środa, 25 stycznia 2012

Zapychanie dziury (III)

R. Larmer: Is there anything wrong with “God of the gaps” reasoning?, "International Journal for Philosophy of Religion" 52: 129–-142, 2002.


Jak wspominałem w dwóch poprzednich wpisach, większość współczesnych argumentów za istnieniem Boga spotka się prędzej czy później z zarzutem „Boga dziur” (God of the gaps), czyli czegoś w rodzaju nieuzasadnionego wypełniania Bogiem luk w naukowym rozumieniu świata. Kiedy się jednak bliżej „Bogowi dziur” przyjrzeć, okazuje się, że jest on najczęściej albo krytyką nie teistycznego argumentu, ale jego karykatury (przypadek zarzutu błędu logicznego), albo kiepsko uzasadnioną sugestią, że powinniśmy przyjąć istnienie naturalistycznych wyjaśnień dla wszystkich możliwych zjawisk.
Nie znaczy to jednak, że wszystko z tymi argumentami jest w porządku. Poniżej szybka (i na pewno niekompletna) klasyfikacja współczesnych teistycznych argumentów pod względem tego, co dokładnie wypada im zarzucać i kiedy może to ewentualnie być „Bóg dziur”. Klasyfikacja dotyczy tylko argumentów, które się z tym zarzutem spotykają, czyli argumentów z przesłanką mniej więcej w formie „dziwne zjawisko x nie ma znanego naturalistycznego wyjaśnienia” (odpadają więc przede wszystkim argumenty ontologiczne).
  1. Argumenty z przesłanką w formie „dziwne zjawisko x nie ma znanego naturalistycznego wyjaśnienia”, których głównym problemem jest to, że dziwne zjawisko x jednak ma znane naturalistyczne wyjaśnienie. Do tej grupy muszą trafić argumenty z doświadczenia religijnego (rozumianego jako doświadczenia mistyczne, objawienia itp.). Nie można zaprzeczyć, że ludzie miewają takie doświadczenia, ale nie można też powiedzieć, że nauka nie dysponuje przynajmniej częściowym ich wytłumaczeniem. To, co obecnie wiemy o zaburzeniach percepcji (zwłaszcza w stanie zmęczenia, głodu czy pod wpływem narkotyków, co często ma tutaj sporo do rzeczy) na pewno nie pozwala na twierdzenie, że trafiamy na jakąś zasadniczą lukę w naturalistycznym rozumieniu świata, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie naukowe postępy w tej dziedzinie. Innymi argumentami tego typu będą argumenty zwolenników tzw. teorii Inteligentnego Projektu (najbardziej znani to M. Behe i W. Dembski), którzy twierdzą, że pewnych form skomplikowania żywych organizmów (takich jak – ulubiony przykład Behego – wici bakterii) nie da się wyjaśnić za pomocą mutacji i doboru naturalnego. Swoją drogą – zdecydowanie najgłupszą częścią wyżej podlinkowanego artykułu Larmera jest fragment, w którym zdradza on sympatię do tego rodzaju rozwodnionego kreacjonizmu próbując bronić idiotycznego twierdzenia, jakoby od czasów Darwina nie zwiększył się stopień potwierdzenia prawdziwości teorii ewolucji poprzez nowe wykopaliska (uzasadnieniem ma być podobnie gołosłowne twierdzenie innego kreacjonisty). Prawda jest taka, że dysponujemy świetnym naukowym wytłumaczeniem skomplikowania wszelkich form życia na Ziemi (na pewno dużo lepszym niż wielu form tzw. doświadczenia religijnego) i z tego powodu Inteligentny Projekt wypada uznać za całkowite nieporozumienie.
  2. Argumenty z przesłanką w formie „dziwne zjawisko x nie ma znanego naturalistycznego wyjaśnienia”, których głównym problemem jest to, że dziwne zjawisko x niekoniecznie istnieje. Chodzi tu przed wszystkim o argumenty moralne (jak np. argument M. D. Linville’a), które tłumaczą Bogiem istnienie obiektywnych faktów moralnych. Uzasadnienie istnienia takich faktów jest najczęściej mocno wątpliwe: filozofowie odwołują się albo do intuicji, której nie wiadomo dlaczego mielibyśmy ufać, albo jeszcze gorzej, twierdzą, że świat byłby naprawdę okropny, gdyby się okazało, że ich nie ma, co równie dobrze mogłoby służyć jako argument za istnieniem św. Mikołaja.  Poza argumentami moralnymi wypada też zaliczyć tu tzw. argumenty z cudów (zazwyczaj z jakichś cudów opisanych w Biblii, jak argument ze zmartwychwstania Jezusa L. i T. McGrew'ów). Wydarzenia tego typu najłatwiej zakwestionować odwołując się do tysiąca podobnie udokumentowanych cudów opisanych w innych świętych (lub nieświętych) księgach, które to rzekome cuda zwolennicy takich argumentów tłumaczą najczęściej już zupełnie naturalistycznie, a to wygląda na stosowanie podwójnego standardu – jednego dla swoich bogów i swoich świętych tekstów, drugiego dla wszystkich pozostałych. Można też stosować bardziej wyrafinowane podejście i użyć twierdzenia Bayesa do pokazania, że zmyślenie (lub inna naturalna przyczyna) jest dużo bardziej prawdopodobnym wytłumaczeniem powstania historii o cudach niż faktyczne wydarzenie się cudów (chociaż trzeba zauważyć, że niektórzy teiści, jak wspomniani McGrew'owie, robią to samo w drugą stronę). Nie chodzi tu już oczywiście o cuda rozumiane jako mało prawdopodobne, ale dobrze udokumentowane wydarzenia w rodzaju „cudownych” wyzdrowień (są też teistyczne argumenty z tego rodzaju cudów, ale one mogą trafić abo do kategorii 1., albo do 3.)  
  3. Argumenty z przesłanką w formie „dziwne zjawisko x nie ma znanego naturalistycznego wyjaśnienia”, z którą wszystko wydaje się być w porządku. Problemem jest więc samo teistyczne wyjaśnienie.  Najbardziej oczywistymi argumentami tej grupy będą argumenty ze świadomości (takie jak argument J. P. Morelanda czy R. Swinburne'a). To, co nazywamy świadomością, stanami mentalnymi, subiektywnością, intencjonalnością, qualiami itd. i stosunek tego czegoś do fizycznej rzeczywistości jest generalnie uznawane za jedną z najpoważniejszych zagadek współczesnej nauki i filozofii. Jedni twierdzą, że o ile da się w teorii odkryć wszystkie powiązania między jednym a drugim (tzw. łatwy problem świadomości), to nie da się już w żaden sposób wytłumaczyć, dlaczego świadomość w ogóle istnieje (tzw. trudny problem świadomości). Inni są tu bardziej optymistyczni, ale tylko niewielu uważa, że w ogóle nie ma zasadniczego problemu. Można więc, nie wdając się w niuanse filozofii umysłu, powiedzieć, że głównym problemem z argumentami ze świadomości jest próba wyjaśnienia autentycznie tajemniczego zjawiska boską interwencją. Bardzo trudno tu jednak (podobnie jak w przypadkach 1. i 2.) przyłapać kogoś na błędzie logicznym, który polegałby na wyprowadzeniu wniosku „nie może być naturalistycznego wyjaśnienia” z przesłanki „w tej chwili nie mamy naturalistycznego wyjaśnienia”. Zostaje więc druga postać „Boga dziur”, czyli coś w rodzaju ogólnego argumentu za naturalizmem, albo twierdzenie, że teistyczne wyjaśnienie nie spełnia tutaj pewnych warunków bycia tym, co w sensowny sposób można nazwać dobrym wyjaśnieniem.
  4. Przypadki patologicznie głupie, czyli argumenty, którym można zarzucić „Boga dziur” w logicznej wersji. Formułują je najczęściej o osoby, które nie miały specjalnej styczności z akademicką filozofią religii, czyli różni internetowi i telewizyjni apologeci i kaznodzieje. Dobrym przykładem będzie amerykański prezenter Bill O’Reilly, który udowadnia istnienie Boga a to za pomocą przypływów i odpływów, a to za pomocą rzekomego braku księżyców Marsa. Logiczna wersja „Boga dziur” jest tu na miejscu, ponieważ następuje gładkie przejście od „you can’t explain that” do „God did it”. Poza logicznym błędem argumenty takie opierają się jednak najczęściej także na jakichś błędach faktycznych (istnieje dobre naturalistyczne wyjaśnienie przypływów i odpływów – patrz kategoria 1., Mars ma nawet dwa księżyce –  patrz kategoria 2.), w związku z czym sięganie po „Boga dziur” nie jest konieczne.  
  5. Argumenty, w przypadku których „Bóg dziur” jest co najmniej problematyczny  ze względu na to, że nie odwołują się one do żadnego łamania praw natury ani żadnych od nich odstępstw. Chodzi o argumenty kosmologiczne (jak np. argument kalam W. L. Craiga czy leibnizowski argument A. Prussa), argumenty z fine-tuning, czy takie mniej znane argumenty jak argument z uporządkowania wszechświata (from orderliness of the universe) R. Swinburne’a. Wszystkie one postulują istnienie Boga jako wyjaśnienie nie dla jakichś odstępstw od naturalnego porządku rzeczy, co jako wyjaśnienie samego istnienia tego porządku (w bardziej konkretnej formie, jak te z fine-tuning i z ogólnego uporządkowania, lub w mniej konkretnej, jak kosmologiczne). W tym wypadku trudno po prostu zrozumieć, co miałoby dokładnie znaczyć „naturalistyczne wyjaśnienie”, skoro nie może być to wyjaśnienie odwołujące się do zgodności z prawami natury (praw natury jakby „jeszcze nie ma”). Nie twierdzę, że mówienie w sensowny sposób o naturalizmie jest tu zupełnie niemożliwe (zob. np. niedawno wydana książka S. Hawkinga, która ma dostarczać naturalistycznego wyjaśnienia powstania wszechświata; w przypadku fine-tuning  za naturalistyczne wyjaśnienie można by uznać hipotezę – na razie zupełnie niepotwierdzoną – mówiącą, że wartości stałych fizycznych są od siebie ściśle zależne), twierdzę tylko, że jest to na tyle problematyczne, że zasługuje na osobną kategorię. Poza tym argumenty z tej grupy, posiadają niejedną mocno problematyczną przesłankę (np. argument kalam opiera się na kontrowersyjnej interpretacji teorii względności, argumenty z fine-tuning nie biorą pod uwagę efektu selekcji obserwacyjnej) i – znowu – atakowanie takiej przesłanki wydaje się prostsze od atakowania teistycznego wyjaśnienia.
Podsumowując: zarzut „Boga dziur” jako formy błędu logicznego ad ignorantiam jest właściwie zawsze nie na miejscu, przynajmniej jeśli chodzi o argumenty formułowane przez akademickich filozofów. Zarzut „Boga dziur” w formie ogólnego argumentu za naturalizmem jest natomiast dość karkołomny (więcej na ten temat w którymś z następnych wpisów) i najczęściej nie ma sensu się do niego odwoływać, kiedy chce się jakiś teistyczny argument obalić w sposób w miarę szybki i przyjemny. Poza tym można mieć bardziej ostrożne zastrzeżenia do jakości teistycznego wyjaśnienia jako takiego, bez zakładania prawdziwości naturalizmu (więcej o tym też kiedyś później). Najbardziej oczywiste słabości teistycznych argumentów, którym zwykle zarzuca się „Boga dziur” znajdują się nie tam, gdzie się to wydaje zarzucającym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz