A. Miller: An Introduction to Contemporary Metaethics. (fragment)
W. M. Eichenbaum (Wolin): Nieznana Rewolucja 1918-1921. (fragment)
H. J. Glock: What Is Analytic Philosophy? (fragment)
An Anarchist FAQ. (fragment)
L. Muehlhauser: Pluralistic Moral Reductionism.
E. Schwitzgebel: Why Metaphysics Is Always Bizarre.
R. U. Schneider: The Legendary Dr Fox Lecture - Footage Found!
F. Tvrdý: The Legendary Dr Fox Lecture.
G. Hochstetler: My Metaethics.
J. Danaher: The Ethics of the Death Penalty (Part One).
Noam Chomsky on Libertarian Socialism.
Philosophy Bites: Philip Pettit on Consequentialism.
Philosophy Bites: Luc Bovens on Catholicism and HIV.
Philosophy Bites: Victor Tardos on Punishment.
Partially Examined Life: Pat Churchland on the Neurobiology of Morality (Plus Hume’s Ethics).
środa, 5 października 2011
niedziela, 2 października 2011
Co to jest lewicowy libertarianizm?
P. Vallentyne: Libertarianism, Stanford Encyclopedia of Philosophy 2010.
Egzotycznego w Polsce określenia „lewicowy libertarianizm” (left-libertarianism) używa się w anglojęzycznym świecie w co najmniej trzech znaczeniach, które bywają ze sobą mieszane na zgubę klarowności filozoficznej i politycznej debaty. W jednym przypadku chodzi o doktrynę, której ojcami byli w XIX w. Pierre Joseph Proudhon, Michaił Bakunin i Piotr Kropotkin, a której najbardziej znanym współczesnym zwolennikiem jest Noam Chomsky. W drugim wypadku chodzi o mniej znaną doktrynę, która ma swoje źródło w Dwóch traktatach o rządzie Johna Locke’a, a której bardziej znanymi współczesnymi obrońcami są Peter Vallentyne, Michael Otsuka i Hillel Steiner. W trzecim chodzi o rodzaj anarchokapitalizmu opisany przez Samuela Edwarda Konkina III. Ten pierwszy będę tu (trochę arbitralnie) nazywał politycznym lewicowym libertarianizmem (PLL), drugi filozoficznym lewicowym libertarianizmem (FLL), a trzeci prawicowym libertarianizmem przewrotnie nazwanym lewicowym (PLPNL).
PLL, nazywany jest też socjalistycznym libertarianizmem, libertariańskim socjalizmem albo po prostu anarchizmem. Jego główną zasadą jest skrajnie sceptyczny stosunek do wszelkiej władzy, hierarchii i autorytetu. Tam, gdzie da się hierarchię i władzę zastąpić formami organizacji opartymi na dobrowolnej współpracy i wzajemnej pomocy, tam należy, twierdzą zwolennicy PLL, to zrobić. Nieuzasadniona hierarchia jest źródłem eksploatacji i gwałtu na wolności tych, którzy znajdują się niżej w społecznej strukturze. Dwoma największymi potworami – systemami nieuzasadnionej hierarchii, z którymi walczy PLL – są kapitalizm (w którym posiadacze-kapitaliści mają nieuzasadnioną przewagę nad tymi, którzy są zmuszeni sprzedawać im swoją pracę) i państwo (którego zadaniem jest przede wszystkim utrzymywanie kapitalistycznej struktury własności przy życiu), ale PLL kwestionuje też hierarchię w ramach rodziny, szkoły, kościoła czy każdej innej instytucji. Zwolennicy PLL mają różne zdania w kwestii tego, czym dokładnie kapitalizm i państwo zastąpić oraz jak to zrobić, ale generalnie podobają im się samorządy pracownicze, demokracja bezpośrednia i jak najdalej posunięta decentralizacja.
FLL natomiast to teoria sprawiedliwości, która za główne prawo moralnego podmiotu uznaje prawo do pełnego samoposiadania (full self-ownership), jednak w odróżnieniu od prawicowego libertarianizmu FLL zakłada, że zasoby naturalne (ziemia, powietrze, woda, minerały) należą w jakiś sposób do wszystkich. Mnóstwo pojęciowego zamieszania bierze się stąd, że tak jak dawniej (zwłaszcza w Europie) libertarianizm utożsamiało się z PLL, tak teraz, (zwłaszcza w USA) najczęściej utożsamia się go z prawicową wersją filozoficznego libertarianizmu i politycznymi ruchami do niej się odwołującymi. Odpowiada za to chyba głównie Robert Nozick i jego wydana w 1974 książka Anarchia, państwo, utopia, wyjątkowo wpływowa jak na filozoficzną lekturę. Nie miała ona (i nie ma) wyraźnego lewicowego odpowiednika, nie słyszałem też o żadnym politycznym odpowiedniku prawicowej Partii Libertariańskiej, który odwoływałby się do FLL.
Pełne posiadanie przedmiotu to suma takich praw jak prawo do użycia tego przedmiotu, prawo do zabronienia innym takiego użycia, prawo do zadośćuczynienia w przypadku złamania przez kogoś tego zakazu, prawo do zapobiegania łamaniu takiego zakazu, prawo do przekazania prawa użycia innym (przez sprzedaż, darowiznę, dzierżawę czy pożyczkę), czy prawo do zachowania wymienionych praw w przypadku braku zgody na ich utratę. Wszyscy filozoficzni libertarianie zgadzają się co do tego, że każdy moralny podmiot (czyli zazwyczaj sprawny psychicznie dorosły człowiek) ma naturalne prawo do posiadania w ten sposób własnej osoby. Niewiele jednak z tego wynika, zanim nie ustali się, w jaki sposób ludzie mogą przywłaszczać i używać innych niż własna osoba przedmiotów, czyli wspomnianych zasobów naturalnych i wszystkiego, co z nich powstaje. Tu zaczynają się w poważny sposób różnić libertarianie prawicowi z lewicowymi. Podział ten jest bardzo wyraźnie zaznaczony w linkowanym powyżej artykule Petera Vallentyne’a w Stanfordzkiej Encyklopedii Filozofii (nawet bibliografię podzielił na prawicową i lewicową). Spór toczy się przede wszystkim o to, w jaki sposób podmiot może uzyskać prawo własności naturalnego zasobu i go używać (a w mniejszym stopniu o to, jak egzekwować to prawo). Prawicowi libertarianie uważają, że przywłaszczenie w „stanie pierwotnym”, czyli w stanie, w którym nikt niczego nie posiada (duża część filozoficznej debaty dotyczy właśnie tego trochę wydumanego stanu), może nastąpić przez wykorzystanie do pracy (mixing labour with), odkrycie albo po prostu przez oświadczenie. Zwolennicy FLL twierdzą, że nie ma czegoś takiego jak naturalne prawo do pełnego posiadania naturalnych zasobów przez zwykłe oświadczenie czy przez krótkotrwałe użycie do pracy i że w związku z tym ci posiadający prawo własności zasobów mogą być coś winni tym, którzy takich praw nie mają.
PLPNL, nazywany też agoryzmem, to zdecydowanie najbardziej marginalna i najmniej precyzyjnie opisana doktryna z wszystkich trzech wymienionych. Konkin nazywając swój libertarianizm lewicowym przez lewicę rozumiał coś zupełnie różnego od tego, co się gdziekolwiek indziej przez nią rozumie. Nie jest to lewicowość mająca cokolwiek wspólnego z krytycznym stosunkiem do kapitalizmu, obroną praw pracowniczych, praw mniejszości czy wykluczonej części społeczeństwa. PLPNL to rodzaj wyżej opisanego prawicowego libertarianizmu, który odrzuca państwo w jakiejkolwiek formie (nawet ograniczone do sądów i policji), a także drogę demokracji parlamentarnej jako odpowiedni sposób realizacji tego anarchokapitalistycznego ideału (i to właśnie Konkin rozumiał przez „lewicowość”). Zamiast głosować na Partię Libertariańską należy się wg niego skupić na rozwoju czarnego rynku i bojkocie sankcjonowanej przez państwo działalności gospodarczej.
Ciekawe jest takie pytanie: w jaki sposób (i czy w ogóle) można by pogodzić PLL z FLL? Z jednej strony czytając Bakunina, Kropotkina czy Chomsky'ego trudno znaleźć u nich jasną i precyzyjną teorię sprawiedliwości, od której by wychodzili, z drugiej strony czytając Otsukę czy Vallentyne’a trudno znaleźć fragment, gdzie opowiadają się za jakąś konkretną polityczną doktryną. Anarchiści (czyli zwolennicy PLL) zazwyczaj mówią o wolności jednostki i braku uzasadnienia dla podporządkowania jej różnym systemom władzy, ale nie trafiłem nigdzie na żadne bezpośrednie odwoływanie się żadnego z nich do Locke’a i jego zasady samoposiadania. [Ich poglądy na własność są jednoznaczne pod tym względem, że kwestionują oni prawo podmiotu do dzierżawienia i wynajmowania przedmiotów i związane z nim istnienie klasy pracowników najemnych i kapitalistów. Nie skupiają się więc, jak filozoficzni libertarianie, na jakimś abstrakcyjnym „stanie pierwotnym”, odmawiają tylko podmiotom pewnego rodzaju prawa własności, niezależnie od tego, skąd własność pochodzi.]* Poza tym nie zawsze odwołują się do języka naturalnych praw – czasami używają też argumentów o utylitarystycznym posmaku, twierdząc, że zastąpienie hierarchii i dominacji dobrowolną współpracą zwiększy po prostu sumę szczęścia czy zaspokoi potrzeby jak największej liczby osób, niezależnie od ich naturalnych praw i tego, czy w ogóle istnieje coś takiego jak naturalne prawa. Zwolennicy FLL mogą się na politycznym poziomie zgadzać ze zwolennikami PLL, ale nie muszą. FLL, jak to opisuje Vallentyne, dzieli się na bardziej i mniej lewicowy. Ten pierwszy (tzw. joint-ownership left-libertarianism) zakłada, że nikt nie ma prawa do użycia jakichkolwiek zasobów bez zgody innych, ten drugi, że przywłaszczenie może nastąpić jednostronnie, ale ci posiadający więcej powinni dzielić się z posiadającymi mniej. Pierwszy wydaje się bardziej kompatybilny z rewolucyjnym socjalizmem (w tym z anarchizmem), drugi bardziej z socjaldemokracją (i faktycznie, np. w tym wywiadzie Hillel Steiner przyznaje się do bycia członkiem Partii Pracy).
Na koniec coś o roli państwa. Popularna charakterystyka libertarianizmu wygląda mniej więcej tak: „państwo nie ma prawa mi się wtrącać”. Z wyżej wymienionych powodów prawicowi libertarianie uważają, że państwo albo należy ograniczyć do policji i sądów, czyli organów zabezpieczających prawo własności (minarchiści à la Nozick) albo w ogóle zlikwidować (anarchokapitaliści à la Murray Rothbard czy wspomniany Konkin – ci nie zaliczają się oczywiście do anarchistów w sensie „zwolenników PLL”). Lewicowi libertarianie (i polityczni, i filozoficzni) mogą jednak bronić różnych aspektów tzw. państwa opiekuńczego. Ci pierwsi mogą np. bronić praw pracowniczych jako tymczasowego i niepełnego sposobu ograniczenia eksploatacji pracowników najemnych, albo różnych przywilejów socjalnych jako sposobu, w jaki kapitaliści mogą oddać pracownikom najemnym część tego, co im zagrabili. Ci drudzy mogą uważać okiełznany w taki sposób kapitalizm za najbardziej sprawiedliwy z możliwych ustrojów. Dlatego wydaje mi się, że mówienie o konkretnym stosunku do roli państwa jako esencji libertarianizmu jest dość nieszczęśliwe.
FLL natomiast to teoria sprawiedliwości, która za główne prawo moralnego podmiotu uznaje prawo do pełnego samoposiadania (full self-ownership), jednak w odróżnieniu od prawicowego libertarianizmu FLL zakłada, że zasoby naturalne (ziemia, powietrze, woda, minerały) należą w jakiś sposób do wszystkich. Mnóstwo pojęciowego zamieszania bierze się stąd, że tak jak dawniej (zwłaszcza w Europie) libertarianizm utożsamiało się z PLL, tak teraz, (zwłaszcza w USA) najczęściej utożsamia się go z prawicową wersją filozoficznego libertarianizmu i politycznymi ruchami do niej się odwołującymi. Odpowiada za to chyba głównie Robert Nozick i jego wydana w 1974 książka Anarchia, państwo, utopia, wyjątkowo wpływowa jak na filozoficzną lekturę. Nie miała ona (i nie ma) wyraźnego lewicowego odpowiednika, nie słyszałem też o żadnym politycznym odpowiedniku prawicowej Partii Libertariańskiej, który odwoływałby się do FLL.
Pełne posiadanie przedmiotu to suma takich praw jak prawo do użycia tego przedmiotu, prawo do zabronienia innym takiego użycia, prawo do zadośćuczynienia w przypadku złamania przez kogoś tego zakazu, prawo do zapobiegania łamaniu takiego zakazu, prawo do przekazania prawa użycia innym (przez sprzedaż, darowiznę, dzierżawę czy pożyczkę), czy prawo do zachowania wymienionych praw w przypadku braku zgody na ich utratę. Wszyscy filozoficzni libertarianie zgadzają się co do tego, że każdy moralny podmiot (czyli zazwyczaj sprawny psychicznie dorosły człowiek) ma naturalne prawo do posiadania w ten sposób własnej osoby. Niewiele jednak z tego wynika, zanim nie ustali się, w jaki sposób ludzie mogą przywłaszczać i używać innych niż własna osoba przedmiotów, czyli wspomnianych zasobów naturalnych i wszystkiego, co z nich powstaje. Tu zaczynają się w poważny sposób różnić libertarianie prawicowi z lewicowymi. Podział ten jest bardzo wyraźnie zaznaczony w linkowanym powyżej artykule Petera Vallentyne’a w Stanfordzkiej Encyklopedii Filozofii (nawet bibliografię podzielił na prawicową i lewicową). Spór toczy się przede wszystkim o to, w jaki sposób podmiot może uzyskać prawo własności naturalnego zasobu i go używać (a w mniejszym stopniu o to, jak egzekwować to prawo). Prawicowi libertarianie uważają, że przywłaszczenie w „stanie pierwotnym”, czyli w stanie, w którym nikt niczego nie posiada (duża część filozoficznej debaty dotyczy właśnie tego trochę wydumanego stanu), może nastąpić przez wykorzystanie do pracy (mixing labour with), odkrycie albo po prostu przez oświadczenie. Zwolennicy FLL twierdzą, że nie ma czegoś takiego jak naturalne prawo do pełnego posiadania naturalnych zasobów przez zwykłe oświadczenie czy przez krótkotrwałe użycie do pracy i że w związku z tym ci posiadający prawo własności zasobów mogą być coś winni tym, którzy takich praw nie mają.
PLPNL, nazywany też agoryzmem, to zdecydowanie najbardziej marginalna i najmniej precyzyjnie opisana doktryna z wszystkich trzech wymienionych. Konkin nazywając swój libertarianizm lewicowym przez lewicę rozumiał coś zupełnie różnego od tego, co się gdziekolwiek indziej przez nią rozumie. Nie jest to lewicowość mająca cokolwiek wspólnego z krytycznym stosunkiem do kapitalizmu, obroną praw pracowniczych, praw mniejszości czy wykluczonej części społeczeństwa. PLPNL to rodzaj wyżej opisanego prawicowego libertarianizmu, który odrzuca państwo w jakiejkolwiek formie (nawet ograniczone do sądów i policji), a także drogę demokracji parlamentarnej jako odpowiedni sposób realizacji tego anarchokapitalistycznego ideału (i to właśnie Konkin rozumiał przez „lewicowość”). Zamiast głosować na Partię Libertariańską należy się wg niego skupić na rozwoju czarnego rynku i bojkocie sankcjonowanej przez państwo działalności gospodarczej.
Ciekawe jest takie pytanie: w jaki sposób (i czy w ogóle) można by pogodzić PLL z FLL? Z jednej strony czytając Bakunina, Kropotkina czy Chomsky'ego trudno znaleźć u nich jasną i precyzyjną teorię sprawiedliwości, od której by wychodzili, z drugiej strony czytając Otsukę czy Vallentyne’a trudno znaleźć fragment, gdzie opowiadają się za jakąś konkretną polityczną doktryną. Anarchiści (czyli zwolennicy PLL) zazwyczaj mówią o wolności jednostki i braku uzasadnienia dla podporządkowania jej różnym systemom władzy, ale nie trafiłem nigdzie na żadne bezpośrednie odwoływanie się żadnego z nich do Locke’a i jego zasady samoposiadania. [Ich poglądy na własność są jednoznaczne pod tym względem, że kwestionują oni prawo podmiotu do dzierżawienia i wynajmowania przedmiotów i związane z nim istnienie klasy pracowników najemnych i kapitalistów. Nie skupiają się więc, jak filozoficzni libertarianie, na jakimś abstrakcyjnym „stanie pierwotnym”, odmawiają tylko podmiotom pewnego rodzaju prawa własności, niezależnie od tego, skąd własność pochodzi.]* Poza tym nie zawsze odwołują się do języka naturalnych praw – czasami używają też argumentów o utylitarystycznym posmaku, twierdząc, że zastąpienie hierarchii i dominacji dobrowolną współpracą zwiększy po prostu sumę szczęścia czy zaspokoi potrzeby jak największej liczby osób, niezależnie od ich naturalnych praw i tego, czy w ogóle istnieje coś takiego jak naturalne prawa. Zwolennicy FLL mogą się na politycznym poziomie zgadzać ze zwolennikami PLL, ale nie muszą. FLL, jak to opisuje Vallentyne, dzieli się na bardziej i mniej lewicowy. Ten pierwszy (tzw. joint-ownership left-libertarianism) zakłada, że nikt nie ma prawa do użycia jakichkolwiek zasobów bez zgody innych, ten drugi, że przywłaszczenie może nastąpić jednostronnie, ale ci posiadający więcej powinni dzielić się z posiadającymi mniej. Pierwszy wydaje się bardziej kompatybilny z rewolucyjnym socjalizmem (w tym z anarchizmem), drugi bardziej z socjaldemokracją (i faktycznie, np. w tym wywiadzie Hillel Steiner przyznaje się do bycia członkiem Partii Pracy).
Na koniec coś o roli państwa. Popularna charakterystyka libertarianizmu wygląda mniej więcej tak: „państwo nie ma prawa mi się wtrącać”. Z wyżej wymienionych powodów prawicowi libertarianie uważają, że państwo albo należy ograniczyć do policji i sądów, czyli organów zabezpieczających prawo własności (minarchiści à la Nozick) albo w ogóle zlikwidować (anarchokapitaliści à la Murray Rothbard czy wspomniany Konkin – ci nie zaliczają się oczywiście do anarchistów w sensie „zwolenników PLL”). Lewicowi libertarianie (i polityczni, i filozoficzni) mogą jednak bronić różnych aspektów tzw. państwa opiekuńczego. Ci pierwsi mogą np. bronić praw pracowniczych jako tymczasowego i niepełnego sposobu ograniczenia eksploatacji pracowników najemnych, albo różnych przywilejów socjalnych jako sposobu, w jaki kapitaliści mogą oddać pracownikom najemnym część tego, co im zagrabili. Ci drudzy mogą uważać okiełznany w taki sposób kapitalizm za najbardziej sprawiedliwy z możliwych ustrojów. Dlatego wydaje mi się, że mówienie o konkretnym stosunku do roli państwa jako esencji libertarianizmu jest dość nieszczęśliwe.
* Samokrytyka 2019: Tu się trochę zagalopowałem. Z pewnością zwolennicy PLL mają
jakiś problem z wynajmowaniem w kapitalizmie, ale na czym ten
problem dokładnie polega, to często nie jest zupełnie jasne.
Ponadto to, że mają problem wynajmowaniem w kapitalizmie, nie
oznacza, że mają problem z zasadą wynajmowania w ogóle.
czwartek, 22 września 2011
Co zostało z Marksa?
J. Elster: What Is Living and What Is Dead in the Philosophy of Marx? in: Intorduction to Karl Marx, Cambridge University Press 1986.
W poprzednim wpisie było o tym, co wg Jona Elstera jest u Marksa martwe – teraz czas na listę tego, co u Marksa żywe:
1. Metoda dialektyczna (a przynajmniej jedna jej wersja). Nie chodzi tu Elsterowi o doktrynę opisaną w dziele Hegla przewrotnie nazwanym Nauką logiki, która to doktryna miała na Marksa pewien wpływ (chodzi o twierdzenie, że świat jest zbudowany ze „sprzeczności” w tym sensie, że dwa sprzeczne ze sobą twierdzenia mogą być jednocześnie prawdziwe). Chodzi o „wewnętrzne sprzeczności kapitalizmu”, przez który to (znowu – dziwaczny i mylący) termin Marks rozumiał raz logiczny błąd złożenia popełniany przez apologetów kapitalizmu, a raz same sytuacje, w których postępowanie korzystne dla jednostki jest jednocześnie katastrofalne dla społeczności. Dziś brzmi to może dość banalnie, ale w czasach Marksa absurdalny pogląd Adama Smitha mówiący, że zaspokajanie indywidualnych potrzeb jest zawsze w interesie całego społeczeństwa, był mocno rozpowszechniony, a nie, jak teraz, ograniczony głównie do grupy myślicieli z Centrum im. Adama Smitha.
2. Teoria alienacji. To teoria bardzo ciekawa po pierwsze przez to, że jest mocno, jak na Marksa, indywidualistyczna, a po drugie dlatego, że otwarcie czerpiąca z tradycji starożytnej, mianowicie etyki Arystotelesa. Kapitalizm nie tylko dlatego jest wg Marksa niemoralny, że prowadzi do niesprawiedliwego podziału dóbr, ale głównie dlatego, że zdecydowaną większość ludzi pozbawia on możliwości „dobrego życia”, które wiąże się z realizacją różnych ludzkich „potencjalności”, jak potrzeba twórczej pracy, samospełnienia, zabawy, kontroli nad własnym życiem itd. To podejście unika z jednej strony mnóstwa trudności, z którymi borykają się zwolennicy różnych odmian utylitaryzmu, twierdzący że dobro polega na maksymalizacji sumy przyjemności, szczęścia lub jeszcze czegoś innego, a z drugiej strony mnóstwa problemów, z którymi męczą się zwolennicy różnych odmian deontologii, twierdzący, że dobro polega na przestrzeganiu tych czy innych praw i wypełnianiu tych czy innych obowiązków. Trzeba przy tym wszystkim jednak pamiętać, że Marks nie zdobywa się nigdzie na żadne głębsze uzasadnienie swojej arystotelesowskiej koncepcji.
3. Teoria wyzysku. Często można usłyszeć, że marksistowska teoria wyzysku opiera się całkowicie na laborystycznej teorii wartości, a skoro ta druga jest błędna, to o żadnym wyzysku w kapitalizmie nie może być mowy. Elster (tak jak wielu innych analitycznych marksistów) stara się pokazać, że jedno z drugiego nie wynika, ale wydaje mi się, że w tej książce nie robi tego specjalnie przekonująco. Pisze on, że z LTW są podobne co z teorią wyzysku problemy, ale podczas gdy pierwsza jest do niczego, drugą da się jakoś uratować. Marks twierdzi, że z wyzyskiem mamy do czynienia zawsze, kiedy ludzie wykonują więcej pracy niż potrzeba do wyprodukowania dóbr, które konsumują, z powodów takich jak przymus fizyczny (przypadek niewolnictwa i feudalizmu) czy przymus ekonomiczny (przypadek kapitalizmu). Coś jest na pewno na rzeczy jeśli chodzi o przymus, ale problem przeliczania dóbr na jednostki pracy pozostaje nierozwiązany. Ponadto Elster zastrzega, że wg niego wyzysk pochodzący z pracy najemnej nie jest jakimś fundamentalnym moralnym złem – możemy sobie wyobrazić dwie osoby, które w tych samych warunkach startują „od zera” (cokolwiek to znaczy), przy czym jedna pracuje mało konsumując dużo, a druga odwrotnie. Trudno znaleźć jakieś powody, dla których mielibyśmy mieć istotne moralne zastrzeżenia do sytuacji, w której druga osoba po jakimś czasie oferuje zatrudnienie pierwszej, a ta dobrowolnie przyjmuje ofertę.
4. Teoria zmian technologicznych. Marks zauważył, że pracownicy tym różnią się od tzw. kapitału stałego, że mają zdolność do stawiania zbiorowego i indywidualnego oporu pracodawcy i że ta zdolność musi wpływać na wysokość płacy. Wobec tego pracodawca może mieć powód, by nie wprowadzać nowej technologii, jeśli mogłoby się to wiązać ze zwiększeniem poziomu solidarności wśród pracowników, wzrostem ich siły przetargowej czy zbyt wysokimi kosztami nadzoru.
5. Teoria świadomości klasowej i walki klas. Jeśli intencją Marksa było uzasadnienie przy pomocy konfliktów klasowych teorii sił wytwórczych i stosunków produkcji, to nie udało mu się to (patrz lista tego, co martwe). Nie zmienia to faktu, że dużą ilość społecznych zjawisk udaje się za jej pomocą wyjaśnić, i to zarówno w dziewiętnastym wieku, jak dzisiaj. Nie można się jednak wg Elstera zadowolić tym, jak Marks potraktował konflikty między grupami, których granice biegną w poprzek podziałów klasowych – grupami takimi jak narody, rasy czy wyznawcy różnych religii. Bagatelizowanie przez Marksa tych konfliktów i sugerowanie, że są one w jakiś sposób „sztuczne” i że w jakiejś bliżej niezdefiniowanej „dalszej perspektywie” robią się nieistotne, nie jest wystarczająco dobrze uzasadnione.
6. Teoria ideologii. Nie jest on specjalnie żywa w sensie „popularna” czy „doceniana”, ale Elster twierdzi, że należałoby spróbować ją zrehabilitować. Drogą do tego byłoby sformułowanie na jej podstawie precyzyjnych hipotez, które można by przetestować za pomocą rygorystycznych eksperymentalnych procedur, ewentualnie skonfrontowanie tych hipotez z wynikami badań współczesnych (czyli teraz już ówczesnych, biorąc pod uwagę, że tekst pochodzi z 1986) psychologów kognitywnych. Na razie uzasadnienie teorii ideologii znajduje się wg Elstera w stadium anegdotyczno-funkcjonalistyczno-spiskowo-magicznym (co pokazuje, że wymogi stawiane pomysłom chcącym trafić na jego listę żywych teorii marksistowskich nie są specjalnie ostre).
1. Metoda dialektyczna (a przynajmniej jedna jej wersja). Nie chodzi tu Elsterowi o doktrynę opisaną w dziele Hegla przewrotnie nazwanym Nauką logiki, która to doktryna miała na Marksa pewien wpływ (chodzi o twierdzenie, że świat jest zbudowany ze „sprzeczności” w tym sensie, że dwa sprzeczne ze sobą twierdzenia mogą być jednocześnie prawdziwe). Chodzi o „wewnętrzne sprzeczności kapitalizmu”, przez który to (znowu – dziwaczny i mylący) termin Marks rozumiał raz logiczny błąd złożenia popełniany przez apologetów kapitalizmu, a raz same sytuacje, w których postępowanie korzystne dla jednostki jest jednocześnie katastrofalne dla społeczności. Dziś brzmi to może dość banalnie, ale w czasach Marksa absurdalny pogląd Adama Smitha mówiący, że zaspokajanie indywidualnych potrzeb jest zawsze w interesie całego społeczeństwa, był mocno rozpowszechniony, a nie, jak teraz, ograniczony głównie do grupy myślicieli z Centrum im. Adama Smitha.
2. Teoria alienacji. To teoria bardzo ciekawa po pierwsze przez to, że jest mocno, jak na Marksa, indywidualistyczna, a po drugie dlatego, że otwarcie czerpiąca z tradycji starożytnej, mianowicie etyki Arystotelesa. Kapitalizm nie tylko dlatego jest wg Marksa niemoralny, że prowadzi do niesprawiedliwego podziału dóbr, ale głównie dlatego, że zdecydowaną większość ludzi pozbawia on możliwości „dobrego życia”, które wiąże się z realizacją różnych ludzkich „potencjalności”, jak potrzeba twórczej pracy, samospełnienia, zabawy, kontroli nad własnym życiem itd. To podejście unika z jednej strony mnóstwa trudności, z którymi borykają się zwolennicy różnych odmian utylitaryzmu, twierdzący że dobro polega na maksymalizacji sumy przyjemności, szczęścia lub jeszcze czegoś innego, a z drugiej strony mnóstwa problemów, z którymi męczą się zwolennicy różnych odmian deontologii, twierdzący, że dobro polega na przestrzeganiu tych czy innych praw i wypełnianiu tych czy innych obowiązków. Trzeba przy tym wszystkim jednak pamiętać, że Marks nie zdobywa się nigdzie na żadne głębsze uzasadnienie swojej arystotelesowskiej koncepcji.
3. Teoria wyzysku. Często można usłyszeć, że marksistowska teoria wyzysku opiera się całkowicie na laborystycznej teorii wartości, a skoro ta druga jest błędna, to o żadnym wyzysku w kapitalizmie nie może być mowy. Elster (tak jak wielu innych analitycznych marksistów) stara się pokazać, że jedno z drugiego nie wynika, ale wydaje mi się, że w tej książce nie robi tego specjalnie przekonująco. Pisze on, że z LTW są podobne co z teorią wyzysku problemy, ale podczas gdy pierwsza jest do niczego, drugą da się jakoś uratować. Marks twierdzi, że z wyzyskiem mamy do czynienia zawsze, kiedy ludzie wykonują więcej pracy niż potrzeba do wyprodukowania dóbr, które konsumują, z powodów takich jak przymus fizyczny (przypadek niewolnictwa i feudalizmu) czy przymus ekonomiczny (przypadek kapitalizmu). Coś jest na pewno na rzeczy jeśli chodzi o przymus, ale problem przeliczania dóbr na jednostki pracy pozostaje nierozwiązany. Ponadto Elster zastrzega, że wg niego wyzysk pochodzący z pracy najemnej nie jest jakimś fundamentalnym moralnym złem – możemy sobie wyobrazić dwie osoby, które w tych samych warunkach startują „od zera” (cokolwiek to znaczy), przy czym jedna pracuje mało konsumując dużo, a druga odwrotnie. Trudno znaleźć jakieś powody, dla których mielibyśmy mieć istotne moralne zastrzeżenia do sytuacji, w której druga osoba po jakimś czasie oferuje zatrudnienie pierwszej, a ta dobrowolnie przyjmuje ofertę.
4. Teoria zmian technologicznych. Marks zauważył, że pracownicy tym różnią się od tzw. kapitału stałego, że mają zdolność do stawiania zbiorowego i indywidualnego oporu pracodawcy i że ta zdolność musi wpływać na wysokość płacy. Wobec tego pracodawca może mieć powód, by nie wprowadzać nowej technologii, jeśli mogłoby się to wiązać ze zwiększeniem poziomu solidarności wśród pracowników, wzrostem ich siły przetargowej czy zbyt wysokimi kosztami nadzoru.
5. Teoria świadomości klasowej i walki klas. Jeśli intencją Marksa było uzasadnienie przy pomocy konfliktów klasowych teorii sił wytwórczych i stosunków produkcji, to nie udało mu się to (patrz lista tego, co martwe). Nie zmienia to faktu, że dużą ilość społecznych zjawisk udaje się za jej pomocą wyjaśnić, i to zarówno w dziewiętnastym wieku, jak dzisiaj. Nie można się jednak wg Elstera zadowolić tym, jak Marks potraktował konflikty między grupami, których granice biegną w poprzek podziałów klasowych – grupami takimi jak narody, rasy czy wyznawcy różnych religii. Bagatelizowanie przez Marksa tych konfliktów i sugerowanie, że są one w jakiś sposób „sztuczne” i że w jakiejś bliżej niezdefiniowanej „dalszej perspektywie” robią się nieistotne, nie jest wystarczająco dobrze uzasadnione.
6. Teoria ideologii. Nie jest on specjalnie żywa w sensie „popularna” czy „doceniana”, ale Elster twierdzi, że należałoby spróbować ją zrehabilitować. Drogą do tego byłoby sformułowanie na jej podstawie precyzyjnych hipotez, które można by przetestować za pomocą rygorystycznych eksperymentalnych procedur, ewentualnie skonfrontowanie tych hipotez z wynikami badań współczesnych (czyli teraz już ówczesnych, biorąc pod uwagę, że tekst pochodzi z 1986) psychologów kognitywnych. Na razie uzasadnienie teorii ideologii znajduje się wg Elstera w stadium anegdotyczno-funkcjonalistyczno-spiskowo-magicznym (co pokazuje, że wymogi stawiane pomysłom chcącym trafić na jego listę żywych teorii marksistowskich nie są specjalnie ostre).
środa, 21 września 2011
Bez komentarza 8.09. - 21.09.2011
P. Waldau: Religia i zwierzęta.
D. Peterson: Jedząc śmiejące się zwierzę.
A. Miller: Introduction to Contemporary Metaethics. (fragment)
T. Williamson: What Is Naturalism?
A. Rosenberg: Why I Am a Naturalist?
G. Hochstetler: Objective Moral Facts vs. Objectively Moral Facts.
K. Talmont-Kamiński: 7 myths about myths about religion.
L. Muehlhauser: What is Metaethics?
L. Muehlhauser: Conceptual Analysis and Moral Theory.
B. Keim: Female Orgasm Remains an Evolutionary Mystery.
P. Millican: Finding inspiration in Hume.
Philosophy Bites: Jonathan Wolff on Marx on Alienation.
Philosophy Bites: Jonathan Wolff on Disadvantage.
Philosophy Bites: Will Kymlicka on Minority Rights.
Partially Examined Life: Aristotle's Nicomachean Ethics.
D. Peterson: Jedząc śmiejące się zwierzę.
A. Miller: Introduction to Contemporary Metaethics. (fragment)
T. Williamson: What Is Naturalism?
A. Rosenberg: Why I Am a Naturalist?
G. Hochstetler: Objective Moral Facts vs. Objectively Moral Facts.
K. Talmont-Kamiński: 7 myths about myths about religion.
L. Muehlhauser: What is Metaethics?
L. Muehlhauser: Conceptual Analysis and Moral Theory.
B. Keim: Female Orgasm Remains an Evolutionary Mystery.
P. Millican: Finding inspiration in Hume.
Philosophy Bites: Jonathan Wolff on Marx on Alienation.
Philosophy Bites: Jonathan Wolff on Disadvantage.
Philosophy Bites: Will Kymlicka on Minority Rights.
Partially Examined Life: Aristotle's Nicomachean Ethics.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

