P. Goff: Is taxation theft?
M. Hussain: The View from the End of the American Empire.
G. Dworkin: Lying quotes.
D. J. Benjamin et al.: Redefine statistical significance.
N. Kolodny: How People Vote.
A Young Philosopher: Charlatan watch: Stefan Molyneux edition.
A. Douglas: The Art of the Ego: Review of Stefan Molyneux’s Stupid Book.
C. Cartier: A Review of Stefan Molyneux’s The Art of the Argument.
G. Gutting: Feminism and the Future of Philosophy.
C. Mercer: Descartes Is Not Our Father.
B. Leiter: Academic Ethics: Is ‘Diversity’ the Best Reason for Affirmative Action?
niedziela, 15 października 2017
czwartek, 28 września 2017
Etyka aborcji #11: Argument z esencjalnej własności
„Etyka aborcji”
to cykl, w którym podsumowuję i komentuję książkę Davida
Boonina „A Defense of Abortion”. Jeśli jesteś tu nowa/-y,
zacznij od Wstępu.
Za argumentem z
esencjalnej własności stoi taka mniej więcej myśl: „Zygota, z
której się rozwinąłem, to już byłem ja – ja na bardzo
wczesnym etapie rozwoju. Więc skoro teraz mam prawo do życia, to
miałem je też będąc zygotą.” Nietrudno jednak zauważyć, że
w tej formie logicznie nie trzyma się to kupy. Z tego, że mam jakąś
własność teraz, nie wynika w żaden sposób, że miałem ją
wczoraj, a co dopiero będąc zygotą. Zwolennicy argumentu próbują
rozwiązać ten problem twierdząc, że bycie osobą jest własnością
esencjalną – to znaczy taką, której utrata oznacza utratę
tożsamości, a więc ma się ją przez cały okres swojego
istnienia. Boonin pisze, że w najmocniejszej formie argument wygląda
następująco:
P1: Jestem tą samą żywą
jednostką, co zygota, z której się rozwinąłem.
P2: Esencjalnie jestem
osobą.
P3: Jeśli żywa jednostka
ma własność esencjalną w jednym punkcie czasu, to ma ją w każdym
momencie swojej egzystencji.
____________________________________________________
W: Zygota, z której się
rozwinąłem, była osobą.
Co jest z tym argumentem
nie tak? Przede wszystkim to, pisze Boonin, że pojęcie „osoby”
w P2 jest wieloznaczne. „Osoba” może oznaczać „biologiczny
organizm należący do gatunku homo sapiens”, ale może też
oznaczać „jednostkę mającą prawo do życia, taką jak ty czy
ja”. Jeśli wybierzemy to pierwsze znaczenie, to P2 będziemy mogli
chyba uznać za prawdziwe. To znaczy można się zastanawiać, czy
utrata przynależności gatunkowej zawsze musi oznaczać utratę
jednostkowej tożsamości, ale nie musimy się w to zagłębiać –
nie musimy, bo nawet jeśli uznamy P2 z tym znaczeniem słowa „osoba”
za bezdyskusyjnie pradziwe, to „osoba” we wniosku będzie musiała
mieć to samo znaczenie, więc wniosek będzie oznaczał tylko tyle,
że należałem do gatunku homo sapiens na etapie bycia
zygotą. Co raczej nie jest specjalnie kontrowersyjne. Pewnie, że
nie była to zygota szympansa ani krewetki, wszyscy się chyba z tym
zgodzą. Tylko co z tego? Od twierdzenia, że zygota należy do homo
sapiens, do twierdzenia, że zygota ma prawo do życia, jest
daleka droga. W odcinkach 5., 6., 7. i 8. piszę o próbach przejścia
tej drogi i o tym, dlaczego wszystkie kończą się fiaskiem.
A co jeśli wybierzemy
drugie znaczenie słowa „osoba”? Wtedy wniosek z pewnością
będzie oznaczał, że ludzka zygota, z której powstałem, miała
prawo do życia. Problem tylko w tym, że nie będziemy mieli
powodów, by uznać P2 za prawdziwe. Dlaczego mamy przyjmować, że
prawo do życia przysługuje na każdym etapie istnienia jednostki? Z
czego to ma wynikać? Fani argumentu z esencjalnej własności (tacy
jak zupełnie mi skądinąd nieznani James Humber, Robert Joyce czy
Paul Ramsey) tego nie uzasadniają.
Poza tym są, pisze
Boonin, powody, by sądzić, że P2 w tym sensie jest fałszywe.
Powody te to implikacje P2, które trudno będzie przełknąć nie
tylko zwolennikom, ale też wielu przeciwnikom aborcji. Weźmy np.
osobę w stanie wegetatywnym z nieodwracalnie uszkodzonym mózgiem,
która nigdy nie odzyska świadomości. Czy ma ona takie samo prawo
do życia jak ty czy ja? Być może, ale – powiada Boonin – „dla
wielu twierdzenie to będzie bardzo dalekie od oczywistej prawdy, a
dla wielu innych będzie ono oczywistym fałszem”. Innym przykładem
może być jakiś wyjątkowo brutalny i pozbawiony skrupułów
morderca. Wielu przeciwników aborcji uważa, że kara śmierci
będzie dla kogoś takiego odpowiednia, ponieważ mamy tu do
czynienia z jakiegoś rodzaju zawieszeniem czy zniesieniem własnego
prawa do życia przez naruszenie tego prawa u innych. Z P2 wynika
jednak, że takie zniesienie nie jest możliwe, dopóki pozostaje się
tą samą osobą – a według tego rozumowania morderca z pewnością
pozostaje samym sobą po dokonaniu zbrodni. Zresztą nawet jeśli
przeciwnik aborcji uważa karę śmierci za niedopuszczalną, to
raczej nie dlatego, że według niego morderca jest ludzką jednostką
z prawem do życia będącym częścią jego tożsamości. Tak
przynajmniej twierdzi Boonin, ale ja nie jestem przekonany. Właściwie
skąd wiadomo, że nie dlatego? Tak czy inaczej: to marginalna
kwestia. Ważne jest to, że nie mamy powodów, by zaakceptować P2 w
drugim znaczeniu.
Boonin skupia się na
dwóch znaczeniach słowa „osoba”, ale tych jest oczywiście
wiele więcej. Pojęcie osoby jest też kojarzone z samoświadomością,
zdolnością do rozumowania, kierowania swoim postępowaniem,
planowania przyszłości, używania języka, zawierania umów etc. Tu
jednak nie ma raczej nad czym dumać, bo jest jasne, że u ludzkiej
zygoty nie występuje żadna z tych cech. Jeśli więc potraktować
„osobę” w argumencie w ten sposób, to okaże się, że któraś
z przesłanek musi być fałszywa.
Argument jest zatem
typowym w debacie aborcyjnej przykładem żonglowania różnymi
znaczeniami słowa „osoba”. W przypadku jednego znaczenia
przesłanki są (być może) akceptowalne, ale wtedy wniosek jest nie
taki, o jaki obrońcom kryterium poczęcia chodzi. W przypadku innego
znaczenia wniosek się zgadza, ale przesłanki już nie. Stosując
jedno znaczenie w przesłankach, a inne we wniosku, otrzymujemy
klasyczny przykład błędu ekwiwokacji. A więc argument nie działa
– niezależnie od tego, jak się go interpretuje.
piątek, 8 września 2017
Bez komentarza: sierpień 2017
A. K. Bryant: What's Metaphysics All About?
A. Giubilini: Why vegetarians should be prepared to bend their own rules.
C. Hay: Immigrating to Trump's America? Philosophers Need Not Apply.
P. Russell: The limits of tolerance.
P. Gerrans: Model halluciantions.
A. Kind: Imagination is a powerful tool: why is philosophy afraid of it?
A. Humphrey: Humans are the only animals who crave oblivion through suicide.
N. Southwood: "That's just not feasible!"
A. Emmons: Donald Trump's new Afghanistan plan promises more killing - and little else.
A. Emmons: Historic settlement reached on behalf of CIA torture victims.
M. Hussain, R. Bourhan: Entire families are being killed by US airstrikes in Raqqa, Syria.
S. Illing: The alt-right is drunk on bad readings of Nietzsche. The Nazis were too.
G. Greenwald: The NY Times’s Newest Op-Ed Hire, Bari Weiss, Embodies its Worst Failings — and its Lack of Viewpoint Diversity.
S. Biddle, D. Dayen: Google-funded think tank fired Google critics after they dared criticize Google.
Z. Teachout: How I got fired from a DC think tank for fighting against the power of Google.
How to talk about empiricism? An interview with Bas van Fraassen.
czwartek, 17 sierpnia 2017
Etyka aborcji #10: Argument z potencjalności
„Etyka
aborcji” to cykl, w którym podsumowuję i komentuję książkę
Davida Boonina „A Defense of Abortion”. Jeśli jesteś tu
nowa/-y, zacznij od Wstępu.
Argument z potencjalności
wygląda mniej więcej tak:
P1: Posiadanie prawa
potencjalnie pociąga za sobą (entails) posiadanie tegoż
prawa rzeczywiście.
P2: Jeśli coś ma
potencjał rozwinięcia się w istotę mającą rzeczywiste prawo, to
to coś ma owo prawo potencjalnie.
P3: Każda ludzka zygota od
momentu swojego powstania ma potencjał rozwinięcia się w człowieka
mającego rzeczywiste prawo do życia.
P4 (z P2 i P3): Każda ludzka zygota od momentu swojego powstania ma potencjalne prawo do życia.
______________________________________________
W (z P1 i P4): Każda ludzka zygota od momentu swojego powstania ma rzeczywiste prawo do życia.
Ja widzę oczywiste
problemy z P1 i P3, P2 też może nie być takie całkiem niewinne,
ale Boonin skupia się tylko na krytyce P1, będzie więc tylko o P1.
Jakie właściwie mamy
powody, by uznać to twierdzenie prawdziwe? Z całą pewnością
podobna zasada nie działa w przypadku innych własności, więc
dlaczego miałaby działać w przypadku posiadania praw? Filozof
Burleigh Taylor Wilkins próbuje – w pewnym sensie – bronić P1
odnosząc się do popularnego kontrprzykładu, który wygląda
następująco: sześcioletni Jimmy Carter był potencjalnym
prezydentem USA, a więc można powiedzieć, że miał potencjalne
prawo do dowodzenia siłami zbrojnymi USA. W żaden sposób nie
wynika z tego, że miał on rzeczywiste prawo do dowodzenia siłami
zbrojnymi USA. Wilkins wylicza różnice między sytuacją
sześcioletniego Cartera a sytuacją zygoty: po pierwsze,
sześcioletni Carter mógł zostać prezydentem, ale mógł też
zostać kimś innym, podczas gdy ludzka zygota, jeśli się rozwinie,
to rozwinie się tylko w człowieka mającego bezdyskusyjne prawo do
życia (nie jest to oczywiście prawda w przypadku każdej zygoty,
ale zostawmy to na razie); po drugie, prawo do dowodzenia siłami
zbrojnymi jest prawem konwencjonalnym, obowiązującym na mocy
nadania przez innych ludzi, a prawo do życia jest prawem naturalnym.
Wilkins zdaje się nie
mówi tego całkiem wprost, ale chyba próbuje zasugerować, że w
przypadku Cartera chodzi o jakiś inny rodzaj potencjalności i/lub
jakiś inny rodzaj prawa. Być może P1 jest więc fałszywe, ale
jakaś jego uściślona wersja, ograniczająca się do pewnego
rodzaju potencjalności i/lub praw, już nie. Jak ta wersja miałaby
dokładnie wyglądać? Wilkins chyba tego nie mówi (cały czas piszę
„chyba” i „zdaje się”, bo nie czytałem artykułu Wilkinsa,
znam go tylko z podsumowania – wierzę, że rzetelnego i życzliwego
– w książce Boonina), ale za to podaje inny przykład przyznania
praw na podstawie potencjalnego posiadania praw, który jego zdaniem
przypomina sytuację ludzkiej zygoty. Przykład wygląda tak:
studentka medycyny jest potencjalną lekarką i ma ona prawo do
uczestniczenia w diagnozowaniu i leczeniu chorób pod odpowiednim
nadzorem. Prawo to jest, pisze Wilkins, ograniczone, ale „nie jest
ono prawem częściowym, słabym, czy quasi-prawem”. Jeśli więc
ludzka zygota jest bardziej jak studentka medycyny niż jak
sześcioletni Carter i jeśli prawo studentki do diagnozowania i
leczenia wynika z jej potencjalnego bycia kimś, kto ma prawo do
diagnozowania i leczenia, to argument z potencjalności da się
uratować.
Problem w tym, że się
nie da. Po pierwsze, prawo do diagnozowania i leczenia też jest
prawem konwencjonalnym (ktoś, kto miałby odpowiednią wiedzę i
umiejętności, ale nie miałby odpowiednich papierów, nie miałby
tego prawa), więc nie ma pod tym względem różnicy między
studentką a Carterem. Po drugie, nie jest nawet jasne, czy mamy tu
do czynienia z prawem studentki. Jeśli może ona diagnozować
tylko pod nadzorem nauczycieli-lekarzy, to dlaczego np. nie
powiedzieć, że to raczej oni mają prawo pozwolić studentce, by im
asystowała w diagnozowaniu? Po trzecie, nawet jeśli chodzi o prawo,
to nie mamy dobrych powodów, by sądzić, że wynika ono z bycia
potencjalną lekarką bardziej niż z bycia rzeczywistą studentką
medycyny. I po czwarte: nawet jeśli powyższe zarzuty da się jakoś
odeprzeć – studentka to tylko jeden przykład. Bardzo łatwo
znaleźć przykłady, które wskazują na coś przeciwnego. Np. taki:
mam dzisiaj prawo do oglądania czego chcę w telewizji, ale z
pewnością nie miałem tego prawa będąc dzieckiem, choć dziecko
to było potencjalnym mną dzisiaj. Dlaczego studentka medycyny ma
bardziej przypominać zygotę niż dziecko zygotę? Wracamy tu do
wyżej wspomnianego problemu zasadniczego: Wilkins nie formułuje
zasady, której chce bronić. Bez tego nie wiadomo nawet, co
ewentualnie atakować kontrprzykładami i z czym się tu zgadzać lub
nie zgadzać.
W trochę inny sposób
próbuje bronić P1 filozof Alan Donagan. Pisze on, że „jeśli
jakiejś istocie należy się szacunek ze względu na to, w jakim
znajduje się ona stanie, to taki sam szacunek należy się
wszystkiemu, co z własnej natury rozwinie się w taką istotę”,
że „odrzucenie tej zasady byłoby arbitralne” i że nie da się
zrozumieć kogoś, kto „deklarowałby, że ceni racjonalną
sprawczość jako najwyższą wartość, ale uważałby za
dopuszczalne zniszczenie racjonalnej istoty, której zdolności nie
są jeszcze rozwinięte”. Donagan wydaje się tu popełniać błąd,
o którym było w poprzednim odcinku: myli on wartość egzystencji
z wartością integralną. Wyrażenie „ceni racjonalną sprawczość
jako najwyższą wartość” jest dwuznaczne: może chodzić o to,
że ktoś uważa fakt istnienia w świecie bytów charakteryzujących
się racjonalną sprawczością za coś dobrego, ale może też
chodzić o to, że ktoś uważa byty charakteryzujące się
racjonalną sprawczością za zasługujące na moralny szacunek. W
przypadku prawa do życia mamy do czynienia z tym drugim znaczeniem,
ale jakaś wersja P1 (podobnie jak jakaś wersja T, o którym pisałem
poprzednio) – może być prawdziwa tylko dla pierwszego znaczenia.
W odmawianiu istotom potencjalnie racjonalnym, ale w tej chwili nie
racjonalnym, wartości integralnej w postaci prawa do życia, nie ma
niczego arbitralnego, tak jak nie ma niczego arbitralnego w
odmawianiu żołędziowi wartości integralnej w postaci statusu
pomnika przyrody.
Podsumowując: co najmniej
jedna przesłanka argumentu z potencjalności jest fałszywa. Być
może da się sformułować jakąś jej ograniczoną wersję, która
okaże się prawdziwa i będzie obejmowała prawo do życia w
przypadku ludzkich zygot, ale nikt tego dotąd nie zrobił. Argument
więc nie działa i nie można na jego podstawie uznać, że ludzka
zygota ma prawo do życia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)