na to, że jeśli wybierzemy opcję drugą, to argument MacAskilla okaże się wewnętrznie sprzeczny.
Krótko mówiąc, albo MacAskill chce powiedzieć, że utylitaryzm jest prawdziwy, bo utylitaryzm jest prawdziwy, albo że utylitaryzm jest prawdziwy, bo utylitaryzm jest fałszywy. W obu przypadkach zasługuje na medal za najgorszy argument za utylitaryzmem.


* MacAskill uczciwie przyznaje, że nie wszystkie poglądy Milla pasują do tego obrazka, np. jego przemyślenia na temat kolonializmu. 
** Można sobie oczywiście wyobrazić jakiś dziwny rodzaj moralnego relatywizmu, który wiąże jedno z drugim, ale ani utylitaryzm, ani kantyzm nie są relatywistyczne w tym sensie.

niedziela, 27 stycznia 2019

Weganizm nie pomaga zwierzętom

K. Bykvist: The benefits of coming into existence, Philosophical Studies (2007) 135: 335-362.


Kiedy zapytamy wegan, dlaczego nie jedzą mięsa i nabiału, bardzo często usłyszymy, że dlatego, by pomóc zwierzętom, albo żeby ratować zwierzęta, albo żeby ocalać zwierzęta, albo żeby chronić zwierzęta (dla wygody piszę dalej tylko o pomaganiu, ale to, co piszę, stosuje się do wszystkich tych sformułowań). Pomagać zwierzętom ma zresztą nie tylko weganizm, ale też wegetarianizm, fleksitarianizm i generalnie każda forma ograniczania spożycia produktów pochodzenia zwierzęcego (dalej piszę tylko o weganizmie, ale odnoszę się do wszystkich tych izmów).
Teza ta jest bardzo popularna i można odnieść wrażenie, że wszystko zależy od jej prawdziwości – to znaczy gdyby okazało się, że weganizm jednak nie pomaga zwierzętom, to okazałby się też, że jest on jakimś kompletnym etycznym nieporozumieniem.
Na czym ma jednak dokładnie polegać to całe pomaganie? Aktywista-teoretyk Tobias Leenaert w swojej nowej książce How to create a vegan world. A pragmatic approach (którą swoją drogą bardzo polecam) pisze, że weganizm może pomagać zwierzętom na trzy sposoby: przez „redukcję cierpienia zwierząt tak bardzo, jak to możliwe”, „redukcję zabijania zwierząt tak bardzo, jak to możliwe” i „redukcję niesprawiedliwości wobec zwierząt tak bardzo, jak to możliwe”.
Brzmi to chyba mało kontrowersyjnie, dopóki nie zadamy sobie pytania: o które dokładnie zwierzęta chodzi? Na pewno nie chodzi o zwierzęta, które już zabito – ich cierpienie, śmierć i krzywda miały już miejsce, a czasu nie da się cofnąć. Nie może też chodzić o zwierzęta, które w tej chwili istnieją. Wszystkie te obecnie istniejące miliardy kurczaków, świń, krów etc. zamknięte na fermach spędzą resztę swojego życia w męczarniach i w męczarniach umrą, niezależnie od tego, czy zdecyduję się na taką lub inną dietę. Można oczywiście tym zwierzętom pomóc – np. ratując je z fermy – ale pomoc ta nie będzie miała nic wspólnego z weganizmem.
Zostaje jeszcze jedna odpowiedź: nie chodzi o zwierzęta, które istniały, ani o zwierzęta, które istnieją. Chodzi o zwierzęta, które mogą zaistnieć. To, ile zwierząt urodzi się w przyszłości, zależy od tego, ile mięsa i nabiału kupuje się teraz. Rosnąca liczba wegan zmniejsza popyt na mięso, co powoduje, że hodowcy rozmnażają mniej zwierząt. Weganizm pomaga więc zwierzętom, których nie ma, ale mogą być – w taki sposób, że chroni je przed (pełnym cierpienia) istnieniem.
W ten sposób wchodzimy na dość grząski metafizycznie grunt. O ile możliwość pomagania istotom, które istnieją, wydaje się oczywistością, to z istotami, które nie istnieją, nie jest już tak łatwo. Czy naprawdę można komuś, kto nie istnieje, pomóc albo zaszkodzić? I to w dodatku w taki sposób, że doprowadzi się tego kogoś do istnienia, albo że się nie doprowadzi? Mamy tu do czynienia z czterema spokrewnionymi ze sobą twierdzeniami:

(1) Można pomóc potencjalnym istotom powołując je do istnienia.
(2) Można pomóc potencjalnym istotom nie powołując ich do istnienia.
(3) Można zaszkodzić potencjalnym istotom powołując je do istnienia.
(4) Można zaszkodzić potencjalnym istotom nie powołując ich do istnienia.

Nas interesuje oczywiście przede wszystkim (2), bo jeśli (2) jest nieprawdziwe, to weganizm nie pomaga zwierzętom. Lepiej jednak przyjrzeć się wszystkim jednocześnie, bo często argumenty za lub przeciw pozostałym trzem są ściśle związane z argumentami za i przeciw (2).
Zrobiłem więc mały risercz argumentów i muszę powiedzieć, że nie wygląda to obiecująco. Jedynymi filozofami, którzy są gotowi bronić jakiejś wersji (2), wydają się Nils Holtug, Richard Hare i Włodek Rabinowicz. Może jeszcze od biedy David Benatar, który generalnie broni (3) i odrzuca (1)* nazywając jednocześnie niepłodzenie dzieci aktem filantropii, co mogłoby sugerować pomaganie niespłodzonym dzieciom? Po drugiej stronie barykady mamy np. Dereka Parfita, Jeffa McMahana, Thomasa Nagela i podlinkowanego wyżej Kristera Bykvista którzy akceptują (1) i (3) odrzucając (2) i (4), Jana Narvesona, który akceptuje tylko (3) odrzucając (1), (2) i (4), Bernarda Williamsa i Davida Heyda, którzy odrzucają wszystkie cztery i wielu innych. 
Zasadniczy problem z (2) wydaje się być prosty: niezależnie od tego, co rozumiemy przez pomaganie (filozofowie mówią zazwyczaj o przynoszeniu korzyści rozumianych na różne sposoby: jako zaspokajanie pragnień, jako coś, co podnosi poziom czyjegoś well-being, czy jeszcze coś innego, wyróżniają też korzyści absolutne i komparatywne), ani przez moment nie istnieje nikt, kto mógłby doświadczać owej pomocy. I nie wydaje mi się, by Holtug czy Hare mieli na to dobrą odpowiedź.
Tu pewnie wielu wegan powie, że to przecież tylko taka metafora, zabieg retoryczny, skrót myślowy, nie chodzi o dosłowne pomaganie zwierzętom. Tak tylko mówimy – być może dlatego, że hasło „Pomóżmy zwierzętom!” brzmi bardziej chwytliwie niż np. „Nie krzywdźmy zwierząt!”, „Traktujmy zwierzęta z szacunkiem!”, „Redukujmy cierpienie zwierząt!”, czy „Redukujmy liczbę zabijanych zwierząt!”, a w końcu chodzi nam o to, by wegan było jak najwięcej, więc powinniśmy używać języka najbardziej trafiającego do mas, nawet jeśli nie jest on przesadnie precyzyjny.
Część wegan pewnie tak to traktuje**, ale wydaje mi się, że jest też duża część, która całe to pomaganie bierze całkiem dosłownie. Sam znam kilka osób, które mówią o pomaganiu zwierzętom również w sytuacjach, w których nie starają się nikogo przekonać do weganizmu – choćby dlatego, że rozmawiają z innymi weganami. I które dużo mówią i piszą na ten temat, ale nigdy nie robią żadnych zastrzeżeń dotyczących języka.
Załóżmy jednak, że się mylę, czyli że nikt nie bierze pomagania zwierzętom dosłownie. Jaki jest w takim razie etyczny sens weganizmu? Jedna odpowiedź może być taka, że tak naprawdę chodzi o jakąś abstrakcyjną Ogólną Sumę Cierpienia (lub czegoś innego), którą należy minimalizować bez względu na to, czy komuś konkretnemu to pomaga lub szkodzi. Inna odpowiedź będzie taka, że być może weganizm nie pomaga zwierzętom, ale za to nie krzywdzi (potencjalnych) zwierząt, w przeciwieństwie do innych sposobów odżywiania – (3) wydaje się w końcu łatwiejsze do uzasadnienia niż (2). Mnie osobiście jest najbliżej do odpowiedzi trzeciej: zjadanie kotletów jest złe nie ze względu na jakieś przyszłe zwierzęta, które zaistnieją lub nie zaistnieją – tylko ze względu na zwierzęta, z których zrobiono kotlety. Kupując i zjadając mięso bierzemy udział w krzywdzeniu i eksploatacji zwierzęcia, z którego to mięso pochodzi, nawet jeśli niekoniecznie powodujemy tę krzywdę. Ja sam jestem weganinem chyba najbardziej z tego powodu.***
Do tego dochodzi kwestia ekologiczna. Wszystkie znane mi dane wskazują, że współczesna hodowla zwierząt to skrajnie marnotrawny i destrukcyjny dla planety sposób produkcji żywności. I że jedzenie produktów zwierzęcych w obecnej formie połączone z obecnym tempem przyrostu naturalnego na świecie to prosta droga do rychłej zagłady naszego gatunku – jak dla mnie samo to wystarcza, by uznać jedzenie mięsa i nabiału za nieetyczne.
Krótko mówiąc, niezależnie od naszej ulubionej teorii moralności, tzw. dieta tradycyjna wydaje mi się etycznie nie do obrony. Weganizm ma za to mnóstwo sensu, nawet jeśli w żaden sposób nie pomaga zwierzętom.


* Ściślej mówiąc w jednym sensie odrzuca, a w innym nie, szczegóły w jego książce.
** Np. Animal Charity Evaluators piszą, że „ratowanie życia”, o którym dużo mówią, to ratowanie najwyżej „w luźnym sensie”.
*** Domyślam się, że dla wielu osób brzmi to dość egzotycznie. Powodem jest pewnie to, że moja odpowiedź jest jawnie niekonsekwencjalistyczna (konsekwencjalizm to pogląd, wg którego o etyczności działań decydują wyłącznie ich konsekwencje), a wydaje mi się, że zdecydowana większość wegan-aktywistów to konsekwencjaliści. Tymczasem większość filozofów odrzuca konsekwencjalizm; myślę, że często z bardzo dobrych powodów. Na przykład z takiego: konsekwencjaliści mają błędne wyobrażenie o tym, czym powinien być przedmiot oceny moralnej. Wydaje się im, że powinny to być działania (acts), podczas gdy w rzeczywistości powinny to być czyny (actions), tzn. działania podjęte w konkretnym celu. Nie będę tu teraz wchodził w szczegóły tego argumentu, jeśli kogoś one interesują, to polecam książkę Christine Korsgaard Self-constitution. Agency, Identity and Integrity.