E. Nahmias: Is Neuroscience the Death of Free Will?
T. Burge: A Real Science of Mind.
A. Mayyasi: The Science of Snobbery.
N. Berlatsky: Poetry Isn't as Useless as a Lot of Poets Say It Is.
O. Khazan: Why We Can't Count on the Test-Tube Burger to Solve World Hunger.
H. Porter: American gun use is out of control. Shouldn't the world intervene?
R. Langton: The Disappearing Women.
P. O'Connor: The Double Bind.
P. Kitcher: Things Fall Apart.
J. Rachels: Can Ethics Provide Answers? (pdf)
Ch. Hedges: The Sparks of Rebellion.
A. Grubacic: Towards Another Anarchism.
I. Primoratz: Patriotism.
S. Scheffler: The Importance of the Afterlife. Seriously.
The Explanation Explanation of Incompatibilist Intuitions.
G.
czwartek, 10 października 2013
środa, 2 października 2013
Myśli staroświeckiego kosmopolity
P. Gomberg: Patriotism Is like Racism, "Ethics" Vol. 101, No. 1 (Oct., 1990), pp. 144-150.
Próbowałem kiedyś znaleźć w
Polsce jakąś w miarę znaną osobę, która by otwarcie wyrażała zastrzeżenia co do
patriotyzmu jako takiego – i nie znalazłem. Nawet od ludzi o liberalnych czy
lewicowych skłonnościach można zazwyczaj usłyszeć tylko, że też są patriotami,
ale ich patriotyzm nie polega na machaniu flagą i wspominaniu powstańców, tylko
na płaceniu podatków i sprzątaniu kupy po psie.
Odnoszę nawet przykre wrażenie, że patriotyzm jest teraz bardziej popularny niż, powiedzmy, sto lat temu, i to nie tylko w Polsce, ale w ogóle. Czy jest dzisiaj jakiś Tołstoj, jakiś Einstein, jakaś Goldman czy jakiś Shaw, który by głośno mówił, że patriotyzm to głupota, tak by miało to jakiś większy oddźwięk? Jakoś nikt nie przychodzi mi do głowy.
Ja poważnych wątpliwości co do
patriotyzmu nabrałem w dzieciństwie i nigdy się ich nie pozbyłem. Przede
wszystkim dość wcześnie rzuciło mi się w oczy, że patrioci mają – w najlepszym razie – bardzo
selektywne podejście do historii, a w najgorszym – bezwstydnie ją
zniekształcają. Pamiętam, jak w wieku jakichś może dwunastu lat zorientowałem
się, że w szkole na lekcjach historii „naszego kraju” nie uczymy się
praktycznie niczego na temat historii miejsca, w którym żyjemy ani ludzi,
którzy tu żyli przed nami między początkiem XIV a początkiem XX w. (jestem
ze Śląska Cieszyńskiego). Uczyliśmy się za to w szczegółach o tym, co się przez
te 600 lat działo za granicą: o wojnach z Krzyżakami, przywilejach
szlacheckich, wolnych elekcjach, rozbiorach, powstaniach itd. Wkrótce się
dowiedziałem, że nie uczymy się własnej historii, bo jacyś patrioci w Warszawie
uznali, że tak będzie bardziej patriotycznie.
Nie chciałbym, żeby to, co właśnie
napisałem, zapachniało jakimś innym niż polski rodzajem patriotyzmu. Miałem
oczywiście do czynienia głównie z absurdem patriotyzmu polskiego, ale myślę, że
każdy patriotyzm ma tak samo niebezpieczny potencjał. Dlatego nigdy nie
nazwałbym się też patriotą cieszyńskim, śląskim, czeskim, niemieckim, ani już
na pewno europejskim (wydaje mi się nawet, że ten ostatni rodzaj patriotyzmu jest
dzisiaj najbardziej złowieszczy, ale to temat na inny tekst).
Żeby zacząć to uzasadniać,
wypadałoby podać jakąś definicję. W Stanfordzkiej Encyklopedii Filozofii można
znaleźć takie zdanko (moje tłumaczenie):
Patriotyzm można zdefiniować
jako miłość do swojego kraju, identyfikację z nim, specjalną troskę o jego
dobro i o dobro swoich rodaków.
Patriotyzm ma więc dwa składniki:
jeden to uczucie wobec kraju, a drugi to preferencyjne traktowanie kraju i
swoich rodaków. Samo przywiązanie do własnej okolicy, współmieszkańców,
kultury, języka itp. jest czymś naturalnym i ciężko spotkać kogoś, kto by
czegoś takiego w jakimś stopniu nie odczuwał. Wiadomo, że to miło, jak nasi
strzelają gola, bo to przecież nasi. Robienie jednak z tego uczucia cnoty i
twierdzenie, że powinno ono prowadzić do specjalnego traktowania pewnej grupy
ludzi jest już moralnie problematyczne. Moralne wymogi mają to do siebie, że są
uniwersalne, tzn. stosują się do wszystkich jednakowo. Patriotyzm jest
natomiast rodzajem grupowego egoizmu: lepiej traktuje się swoich i oczekuje
się, że przez nich będzie się lepiej traktowanym.
Jeśli ktoś już musi uprawiać
grupowy egoizm, to powinien mieć dla niego jakieś uzasadnienie. Nie twierdzę,
że się nie da go mieć – jakiś stopień grupowego egoizmu w ramach rodziny czy
grupy przyjaciół może być dobrym przykładem – ale próby uzasadnienia egoizmu
patriotycznego wydają mi się dość rozpaczliwe. Paul Gomberg, autor wyżej
podlinkowanego tekstu o patriotyzmie, pisze tak:
Problematyczna relacja między
patriotyzmem a moralnym uniwersalizmem pochodzi z naszej historii. Uniwersalizm
pojawił się stosunkowo niedawno w ludzkich społecznościach, po raz pierwszy
prawdopodobnie w filozofiach i religiach społeczeństwa hellenistycznego.
Przypowieść o dobrym Samarytaninie to typowy wyraz odrzucenia nacjonalizmu,
które cechowało uniwersalizm chrześcijański. Pozostało ono etycznym ideałem w
Europie aż do powstania państw narodowych i, później, świadomego nacjonalizmu w
osiemnastym wieku. Podejmowano wiele prób pogodzenia patriotyzmu i nacjonalizmu
z tradycją uniwersalistyczną. Próby te bazują w gruncie rzeczy na koncepcji
historii, według której patriotyzm pomaga w realizacji ideału uniwersalnego
szczęścia albo praw człowieka. Ta pozytywna ocena patriotyzmu może się brać
albo z optymistycznego założenia, że patriotyzm jest etapem w rozwoju bardziej
uniwersalnego moralnego standardu, albo z pesymistycznego założenia, że
powszechny patriotyzm to maksimum, które większość z nas może osiągnąć w
świadomym dążeniu do uniwersalnych moralnych ideałów. Sugeruję, że ani ten
pesymizm, ani ten konkretny rodzaj optymizmu nie jest uzasadniony. Autentyczny
uniwersalizm jest możliwy, ale tylko jako rezultat walki przeciwko
patriotyzmowi i nacjonalizmowi.
Nie do końca zgadzam się chyba z
Gombergiem w sprawie narodzin uniwersalizmu, ale jeśli chodzi o konsekwencje
patriotyzmu dla ogółu ludzkości lub możliwość jego przezwyciężenia, to wydaje
mi się to całkiem zgodne z tym, co wiemy o ludzkiej historii i psychologii.
W poszukiwaniu ilustracji wpisałem w Wikimedia Commons "patriotism" i na pierwszym miejscu wyskoczyły patriotki włoskie. "Oszczędzając materiał, wzmacniają morale".Niektórzy twierdzą, że w patriotyzmie chodzi po prostu o przejmowanie się społecznością, w której się żyje i robienie czegoś dla wspólnego dobra. To jednak coś, pod czym śmiało można się podpisać nie będąc wcale patriotą. Filozoficzna różnica między patriotami a niepatriotami wychodzi na wierzch dopiero w przypadku konfliktu narodowych interesów. Nie bardzo rozumiem, z czego ma wynikać, że w przypadku konfliktu między moim a jakimś innym krajem mam się opowiadać po stronie mojego kraju, dlatego, że mój, a nie na przykład po stronie słabszego, albo po stronie tego, kto ma rację (według jakiegoś bardziej obiektywnego standardu). Patrioci, nawet ci bardzo umiarkowani, są zmuszeni przyznać, że w przynajmniej niektórych konfliktach trzeba popierać swoich, bo są swoi. Ale bardziej zasadniczy problem polega na tym, że patriotyzm wywołuje te konflikty; gdyby nie patriotyzm, to by ich nie było, albo byłoby ich mniej. Niekoniecznie musi oczywiście chodzić o krwawe konflikty, ale nawet z tych najbardziej niewinnych nie ma żadnego moralnego pożytku.
Narodowe konflikty wiążą się
najczęściej ze wspomnianym zniekształcaniem historii, które ma, po pierwsze,
wyraźnie oddzielić swoich od obcych (tu moja szkolna historia jest dobrą
ilustracją) i po drugie zasugerować, że ci swoi są fajniejsi (tu o ilustrację
jest tak łatwo, że aż mi głupio podawać). Możliwe, że znajdą się przypadki, w
których patriotyzm do tego nie prowadzi, ale i tutaj pozostaje problem, jak
uzasadnić preferencyjne traktowanie własnej grupy.
Patriotyzm, pisze Gomberg, jest
jak rasizm, można i należy się go pozbyć na rzecz uniwersalnej solidarności. Ludzkość
stać na zdecydowanie więcej niż na narodową grupową lojalność z całym jej typowym
zakłamaniem, tak samo jak stać ją na więcej niż na rasową lojalność z jej
typowym zakłamaniem – i dlatego właśnie specjalne traktowanie własnego narodu
jest tak samo niemoralne jak specjalne traktowanie własnej rasy.
sobota, 21 września 2013
Mózg i polityka
B. Y. Fong: Bursting the Neuro-Utopian Bubble, "The New York Times", 11.08.2013.
W The
Stone, filozoficznym kąciku internetowego wydania New York
Timesa, pojawił się niedawno artykuł pod wiele mówiącym
tytułem Bursting the Neuro-Utopian Bubble, czyli
„Przekłuwanie neuroutopijnej bańki”. Autorem jest niejaki
Benjamin Y. Fong z Uniwersytetu w
Chicago, zajmujący się
na co dzień Freudem i teorią krytyczną. Fong nie może przeboleć,
że administracja Obamy postanowiła właśnie wydać w 2014 sto
milionów dolarów z budżetu federalnego na Brain Initiative,
czyli ambitny projekt wyróżnienia wszystkich obwodów neuronalnych
u człowieka. Fong nie podaje, ile pieniędzy ma pójść na pisanie
książek o Freudzie, ale można się domyślić, że trochę mniej.
Ogólna teza
artykułu jest taka, że dzisiejszy entuzjazm wokół neurobiologii
jest bezpodstawny, a nawet szkodliwy. Jeśli chodzi o konkretniejsze
argumenty, to miałem z tym trochę problem, bo jasne formułowanie
argumentów nigdy nie było mocną stroną ekspertów od
psychoanalizy i teorii krytycznej, ale udało mi się wydusić trzy
zarzuty.
Pierwszy z
nich jest taki, że kapitaliści mogą wykorzystać odkrycia
neurobiologii do niecnych celów. Drugi taki, że skupiając się na
neurobiologii tracimy z oczu szerszy społeczny wymiar problemu
zaburzeń psychicznych. Trzeci (o ile dobrze rozumiem) taki, że
neurobiologia ignoruje, a nawet tłamsi pewien sposób radzenia sobie
z problemami psychicznymi.
Zarzut
pierwszy jest chyba względnie najcelniejszy. Za publiczne pieniądze
dokonuje się odkryć, na których zarabiają potem prywatne
korporacje, często w amoralny i szkodliwy społecznie sposób.
Oddanie w korporacyjne łapy technologii pozwalających na
manipulowanie mózgiem może być szczególnie niebezpieczne. W
dodatku naukowcy czasami z dziecięcą naiwnością łykają
korporacyjną propagandę (wymieniony przez Fonga genetyk George
Church jest dobrym przykładem). To wszystko oczywiście prawda, ale
nawet przy wszystkich patologiach współczesnego kapitalizmu, i tak
jest z tych odkryć dużo pożytku – nie mówiąc już o tym, że
to po prostu frajda odkrywać, jak działa mózg czy cokolwiek
innego. Dlatego nie wydaje mi się, żeby powstrzymanie rozwoju
neurobiologii do czasu socjalistycznej rewolucji było najlepszym
pomysłem. Fongowi chyba też nie, ale nie próbuje on nawet
formułować żadnych pozytywnych rozwiązań problemu.
W drugim
zarzucie Fongowi chodzi o to, że obok przyczyn chorób psychicznych
na poziomie biologicznym można też mówić o przyczynach na
poziomie społecznym (tak lub inna organizacja społeczeństwa
sprzyja rozwijaniu się takich lub innych chorób) i neurobiologiczny
entuzjazm przyćmiewa te drugie:
Wiemy na
przykład, że niski status socjoekonomiczny przy urodzeniu jest
związany z większym ryzykiem zapadnięcia na schizofrenię, ale
lwia część dzisiejszych badań nad schizofrenią jest prowadzona
przez neurobiologów i genetyków, których zamiarem jest odkrycie
organicznej „przyczyny” choroby, bardziej niż zwracanie uwagi na
czynniki psychospołeczne. Choć badania te mogą oczywiście
przynieść owoce, ich przewaga nad innymi rodzajami badań,
zwłaszcza wobec dobrze znanego związku między biedą a
schizofrenią, świadczy o interesującym założeniu, które stało
się wygodną oczywistością: że status socjoekonomiczny, w
przeciwieństwie do ludzkiej biologii, jest czymś, czego nie można
zmienić „naukowo”. Że zmiana samej istoty ludzkiej jest w
pewien sposób bardziej „naukowo” realistyczna niż wspólna
praca na rzecz zmiany środowiska, które przyczynia się do
powstawania takich zaburzeń jak schizofrenia.
[wszystkie tłumaczenia moje]
Po pierwsze, nie można
powiedzieć, że związek między biedą a schizofrenią jest dobrze
znany, skoro nawet niespecjalnie wiadomo, co to jest schizofrenia. Na
razie mamy tylko zbiór bardzo różnych i niezbyt precyzyjnie
określonych symptomów. Zazwyczaj jeśli pacjent zadeklaruje
występowanie kilku z nich, to diagnozuje się schizofrenię.
Leczenie farmakologiczne oparte na blokowaniu receptorów dopaminy i
serotoniny daje skrajnie różne rezultaty. Wielu badaczy sądzi, że
schizofrenią nazywa się tak naprawdę wiele różnych chorób o
różnych organicznych przyczynach, objawach i przebiegu. Póki o
schizofrenii na biologicznym poziomie wiemy tyle, ile wiemy (czyli
praktycznie nic), to nie ma większego sensu przeskakiwanie na poziom
społecznego kontekstu.
Po drugie, pod czyim
adresem to właściwie ma być zarzut? Jeśli pod adresem polityków,
którzy dużo pieniędzy przeznaczają na badanie mózgu, a mało na
nauki społeczne itp. w obawie przed jakimiś niewygodnymi dla siebie
wnioskami badań społecznych, to Fong nie podaje ani żadnych
danych, które by to ilustrowały, ani żadnego argumentu za akurat
takim wytłumaczeniem niedofinansowania jednych nauk kosztem innych.
Jeśli to zarzut pod adresem samej neurobiologii (a tak to brzmi,
kiedy Fong pisze o neurobiologach „zawężających pojęcie
przyczyny do sfery biologii”), to równie dobrze można zarzucać
elektronice, że nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego dzieci z
postpegeerowskich wsi nie mają iPadów. To po prostu nie jej
przedmiot badań i nie ma się co jej za to czepiać.
Po trzecie, wydaje mi
się, że problem biedy to bardziej problem braku działania niż
braku badań. Dobrze wiadomo, że bieda, wykluczenie i nierówność
powodują setki społecznych problemów i dobrze wiadomo, jak temu
przeciwdziałać. Główny problem polega na tym, że politycy nie
bardzo mają na to ochotę, a nie na tym, że ktoś robi jakieś
„interesujące założenia” na temat naukowości zmiany
społecznej. Teza Fonga jest taka, że politycy i ich korporacyjni
sponsorzy nie chcą finansować badań społecznych, bo boją się
niewygodnych wniosków tych badań, ale z drugiej strony korporacje
są żywo zainteresowane badaniem społeczeństwa, żeby móc je
kontrolować i sprzedawać mu swoje błyskotki. Jak te sprzeczne
motywacje przekładają się na finansowanie nauki, trzeba by dopiero
sprawdzić.
Po czwarte, choroby
psychiczne to tylko jedna z wielu sfer, którymi będzie się
zajmować Brain Initiative, a Fong o pozostałych nie pisze
prawie nic.
O ostatnim problemie Fong pisze tak:
Prawdziwy kłopot z
Brain Initiative nie jest filozoficzny, ale praktyczny. W
skrócie: instrumentalne podejście do leczenia fizjologicznych i
psychologicznych chorób wydaje się być w sprzeczności z
tradycyjnymi sposobami, za pomocą których ludzie radzili sobie ze
swoimi problemami – tzn. poprzez rozmowę i wspólną pracę na
rzecz większej osobistej samorealizacji i harmonii społecznej.
(…) Poprzez pokorne
twierdzenie, że nie znamy „przyczyn” problemów psychicznych i
potrzebujemy w związku z tym projektów takich jak Brain
Initiative, neurobiolodzy nieświadomie tłumią wszystko, co
wiadomo o alienującym, nierównym i rozczarowującym świecie, w
którym żyjemy i jego szkodliwym wpływie na psyche. W ten sposób
niechcący wykluczają rodzaj komunikacyjnej pracy, która może
łagodzić zaburzenia psychiczne.
Nie jestem pewien, co
Fong rozumie tu przez „komunikacyjną pracę” i „rozmowę na
rzecz samorealizacji i harmonii”. Jeśli chodzi mu dyskusję o
systemie politycznym, który nie sprzyjałby powstawaniu zaburzeń
psychicznych, to powtarza tylko to, co cytowałem wyżej. Ale jeśli
chodzi mu o bezpośrednią pracę na rzecz poprawy stanu
psychicznego, czyli psychoterapię, to nie wiem skąd pomysł, że
neurobiologia ją z góry wyklucza. Wielu osobom wydaje się, że
wszystko, co neurobiolodzy mogą poradzić na jakieś zaburzenie
psychiczne, to farmakoterapia, chirurgia mózgu, lub ewentualnie
inżynieria genetyczna. Tymczasem tak samo jak można zmieniać mózg
za pomocą leków albo skalpela, można też go zmieniać za pomocą
dowolnej poznawczej aktywności. Mózg fizycznie zmienia się też
pod wpływem rozmów o harmonii społecznej, pod wpływem czytania
Freuda i pod wpływem wychowywania się w biedzie. Tylko badania nad
mózgiem mogą pokazać, która metoda leczenia zaburzeń
psychicznych jest ile warta. Oczywiście bardzo mało na razie wiemy
o tym, w jaki sposób doświadczenie trwale zmienia mózg: może
chodzić o wzmacnianie i osłabianie chemicznych synaps, o tworzenie
się nowych neuronów w hipokampie, albo o tysiąc innych
mechanizmów. Mało o tym wiemy, ale właśnie po to wydaje się te
sto milionów, żeby się dowiedzieć.
czwartek, 12 września 2013
Bez komentarza 8.08. - 4.09.2013
C. Leget, P. Borry, R. de Vries: 'Nobody Tosses a Dwarf!' The Relation Between the Empirical and the Normative Reeamined. (pdf)
M. Stewart: The Management Myth. (pdf)
D. V. Johnson: Revolutionizing Ethics.
E. Schwitzgebel: Do Ethics Classes Influence Students' Moral Behavior?
A. T. Moore, E. Schwitzgebel: The Experience of Reading: Imagery, Inner Speech, and Seeing the Words on the Page.
E. Schwitzgebel: The Moral Behavior of Ethics Professors and the Role of the Philosopher.
A. Rosenberg: Free Markets and the Myth of Earned Inequalities.
A. Rosenberg, T. Curtain: What Is Economics Good For?
N. Beckstead, P. Singer, M, Wage: Preventing Human Extinction.
P. Krugman: Phony Fear Factor.
M. Berman: The Forgotten Martin Luther King: A Radical Anti-War Leftist.
J. Hamblin: Everything There Is to Know About Science in 6 Seconds.
M. Garber: How Google's Autocomplete Was ... Created / Invented / Born.
J. Koelman: Who Is Today's Einstein? An Exercise In Ranking Scientists.
Chris Hedges interviews Julian Assange.
Preoccupying. An Interview with David Harvey.
H. Haslanger: Women In Philosophy? Do the Math?
Deflationism and Wittgenstein. Richard Marshall interviews Paul Horwich.
Sir Giggleton: Foucault On Obscurantism: ‘They Made Me Do It!’.
L. M. Alcoff: What's Wrong With Philosophy?
Jacob Appelbaum at Not My Department.
M. Rowlands: Can Animals Be Moral?
M. Stewart: The Management Myth. (pdf)
D. V. Johnson: Revolutionizing Ethics.
E. Schwitzgebel: Do Ethics Classes Influence Students' Moral Behavior?
A. T. Moore, E. Schwitzgebel: The Experience of Reading: Imagery, Inner Speech, and Seeing the Words on the Page.
E. Schwitzgebel: The Moral Behavior of Ethics Professors and the Role of the Philosopher.
A. Rosenberg: Free Markets and the Myth of Earned Inequalities.
A. Rosenberg, T. Curtain: What Is Economics Good For?
N. Beckstead, P. Singer, M, Wage: Preventing Human Extinction.
P. Krugman: Phony Fear Factor.
M. Berman: The Forgotten Martin Luther King: A Radical Anti-War Leftist.
J. Hamblin: Everything There Is to Know About Science in 6 Seconds.
M. Garber: How Google's Autocomplete Was ... Created / Invented / Born.
J. Koelman: Who Is Today's Einstein? An Exercise In Ranking Scientists.
Chris Hedges interviews Julian Assange.
Preoccupying. An Interview with David Harvey.
H. Haslanger: Women In Philosophy? Do the Math?
Deflationism and Wittgenstein. Richard Marshall interviews Paul Horwich.
Sir Giggleton: Foucault On Obscurantism: ‘They Made Me Do It!’.
L. M. Alcoff: What's Wrong With Philosophy?
Jacob Appelbaum at Not My Department.
M. Rowlands: Can Animals Be Moral?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
