czwartek, 26 grudnia 2013

Co ci katolicy to ja nawet nie

P. Pacewicz, dom: Polacy odpowiadają papieżowi: "Kościół nie wspiera nas na drodze wiary", "Gazeta Wyborcza" 18.12.2013.


Trafiłem ostatnio na stronie Wyborczej na mocno zaskakujące badanie przekonań religijnych Polaków. Badanie zrobił TNS, w artykule są niestety tylko gołe wyniki, nie mogłem się doklikać do szczegółów, a bardzo bym chciał, bo wiem, że odpowiedzi w takich sondażach są bardzo zależne od metodologii. Nie ufam więc tym wynikom tak do końca.
Jeśli jednak są w miarę wiarygodne, to jest to chyba najdziwniejszy sondaż pokazujący przepaść między deklarowaną religią a przekonaniami z tych, które widziałem, a widziałem naprawdę wiele. Wyniki są takie:

Czy wierzysz w:

Boga – 81%
Śmierć Chrystusa na krzyżu – 48%
Zmartwychwstanie Chrystusa – 47%
Ducha Świętego – 40%
Nieśmiertelność duszy – 39%
Sprawiedliwy sąd, który czeka po śmierci – 39%
Niepokalane poczęcie – 38%
Niebo – 38%
Anioły – 35%
Cuda dokonane przez Jana Pawła II – 35%
Piekło – 31%
Cuda dokonane przez świętych – 30%
Czyściec – 30%
Diabła – 28%

Jak rozumiem nie pytano o wyznanie, ale z innych badań wynika, że osoby deklarujące się jako katolicy to w Polsce ponad 90%. Np. w badaniu CBOS sprzed dwóch lat wyszło 95%. A do tego dochodzą przecież jeszcze prawosławni i protestanci, którzy też na większość powyższych pytań powinni odpowiadać twierdząco.
Wygląda więc na to, że większość polskich katolików nie wierzy w najbardziej elementarne chrześcijańskie prawdy wiary. Około dziesięciu procent tych, którzy nie wierzą w Boga, to jeszcze pół biedy, ale połowa nie wierząca w zmartwychwstanie Chrystusa, albo większość nie wierząca w nieśmiertelną duszę i Niebo (o Piekle nie wspominając)?
Pod względem niewiary w nieśmiertelność duszy Polska przebija np. Wielką Brytanię, gdzie w badaniu z 2011 65% osób stwierdziło, że w taką duszę wierzy. Trzeba co prawda być ostrożnym z tymi wynikami, bo w przeciwieństwie do polskiego badania była tam możliwość doprecyzowania, czy wierzy się mocno, średnio czy słabo – no ale jednak.
Jedyne pytanie, na które sam odpowiedziałbym „tak”, to pytanie drugie. Wierzę w śmierć Chrystusa na krzyżu w takim sensie, że według mnie istniał jakiś historyczny pierwowzór postaci Jezusa z Nazaretu opisanej w ewangeliach, że został on skazany na śmierć na czymś zwanym stauros (niekoniecznie był to krzyż w formie znanej z chrześcijańskiej ikonografii) i że wyrok wykonano. Uważa tak znakomita większość historyków zajmujących się tym tematem, niezależnie od wyznania. Wydawało mi się, że tak jak ja powinni odpowiedzieć wszyscy chrześcijanie i do tego spora część niechrześcijan, a tu taka niespodzianka. Prawdopodobnie jednak nie pokazuje to, że połowa Polaków nie wierzy w historycznego Jezusa, a tylko to, że jakoś inaczej rozumie to pytanie – ale jak dokładnie, ciężko mi powiedzieć.
Tak czy inaczej, pomijając Boga i ewentualnie śmierć Chrystusa, okazuje się, że moje przekonania religijne są takie jak przekonania większości Polaków. Powiedziałbym, że to całkiem budujące, ale u katolików dużo bardziej od dziwnych metafizycznych przekonań irytują mnie dziwne przekonania moralne, a związek między jednymi a drugimi jest dla mnie nieoczywisty.
Zresztą w ogóle związek między religijną praktyką a religijną wiarą jest dla mnie nieoczywisty. Wydaje mi się, że patrzymy na wszystkie religie przez pryzmat religii abrahamowych, a szczególnie protestanckiego chrześcijaństwa, w którym wiara w określoną kosmologię, eschatologię i metafizykę jest czymś najbardziej zasadniczym, obrzędy są na drugim planie, a z etyką bywa różnie. Tymczasem na świecie istnieje i istniało mnóstwo religii, w których wiara w dogmaty nie jest taka istotna, albo wręcz nie ma żadnych dogmatów. Takich starożytnych Greków mało interesowało, czy ktoś naprawdę wierzy w Zeusa i jak go rozumie. Tym bardziej nikt nie zastanawiał się, które mity z Zeusem to te prawdziwe. Nie oznacza to jednak, że było im wszystko jedno, czy bierze się udział w religijnych obrzędach, zwłaszcza jeśli chodziło o religię państwową.
Nie jest wykluczone, że polski katolicyzm ewoluuje w tę stronę. Nie jestem nawet pewien, czy już od dawna taki nie jest, przynajmniej jeśli chodzi o tzw. zwykłych ludzi. Z moich doświadczeń z ludowym katolicyzmem wynika na przykład, że pytanie o to, czy ktoś chodzi do kościoła jest dużo istotniejsze od pytania, czy ktoś wierzy w Boga. Możliwe, że teologia nigdy nie była dla większości katolików niczym specjalnie istotnym, podobnie jak nie była niczym istotnym dla większości wyznawców wielu innych religii. Jeśli wierzyć powyższym wynikom, to jest pocieszające, że większość Polaków wbrew pozorom nie wierzy w głupstwa o życiu po śmierci, ale nie musi to wcale oznaczać rychłego upadku katolicyzmu.

24 komentarze:

  1. Trudno się nie zgodzić...
    Dwie uwagi:
    Co do Jezusa historycznego, to sam się zadziwiam, jak potrafiłem być zakrzyczany, gdy twierdziłem, że raczej istniał... To wyglądało na jakieś odreagowanie oficjalnego "przymusu" wiary.
    Co do teologii -- na początku lat 90-tych lokalna telewizja prowadziła teleturniej, w którym trzeba było odpowiedzieć, jak odpowiadają spotkani na ulicy przechodnie. W jednym z odcinków były pytania 'teologiczne'. Większość pytanych odpowiadała, na przykład, że w Trójca Święta, to Ojciec, Syn i Maryja (a znaczący odsetek Ojca zastępował św. Józefem...). Oczywiście, to nie była dobra metodologia, ale pewną obojętność na dogmaty pokazywała wyraźnie. (Potem to spotkałem w innych sytuacjach, jak to katolicy potrzebowali pomocy w wymienieniu ewangelistów; albo wzmianko o zmartwychwstaniu uznawali za dyskusję o filmie zombie...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duch Św. to chyba zawsze miał niską rozpoznawalność, powinni na poważnie rozważyć oficjalne zastąpienie go Maryją albo Janem Pawłem II.

      Usuń
  2. @"Nie ufam więc tym wynikom tak do końca."

    Słusznie. Poniższy cytat obniży to zaufanie jeszcze bardziej.

    http://www.trystero.pl/archives/12962
    "inzmru said, in Listopad 4th, 2013 at 09:51
    W tym badaniu może być bardzo duży udział „efektu Posziego”, bo są to automatyczne badania telefoniczne. Dzwoni do ciebie syntezator mowy i zadaje pytania, pytania o głupie teorie spiskowe. Sytuacja jest nieco idiotyczna i aż prosi się o niepoważne podejście."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że sondaż był telefoniczny, to podejrzewam, nie sądziłem, że mógł to robić automat. Ale nie wiesz tego na pewno?

      Usuń
  3. "nie pokazuje to, że połowa Polaków nie wierzy w historycznego Jezusa"

    No ale zobacz, że prawie tyle samo wierzy w ukrzyżowanie co w zmartwychwstanie. Pewnie reszta albo nie wierzy w Jezusa w ogóle, bo odreagowuje religię albo czyta blog Carriera ;), albo nie wie i się nie interesuje tym tematem, więc też nie odpowiedzieli, że wierzą bo i dlaczego.

    Zainteresowanie czy Jezus istniał a jeśli tak to kim był i co historycznie robił wśród ludzi, dla których wiara lub jej brak nie ma większego znaczenia będzie marginalne. Więc wychodzi, że te 47-48% wierzy, że umarł na krzyżu i zmartwychwstał, reszta wierzy, że nie, albo ma to w głębokim poważaniu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niech się Autor tak nie dziwi. Dane mi było poznać swego czasu mądrego, dobrego księdza z pewnej bardzo odległej od dużych ośrodków miejskich parafii, bardzo lubianego przez wiernych, prawiącego kazania godne utrwalenia i w tekście i w dźwięku, z rozmów z którym wywnioskowałem, że to, co powinno być prawdą wiary strzeżoną przezeń jak źrenica oka, mianowicie Zmartwychwstanie, uległo pod wpływem osobistych przemyśleń i życiowych obserwacji (a, jak mniemam, również i lektury, gdyż to nie był ten rodzaj księdza, który potrafił zorganizować sobie życie towarzyskie) sceptycznej erozji. Mógłbym wręcz chyba powiedzieć, że zawdzięczam mu pierwsze samodzielne myśli wiodące w rezultacie na obszary ateizmu i agnostycyzmu.
    Zawsze jednak będę z szacunkiem i podziwem wspominał jego godne trwanie w posłudze, gdyż - niezależnie od tego, do czego doszedł w swoich przemyśleniach - do końca służył ludziom dobrym słowem i pociechą. A o to głównie w tej pięknej baśni chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, że są zdarzają się tacy katolicy, nie sądziłem tylko, że jest ich 50%.

      Usuń
  5. "że osoby deklarujące się jako katolicy to w Polsce ponad 90%"

    Zapewne duża część tych deklaracji jest nieszczera. Ludzie wiedzą, że "wypada" być katolikiem. Albo dawno temu przestali się nad tym zastanawiać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zastanowiła mnie przywołana tu historyczność postaci Jezusa. Czy chodzi o to, że w pierwszej połowie I w. nieopodal Jerozolimy został stracony przez ukrzyżowanie mężczyzna lat ok. 30, czy może o to, że mężczyzna ów urodził się w mieście Betlejem w czasie spisu ludności, nauczał zbierając wokół siebie grupę wyznawców, wraz z którymi wjechał do Jerozolimy, był sądzony i skazany przez Poncjusza Piłata, a wyrok wykonano w piątek 7 kwietnia 33 roku nasze ery?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydarzenia opisane w kanonicznych ewangeliach można spróbować rozłożyć na skali historycznego prawdopodobieństwa. Śmierć na krzyżu za rządów Piłata będzie najbliżej jednego końca tej skali, a np. spis ludności i narodziny w Betlejem będą bliżej drugiego końca. Minimum dla historyczności Jezusa to przekonanie, że po tym, jak umarł, jego wyznawcy przekazywali sobie ustnie historię o nim i po kilkudziesięciu latach zaczęto ją spisywać. Oczywiście z przeinaczeniami i dodatkami, ale było to oparte na przekazach zapoczątkowanych przez jego uczniów.

      Usuń
  7. "Oczywiście z przeinaczeniami i dodatkami, ale było to oparte na przekazach zapoczątkowanych przez jego uczniów"
    A są na to jakieś kwity? Albo inaczej: gdybyśmy mieli podobnej wagi świadectwa materialne, mówilibyśmy o historyczności postaci bo ja wiem ... np. Odyseusza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mamy żadnych świadectw materialnych, podobnie jak w przypadku chyba większości starożytnych postaci historycznych. Mamy za to teksty, które możemy badać używając pewnych metod wypracowanych przez filologów i historyków. Kiedy zastosujemy te metody do tekstów dotyczących Jezusa, to okaże się, że istniał, w przypadku Odyseusza będzie inaczej.

      Usuń
    2. No przecież nie pytałem o DNA ;)
      Zawsze myślałem, że teksty (jeśli uznane są za wiarygodne) są właśnie takim materialnym świadectwem. Jestem prostym człowiekiem, bez znajomości nawet j. angielskiego, o grece czy aramejskim nie wspomonając i muszę w tej materii zawierzyć autorytetom. Więc ponawiam pytanie: czy wiarygodność tekstów źródłowych dotyczących Jezusa nie jest aby skażona dość powszechnym jednak, przynajmniej w naszym kręgu kulturowym, przekonaniem o jego boskości? Czy gdyby identyczne przekazy dotyczyły innej osoby uznalibyśmy je za historycznie wiarygodne?

      Usuń
    3. Zawsze myślałem, że teksty (jeśli uznane są za wiarygodne) są właśnie takim materialnym świadectwem.

      Przez świadectwa materialne rozumie się generalnie materiał archeologiczny pochodzący z czasów, które badamy. Nie ma więc żadnych świadectw materialnych potwierdzających istnienie historycznego Jezusa. Pierwszy tekst o Jezusie powstał kilkadziesiąt lat po jego śmierci, a najwcześniejsze manuskrypty, które mamy, powstały w II w., czyli wiele lat po napisaniu oryginału.

      Więc ponawiam pytanie: czy wiarygodność tekstów źródłowych dotyczących Jezusa nie jest aby skażona dość powszechnym jednak, przynajmniej w naszym kręgu kulturowym, przekonaniem o jego boskości?

      Powszechne przekonanie o jego boskości nie może wpływać na wiarygodność samych tekstów, najwyżej na wiarygodność ich interpretacji. Same teksty oczywiście też nie są specjalnie wiarygodne, zawierają wiele oczywistych sprzeczności, przeinaczeń i nieprawd, ich autorom na pewno nie zależało w pierwszej kolejności na prawdzie o historycznym Jezusie, ale to jeszcze nie znaczy, że Jezus to fikcja literacka od A do Z. Mamy pewne sposoby, żeby odsiać z tych tekstów to, co jest historycznie mało prawdopodobne. Np. ukrzyżowanie będzie bardzo prawdopodobne, bo wiele wskazuje na to, że mamy na nie kilka niezależnych źródeł, i to zarówno chrześcijańskich, jak i niechrześcijańskich (ewangelie, Flawiusz, Tacyt), poza tym istnieje kilka innych kryteriów, które to ukrzyżowanie uwiarygadniają (nie ma tekstów, które by temu przeczyły, pasuje to do wszystkiego, co wiemy o tamtej epoce, pierwszym chrześcijanom nie mogło zależeć na zmyśleniu czegoś takiego).

      Usuń
  8. Tomasz.
    Odpowiedziałbyś na drugie pytanie ,,tak'', bo ,,uważa tak znakomita większość historyków''. Swoje ,,tak'' obwarowałeś wiarą (,,Wierzę w śmierć Chrystusa''). Zaiste, godne to i sprawiedliwe.
    Wiara, to piękny unik mogący uchodzić za dowód na potwierdzenie śmierci. Śmierci człowieka imieniem Jehoszua. Ale nie Chrystusa, jako że pojęcie chrystus utożsamiane przez Pawła z Tarsu z mesjaszem (,,mesziah'' miał w hebrajskim znaczenia; władcy, pomazańca ale i rozbójnika, maga) nie było wówczas imieniem własnym. Po za tym przegrany Jezus nie był dla pierwszych judeochrześcijan ani bogiem, ani mesjaszem.
    Zatem osobnik imieniem Jehoszua mógł zostać ukrzyżowanym (tu masz racje ze staurosem), jednakże Mesjasz nie.

    ,,Znakomita większość historyków''-myślę, że posłużyłeś się skrótem myślowym dla obrony swojego ,,tak''. Na jakiej podstawie?
    Aż do Rewolucji Francuskiej owa znakomita większość była konfesyjnego chowu. Do czasów Oświecenia wszyscy historycy zawodowo byli ,,za'' ideologią zbawienia przez krzyż. Dopiero encyklopedyści, później badacze tzw. szkoły niemieckiej rozwodnili te 100% ,,większości''. Dziś tylko badacze-apologeci konfesyjni nie mają wątpliwości-większość historyków ma ogromne. Aż do zaprzeczenia osobowego istnienia Jezusa. Skoro sam A. Schweitzer odnajduje tylko ,,Jezusa wiary'' ?...
    A więc matematyka większościowa, zawodzi. Jak w przypadku geocentryzmu, albo quasi demokracji; większość nie zawsze oznacza racji. Percepcja nie musi być rzeczywistością.

    Przepraszam za nadużycie gościnności sążnistym komentem, ale nie mogłem się powstrzymać. Trafiłem na fajnego ateuszowatego bloga, a tu takie żarty. Od dziś wpisuję się na listę wiernych czytelników. Twoich postów.

    Dyl Sowizdrzał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swoje ,,tak'' obwarowałeś wiarą (,,Wierzę w śmierć Chrystusa''). Zaiste, godne to i sprawiedliwe.

      Wiarą, przekonaniem, poglądem – możesz to nazywać jak chcesz. W każdym razie nie wierzę w to tak po prostu, tylko na podstawie pewnego uzasadnienia.

      Zatem osobnik imieniem Jehoszua mógł zostać ukrzyżowanym (tu masz racje ze staurosem), jednakże Mesjasz nie.

      Różnie można rozumieć zdanie „Wierzę w śmierć Chrystusa na krzyżu”, dlatego właśnie powyżej wyjaśniam, jak ja to rozumiem.

      ,,Znakomita większość historyków''-myślę, że posłużyłeś się skrótem myślowym dla obrony swojego ,,tak''. Na jakiej podstawie?

      To nie jest żaden skrót myślowy, tylko stwierdzenie oczywistego faktu. Ilu znasz historyków Nowego Testamentu, którzy w swojej dziedzinie zrobili doktorat na w miarę poważnej uczelni i którzy twierdzą, że Jezus nie istniał? Ja nie znam żadnego. Znam jednego, który uważa się za agnostyka w tej kwestii, Price’a. Jeśli to nie jest zdecydowana mniejszość, to nie wiem, co nią jest.

      jak w przypadku geocentryzmu, albo quasi demokracji; większość nie zawsze oznacza racji.

      To nie miał być argument z większości, ani argument z autorytetu, jeśli tak to odczytałeś. Nie jestem specjalistą, ale czytałem trochę o historycznym Jezusie (konkretnie Sandersa, Ehrmana, Crossana, Vermesa, Harlanda, ze sceptyków Carriera, Price’a i Doherty’ego). Z racji wykształcenia (jestem filologiem klasycznym) mam też pewne pojęcie o sposobach badania starożytnych tekstów. Do tego od jakiegoś czasu uczę greki na Nowym Testamencie. Nie jest to żadna krytyczna praca, ale pomaga wyrobić sobie pogląd. A pogląd jest taki, że teoria mitycznego Jezusa jest beznadziejna.
      Zresztą nawet gdybym nie miał o tym żadnego pojęcia i nawet biorąc pod uwagę wszystkie moje wątpliwości dotyczące naukowości historii i obiektywizmu wielu badaczy, konsensus wśród historyków przemawia do mnie bardziej niż konsensus wśród youtube’owych ateistów.

      Usuń
  9. Tomasz.
    Dziękuję za odpowiedź mimo niesatysfakcjonującej treści. Ta ,,znakomita większość historyków'' nie przekonuje.
    Pomijam starożytność z krytyczna postawą w kwestii istnienia Jezusa (m.in. Celsus, M. Aureliusz). Pomijam także bardziej wymowne milczenie historyków ,,tamtych czasów'' na temat Galilejczyka (Filon, J. Flawiusz).
    Więc współczesność.
    C. Evans podsumował 2045 pozycji książkowych autorów trzech faz ,,poszukiwania Jezusa''. Efekt; mamy ,,niemal niepodważalne fakty'' tj. chrzest czy ukrzyżowanie. XIX wieczni badacze dowodzili wprost, iż Jezus mógł w ogóle nie istnieć, a chrześcijaństwo zostałoby animowane, ewangelie napisane. W postać Mistrza wszczepiono by dowolną osobę, shistoryzowano i obudowano mitologiczną politurą. Taka była potrzeba ,,tamtych czasów''.
    Przytoczę paru badaczy.
    Bultmann (1884-1976)-,,O życiu i osobowości Jezusa nie potrafimy powiedzieć nic...poza nimi (konfesyjnymi) żadne źródła nie mówią o Jezusie''. Tego samego zdania są postbulmanniści z Ranke-Heinemann i Deschnerem.
    Schweitzer (1875-1965)-Nie znalazł Jezusa historycznego.
    Drews (1865-1935)-Uważał Jezusa za wytwór mitologiczny.
    S. J. McCarthy-,,Nie potrzebna nam hipoteza boga'' (powtórka z Laplace'a).
    Geza Vermes (1924-2013)-uchodzący za najobiektywniejszego biografa Jezusa, charakteryzuje tę postać tylko na podstawie ewangelii (dowód z autorytetu czy wiary?).
    Wilson pisze; ,,Nie wiemy nawet tego, czy w ogóle istniał''. A Kalthoff; ,,Imię Jezus stało się pustym zbiornikiem, do którego każdy wlewał własne idee''.
    Wspomnieć należy o Strukturalistach, badaczach z kręgu Jesus Seminar czy współczesnych; Harrisie, Dawkinsie, Hitchensie, Dennecie, Sykcie...postrzegających Jezusa jako nośnik kultury.
    Przystąpmy do rachunku.
    Cała starożytność ze średniowieczem, aż po oświecenie dowodziła płaskości Ziemi i jej centralności w Kosmosie. Nie znano innej opcji. Paru badaczy tj. Arystarch czy Kopernik stanowiło heretycką mniejszość. Bilans; 99,99% do 0,01% na korzyść naleśnikowatości geocentrycznej. Od oświecenia coraz więcej procent zyskiwał heliocentryzm. Aż przyszedł czas, że w płaskość Ziemi wierzy się tylko.
    W kwestii istnienia Jezusa historycznego jesteśmy na etapie oświecenia.
    ,Zbitka ,,,znakomita większość'' jest tylko w drugim członie prawdziwa.

    Dyl Sowizdrzał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałem o historykach zajmujących się tym tematem. Ty nawrzucałeś nazwisk ludzi, którzy w ogóle historyczności Jezusa nie badali, nawet amatorsko (Dawkins, Dennett, Harris, Hitchens), ludzi, którzy wierzyli w historycznego Jezusa (Evans, Schweitzer, badacze z Jesus Seminar) i jakichś autorów wypowiedzi zupełnie niezwiązanych z tematem (nieznany mi McCarthy). Chodziło mi też raczej o w miarę współczesnych badaczy, a więc nie o Drewsa czy Kalthoffa, ale nawet uwzględniając tych dawnych, wyjdzie zdecydowana mniejszość.
      Mylisz się zupełnie w sprawie płaskiej Ziemi – już w starożytności teoria okrągłej Ziemi była całkiem popularna (Pitagoras, Parmenides, Arystoteles, Ptolemeusz, Eratostenes, Krates).
      Mylisz się pisząc, że Józef Flawiusz nie pisał o Jezusie (nie wszystko o Jezusie zostało dodane przez chrześcijańskiego kopistę) i mylisz się pisząc, że Schweitzer „nie znalazł Jezusa historycznego” (w rzeczywistości nawet krytykował tych, którzy nie znaleźli).
      Co do Twojej analogii, to każdej bredni można bronić w ten sposób. Można np. powiedzieć, że dzisiaj tylko bardzo niewielki procent badaczy wierzy w to, że rządzą nami potajemnie jaszczury z kosmosu, ale jesteśmy we wczesnym oświeceniu i z jaszczurami będzie jak z heliocentryzmem.

      Usuń
  10. Tomasz.
    Ponoszą nerwy? Wyluzuj, proszę. Odrobina dystansu, bo pomyślę, że otarłem się o Alfę i Omegę.
    Piszesz o bredni, a tworzysz solipsystyczną niedorzeczność w odpowiedzi ,,gajowemu'' z 28 grudnia o godz. 17;19.
    ,,Nie mamy żadnych świadectw materialnych...'', mamy za to metody badań np; urojeń epileptyka z Tarsu, które wykażą istnienie Jezusa.
    Tym sposobem wywiedziemy materię z ducha tak, by słowo stało się ciałem. Uuut, jaką my mamy moc kreowania rzeczywistości.

    Jeśli zabolał jakiś nagniotek-przepraszam. Nie było moją intencją podważanie Twojej wiary, tylko wykazać jej fikcyjne podstawy. Więcej prób wymiany myśli nie będzie. Po prostu, czuję pustkę w głowie.
    Baw się dobrze. Do siego roku.

    Dyl Sowizdrzał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że to już koniec, bo od pewnego czasu też czułem tę Twoją pustkę.

      Usuń
  11. ań ań aniebyło Islandii przypadkiem?

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiesz... Twój wpis na blogu dał mi dużo do myślenia i zastanowiłam się, dlaczego tak jest. To tłumaczy wiele rzeczy w społczeństwie naszego kraju. Myślę, że dla Polaków bycie katolikiem oznacza coś innego, niż światopogląd zgodny z dogmatami czy zasadami chrześcijańskimi. To bardziej pewne określenie wartości, norm, i zachowań, które uważane są za tradycyjnie polskie. Do tego nie należy w ogóle żadna metafizyka czy pogląd na realność czegokolwiek, co pisze w Biblii. Podejrzewam, że sama Biblia ma dla tych osób wartość jedynie historczyną czy mitologiczną, ale nie definiuje tego, czym katolicyzm jest.

    Człowiek, który deklaruje się jako katolik, prawdopodobnie ma na myśli to, że jego światopogląd i zbiór wartości ukształtował się w katolickiej z definicji kulturze Polski, oraz to, że ma poglądy tradycjonalistyczne, konserwatywne. Katolicyzm polega na opozycji wobec przybyłch z zewnątrz kraju zmian obyczajowych - jak na przykład tolerancja dla LGBT czy równouprawnienie płci. Poza tym w praktykowaniu dawnych rytuałów - wiadomo, że obchodzimy świeta Bożego Narodzenia, śpiewamy kolędy, dajemy dzieciom prezenty, zabijamy karpie, święcimy jajka na Wielkanoc, mamy wolne na Boże ciało.

    To właśnie jest katolicyzm, a nie wiara w istnienie historycznego Jezusa.

    OdpowiedzUsuń