P. Churchland: Human Dignity From a Neurophilosophical Perspective.
Questioning willusionism: Eddy Nahmias interviewed by Richard Marshall.
R. P. Wolff: The Bain of Our Existence.
J. Cogburn: The next step in crossing the (Analytic-)Continental Divide?
Has Physics Made Philosophy and Religion Obsolete? Lawrence Krauss interviewed by Ross Andresen.
L. Krauss: The Consolation of Philosophy.
J. Coyne: David Albert pans Lawrence Krauss’s new book.
S. Carroll: A Universe from Nothing?
M. Pigliucci: Lawrence Krauss: another physicist with an anti-philosophy complex.
Syriza’s Rise: Michalis Spourdalakis interviewed by Alex Doherty.
A. J. Jacobson: What’s wrong with dying?
Partially Examined Life: Buddhism and Naturalism with Guest Owen Flanagan.
Owen Flanagan at Beyond Belief 2008.
Thomas Pogge at Jindal Global Law School.
czwartek, 31 maja 2012
piątek, 25 maja 2012
Kapitalizm i ryzyko
R. Nozick: Marxian Exploitation, in: Anarchy, State, and Utopia, Basic Books 1974, pp. 256-262.
Entuzjaści kapitalizmu lubią powtarzać, że społeczne nierówności tego systemu są sprawiedliwe, ponieważ wynikają z różnic w talencie, pracowitości, skłonności do oszczędzania czy podejmowania ryzyka. Nawet gdyby była to prawda, sprawiedliwość kapitalizmu nie wydawałaby mi się taka oczywista – można się np. zastanawiać, dlaczego mielibyśmy nagradzać utalentowanych i karać nieutalentowanych za to, jakimi się urodzili. Bardziej zasadniczy problem z tym argumentem polega jednak na tym, że nie jest to prawda. Skupię się tutaj tylko na kwestii ryzyka.
W książce „Anarchia, państwo, utopia” Roberta Nozicka, czyli biblii leseferystycznego kapitalizmu, można przeczytać:
Zakładanie nowej firmy jest ryzykowne. Nie można łatwo odkryć przedsiębiorczego talentu i wiele zależy od oszacowania przyszłego popytu, od dostępności zasobów, nieprzewidzianych przeszkód, przypadku itd. Wyspecjalizowane instytucje inwestycyjne i źródła inwestycyjnego kapitału powstają właśnie po to, by podejmować to ryzyko. Niektóre osoby nie chcą podejmować ryzyka inwestowania w nowe przedsięwzięcia lub inicjowania tych przedsięwzięć. Kapitalistyczne społeczeństwo pozwala na oddzielenie ponoszenia tego rodzaju ryzyka od innej aktywności. Pracownicy firmy Edsel (gałęzi Ford Motor Company) nie ponieśli ryzyka związanego z jej założeniem i kiedy firma przyniosła stratę, nie musieli oddawać części swoich pensji. W społeczeństwie socjalistycznym albo trzeba ponosić ryzyko związane z działalnością firmy, w której się pracuje, albo ponosić ryzyko związane z decyzjami inwestycyjnymi podejmowanymi przez zarządców zajmujących się centralnym planowaniem. Nie ma tam możliwości, żeby zrzec się tego rodzaju ryzyka lub wybrać tylko niektóre jego formy, odrzucając inne (zyskując specjalistyczną wiedzę w niektórych dziedzinach), tak jak jest to możliwe w społeczeństwie kapitalistycznym.
[tłumaczenie moje]
Nozick chce powiedzieć, że pracownicy najemni w kapitalizmie nie tyle nie mogą przejąć kontroli nad środkami produkcji, co nie do końca chcą to zrobić, żeby uniknąć nieprzyjemności związanych z ponoszeniem ryzyka (Nozick fantazjuje wcześniej o osobistych oszczędnościach i budżetach związków zawodowych, z których można by jego zdaniem finansować zakładanie spółdzielni posiadanych i kontrolowanych przez pracowników; to, że takie spółdzielnie powstają bardzo rzadko, ma być dowodem na to, że pracownicy raczej nie chcą niż nie mogą).
Z argumentem z ryzyka jest sporo problemów, wspomnę tu tylko o trzech.
Po pierwsze, poza ryzykiem inwestycji istnieje wiele innych rodzajów ryzyka, za które nie ma w kapitalizmie żadnej specjalnej nagrody. Robotnicy np. często ryzykują własnym zdrowiem lub życiem i nic ich za to miłego nie spotyka; a ryzykować muszą, bo praca w niebezpiecznych i niezdrowych warunkach oznacza zwykle większe zyski kapitalisty. W porównaniu z tym stawka ryzyka kapitalistów jest mało imponująca: bankructwo mogło kiedyś oznaczać głód, bezdomność czy więzienie, w dzisiejszych czasach spółek z ograniczoną odpowiedzialnością wiąże się najczęściej z jeszcze mniej (i dużo mniej) przykrymi konsekwencjami.
Po drugie, to zwyczajnie nieprawda, że pracownicy najemni nie ponoszą konsekwencji nieudanej inwestycji. Nieudana inwestycja kończy się dla nich obcięciem pensji, bezpłatnym urlopem, albo w końcu zwolnieniem oraz perspektywą bezrobocia. Jeśli ktoś nie ponosi tych konsekwencji, to jest to często prezes i kadra zarządzająca wysokiego szczebla, która za doprowadzenie firmy do upadku dostaje nagrodę w postaci tzw. severence package. Chyba można sobie wyobrazić kapitalizm bez tego typu absurdów, ale raczej nie można bez przykrych konsekwencji bankructwa dla szeregowych pracowników.
Po trzecie, inwestowanie często wcale nie jest specjalnie ryzykowne. Obrońcy kapitalizmu posługują się zazwyczaj przykładem młodego, ambitnego przedsiębiorcy, który zamiast pracować na „bezpiecznym etacie” woli zebrać oszczędności, walczyć o kredyt i otworzyć firemkę, która później rozrośnie się dzięki jego talentom. Ktoś taki rzeczywiście sporo ryzykuje, ale nie jest to typowy dla kapitalizmu przykład. Bardziej typowy będzie multimilioner, który może dywersyfikować ryzyko inwestując w wiele różnych przedsięwzięć naraz i przeczekiwać niesprzyjające okoliczności, które wykończą drobnego, aspirującego przedsiębiorcę. Multimilioner musi się naprawdę mocno postarać, żeby się w dalszym ciągu nie bogacić. Ktoś może powiedzieć, że łatwość jego bogacenia się jest nagrodą za ryzyko, które było związane ze zdobyciem jego fortuny, ale to też nie może być prawda. Ktoś, kto, powiedzmy, odkrył przypadkiem złoża ropy na swoim polu albo cenne rękopisy Marksa na swoim strychu będzie w takiej samej sytuacji jak ktoś, kto identyczny kapitał zdobył poprzez ryzykowne inwestycje. Kapitalizm wynagradza tak naprawdę przede wszystkim za dostęp do zasobów, a nie za skłonność do ryzyka, pracowitość, oszczędność czy coś podobnego. Naprawdę ryzykowna jest próba awansu klasowego, a nie samo inwestowanie.
W kapitalizmie, jak w każdym innym autorytarnym systemie, ci, którzy są na górze społecznej hierarchii, potrzebują uzasadnienia faktu bycia na tej górze. Tak jak król w feudalizmie potrzebował legendy o tym, że został na swoje stanowisko wybrany przez Boga i tak jak kierownictwo KPZR w Związku Radzieckim potrzebowało legendy o byciu „awangardą proletariatu”, tak współcześni kapitaliści potrzebują legendy o nagrodzie za pracowitość, talent, oszczędność czy ryzyko. Ta ostatnia jest może bardziej subtelna, ale podobnie co pozostałe niezwiązana z rzeczywistością.
niedziela, 20 maja 2012
Raczej pola kwantowe niż nic
D. Albert: On the Origin of Everything: ‘A Universe From Nothing,’ by Lawrence M. Krauss, "New York Times", 23.03.2012.
W listopadzie pisałem tutaj, że raczej czarno widzę mającą się ukazać książkę znanego fizyka Lawrence’a Kraussa pt. A Universe From Nothing; teraz książka się ukazała.
Jej podtytuł sugeruje, że Krauss nie zamierza się patyczkować i odpowie na dręczące filozofów od stuleci pytanie o to, dlaczego istnieje raczej coś niż nic. Dokładniej – chce on powiedzieć, że współczesna mechanika kwantowa udziela naturalistycznej odpowiedzi na to pytanie i że odwoływanie się do Boga jest w tym wypadku zupełnie nie na miejscu. Optymizm i pompatyczność Kraussa wyraźnie udzieliła się Richardowi Dawkinsowi, który w posłowiu wyjawia, że dla niego książka Kraussa jest w ramach kosmologii tym, czym w ramach biologii było „O powstawaniu gatunków” Darwina – mianowicie „śmiertelnym ciosem zadanym supernaturalizmowi”.
Żeby było jasne: nie uważam, że naukowcy nie powinni się zajmować kwestiami zarezerwowanymi dla filozofów i teologów; w ogóle nie jestem pewien, czy takie zarezerwowane kwestie istnieją, w dodatku naukowcom – w przeciwieństwie do filozofów, o teologach już nie wspominając – o niebo lepiej idzie rozwiązywanie różnych problemów i pogłębianie ludzkiego rozumienia rzeczywistości (rutynowe wymówki filozofów, że „taki to już urok dyscypliny” itp., wydają mi się co najmniej słabe). Generalnie kiedy nauka bierze się za jakiś stary filozoficzny problem, to zazwyczaj myślę sobie, że jest szansa, że problem zostanie w końcu rozwiązany. Mój niepokój w przypadku Kraussa budziło to, że bezpodstawnie utożsamiał on próżnię kwantową z filozoficznym niczym, a kiedy zwracano mu na to uwagę, jego odpowiedź była tyleż nerwowa, co nierzeczowa.
Z tego mniej więcej powodu książkę Kraussa na łamach New York Timesa zmieszał z błotem filozof i fizyk David Albert. Krauss pisze, że według praw mechaniki kwantowej stany próżni są niestabilne i to jest z grubsza rozwiązanie filozoficznego problemu. Albert na to, że tutaj od razu pojawia się pytanie „A skąd się wzięły te prawa i dlaczego są takie, a nie inne?”, a Krauss nie ma na nie żadnej odpowiedzi. W dodatku trudno sobie wyobrazić jakąkolwiek odpowiedź na to pytanie w ramach fizyki. Poza tym próżnia kwantowa posiada różne właściwości i tym różni się od „niczego” filozofów.
Do początku XX wieku, pisze Albert, fizycy uważali, że świat jest zbudowany z jakiejś podstawowej, konkretnej, wiecznie istniejącej materii i że prawa fizyki opisują sposób, w jaki ta podstawowa materia jest zorganizowana. Teoria kwantów wywróciła to intuicyjne wyobrażenie: według niej pewne układy pól kwantowych odpowiadają nieistnieniu jakichkolwiek materialnych cząsteczek (cokolwiek to dokładnie znaczy), co nazywa się próżnią kwantową. Ta dziwna wizja materii nie uwalnia jednak Kraussa od obowiązku wyjaśnienia jej istnienia. Próżnia kwantowa to nie to samo, co filozoficzne (i chyba też potocznie rozumiane) „nic”, tym „niczym” byłby po prostu brak pól kwantowych.
Z recenzji Alberta zrobiła się mała afera: Krauss mało uprzejmie odpowiedział Albertowi w wywiadzie dla The Atlantic, a później już bardziej uprzejmie na łamach Scientific American, Albert dodał do sprawy komentarz na blogu What There Is and Why There Is Anything (obok komentarzy kilku innych ciekawych osób, m. in. filozofa Barrego Loewera i kosmologa Lee Smolina); Kraussa zaczął bronić filozof Justin Fisher, trzy grosze dorzucili też biolog Jerry Coyne, biolog i filozof Massimo Pigliucci i kosmolog Sean Carroll.
Do tej pory spotykałem się chyba częściej z odwrotną sytuacją, czyli z przypadkiem znanego filozofa mającego jakiś dziwny problem ze zrozumieniem teorii naukowej (patrz np. niedawno zjedzona przez biologów książka Jerrego Fodora o ewolucji). Wygląda na to, że za sprawą Kraussa stan rywalizacji się wyrównuje.
czwartek, 17 maja 2012
Bez komentarza 3.05. - 16.05.2012
B. Dunning: Dalai Lama: Savior, or Selfish Jerk?
G. P. Goodwin, J. M. Darley: The Psychology of meta-ethics: Exploring objectivism.
J. J. Lowder: Sean Carroll's List of 6 Arguments Used by Science Denialists.
T. Williamson: Logic and Neutrality.
G. Hochstetler: On "Where the Conflict Really Lies" (Pt. 9).
G. Hochstetler: On "Where the Conflict Really Lies" (Pt. 10).
G. Hochstetler: On "Where the Conflict Really Lies" (Pt. 11).
G. Hochstetler: On "Where the Conflict Really Lies" (Pt. 12).
G. Hochstetler: Moral Anti-realism and Apathy.
R. Y. Chappell: Review of Parfit, On What Matters.
K. Talmont-Kamiński: Reading Rossano.
A. Grobler: Antyrealizm w teorii prawdy.
W. Kymlicka: Współczesna filozofia polityczna. (fragment)
G. P. Goodwin, J. M. Darley: The Psychology of meta-ethics: Exploring objectivism.
J. J. Lowder: Sean Carroll's List of 6 Arguments Used by Science Denialists.
T. Williamson: Logic and Neutrality.
G. Hochstetler: On "Where the Conflict Really Lies" (Pt. 9).
G. Hochstetler: On "Where the Conflict Really Lies" (Pt. 10).
G. Hochstetler: On "Where the Conflict Really Lies" (Pt. 11).
G. Hochstetler: On "Where the Conflict Really Lies" (Pt. 12).
G. Hochstetler: Moral Anti-realism and Apathy.
R. Y. Chappell: Review of Parfit, On What Matters.
K. Talmont-Kamiński: Reading Rossano.
A. Grobler: Antyrealizm w teorii prawdy.
W. Kymlicka: Współczesna filozofia polityczna. (fragment)
Subskrybuj:
Posty (Atom)