środa, 12 lipca 2017

Etyka aborcji #5: Argument z oszczędności

Etyka aborcji” to cykl, w którym podsumowuję i komentuję książkę Davida Boonina „A Defense of Abortion”. Jeśli jesteś tu nowa/-y, zacznij od Wstępu.


Wyobraźmy sobie, że proszę o wskazanie dziesięciu realnych istot, które bezdyskusyjnie i bezsprzecznie, zarówno według zwolenników jak i przeciwników dopuszczalności aborcji, mają prawo do życia. Nie ma raczej wątpliwości, że cała dziesiątka będzie należeć do gatunku homo sapiens. Możemy powtórzyć eksperyment raz, drugi i trzeci – i za każdym razem wszystkie wskazane istoty będą należeć do gatunku homo sapiens. Oczywiście są ludzie, którzy uważają, że prawo do życia mają też np. szympansy, albo delfiny, albo psy, albo świnie – ale ten pogląd jest już kontrowersyjny, więc na pewno żadne szympansy ani psy nie zostaną wskazane. Jak więc wytłumaczyć fakt, że mimo rozmaitych różnic wszystkie wskazane istoty mają jedną wspólną cechę, mianowicie przynależność gatunkową? To chyba nie przypadek?
Według argumentu z oszczędności najlepszym – bo najbardziej oszczędnym (parsimonious) – wyjaśnieniem jest fakt, że prawo do życia wynika z przynależności do gatunku homo sapiens. A że do gatunku homo sapiens należy się od zapłodnienia, to prawo do życia przysługuje od zapłodnienia.
Co jest z tym argumentem nie tak? Możemy sobie łatwo wyobrazić (modyfikuję tu trochę to, co pisze Boonin), że przylatują kosmici, którzy bardzo nas przypominają – mają świadomość, samoświadomość, pamięć, są zdolni do odczuwania szczęścia i cierpienia, myślą abstrakcyjnie, na różne sposoby kierują swoim postępowaniem tak, by osiągać swoje cele, myślą o swojej przyszłości i ją planują, posługują się językiem, tworzą między sobą skomplikowane społeczne relacje etc. Nikt raczej nie będzie miał wątpliwości, że mają oni prawo do życia takie samo jak my, chociaż należą do innego gatunku. Wygląda więc na to, że o prawie do życia decydują tu przynajmniej niektóre z powyższych cech, a nie taka czy inna sekwencja DNA (ani to, czy w ogóle mają DNA). Gdyby było tych kosmitów dostatecznie dużo wokół nas, to we wskazanej próbce istot z prawem do życia nie mielibyśmy samych przedstawicieli homo sapiens. To pokazuje, że fakt przynależności wszystkich realnie w tej chwili istniejących bytów (o których wiemy) z bezdyskusyjnym prawem do życia do gatunku homo sapiens wynika z przypadku. Historycznego, fizycznego, metafizycznego – w każdym razie z przypadku.
Z drugiej strony możemy też sobie wyobrazić przedstawiciela homo sapiens w trwałym stanie wegetatywnym, którego kora mózgowa jest nieodwracalnie uszkodzona, przez co nigdy nie odzyska świadomości – jest jednak podtrzymywany przy życiu za pomocą specjalnej aparatury. Czy można go odłączyć? Czy ma on prawo do życia? Według Boonina twierdzenie, że prawo do życia kogoś takiego jest dokładnie takie samo jak prawo do życia zdrowego, dorosłego człowieka jest „w najlepszym razie skrajnie kontrowersyjne”. A zatem, powiada Boonin, „zwolennik twierdzenia, że typowy płód ma prawo do życia, nie może odwoływać się do argumentu, który implikuje, że ludzie w takim [tzn. wegetatywnym] stanie mają owo prawo.”
Ale właściwie dlaczego nie może? Co jakiś czas mamy głośną sprawę człowieka w stanie wegetatywnym – taką jak dzisiaj Charliego Garda, czy kilkanaście lat temu Terri Schiavo – przy okazji której uaktywniają się tzw. obrońcy życia twierdzący, że w żadnym razie nie można odłączać od aparatury sztucznie podtrzymującej życie. Można od nich najczęściej usłyszeć, że „nie wiadomo, czy jednak nie ma tam w środku jakiejś świadomości”, albo że „nie wiadomo, czy cudownie nie wyzdrowieje”. Wydaje mi się jednak, że znajdą się też osoby, dla których odłączenie od aparatury kogoś nawet w stanie ewidentnej śmierci mózgu (być może nawet łącznie z pniem) będzie intuicyjnie tak samo złe jak zabicie zdrowego, dorosłego człowieka. Mimo tego, że z pewnością nie ma już żadnej świadomości i nigdy nie będzie. Co zrobić z taką intuicją? Czy wg Boonina to niemożliwe, żeby ją mieć? A może uważa on, że jest ona efektem przyswojenia pewnej dziwnej ideologii i dlatego należy ją odrzucić? A może należy ją odrzucić, bo jest bardzo rzadka? Tylko dlaczego właściwie moralne intuicje, które są bardziej powszechne lub w jakiś sposób uwarunkowane genetycznie, mają się liczyć bardziej w procesie osiągania równowagi refleksyjnej? Jak pisałem w części metodologicznej, Boonin nie odpowiada na te pytania, a od odpowiedzi zależy tu powodzenie drugiej części jego repliki.
Jeśli jednak chodzi o część pierwszą, to trudno z nią chyba dyskutować. Możliwość istnienia innych gatunków z bezdyskusyjnym prawem do życia jasno pokazuje, że argument z oszczędności nie działa.

10 komentarzy:

  1. No ale fundamentalista (a przecież wychodzimy z założeń fundamentalistycznych) udzieli jednej z czterech odpowiedzi: (i) nie ma obcych, bo nikt ich nigdy nie znalazł; (ii) nie może ich być (bo Bóg stworzył ludzi i tylko ludzi, co jest opisane w Biblii) (iii) jeśli nawet są tacy jak my, to po prostu są nami i należą do naszego gatunku (bo to Bóg ich stworzył tak samo jak nas; lub: bo przynależność do naszego gatunku nie jest kwestią DNA).

    I wreszcie odpowiedź czwarta, moim zdaniem najprawdopodobniejsza: fundie odpowie że (iv), skoro są obcy, to w takim razie jak najbardziej nie zasługują na ochronę życia. Nie należą do naszego gatunku, więc możemy ich zabijać według potrzeby, jak szympansy, świnie, psy albo (całkiem przecież niedawno!) "podludzi".

    Dla zabawy zresztą dodam do Twojego opisu (niczego mu nie ujmując), że oprócz tych wszystkich "pozytywnych" cech Obcy wyglądają jak skrzyżowanie pijawki z karaluchem, mają 15 cm wzrostu, śmierdzą, są od ludzi słabsi i jedzą odchody (a także trupy innych obcych), ich komunikacja jest całkowicie ludziom obca (więc nasze mechanizmy empatii się nie uaktywniają), natomiast z ich martwych ciał można robić krem, który pozwala ludziom po 50 wyglądać dalej na 20. Proszę, popatrz na fotografię podróżnika Cejrowskiego albo leśnika Szyszki i napisz jeszcze raz, że nikt nie będzie miał wątpliwości, że mają prawo do życia jak my.

    Argument "z obcego" może przemawiać wyłącznie do kogoś, kto np. wierzy w ewolucję (a sporo fundamentalistów, i to nie tylko z Bible belt, nie wierzy, nawet katolików - wbrew nauce KK) i biologizm (czyli biologiczną definicję gatunku ludzkiego). Ale bardzo możliwe, że taka osoba ma też inny pogląd na aborcję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale fundamentalista (a przecież wychodzimy z założeń fundamentalistycznych) udzieli jednej z czterech odpowiedzi: (i) nie ma obcych, bo nikt ich nigdy nie znalazł;

      To nie ma znaczenia. Tu wystarczy jedynie możliwość ich istnienia. I nie jest to „możliwość” w sensie „być może istnieją gdzieś tam w odłegłej galaktyce naszego wszechświata”, tylko w sensie „istnieje przynajmniej jeden możliwy wszechświat, w którym istnieją”. Wystarczy więc przyznanie, że istoty nienależące do gatunku homo sapiens (nie muszą to być kosmici) z prawem do życia nie są jak kwadratowe koła, ani jak żonaci kawalerowie. Mogą być jak jednorożce czy krasnoludki.


      nie może ich być (bo Bóg stworzył ludzi i tylko ludzi, co jest opisane w Biblii)

      Jak wyżej.


      jeśli nawet są tacy jak my, to po prostu są nami i należą do naszego gatunku (bo to Bóg ich stworzył tak samo jak nas; lub: bo przynależność do naszego gatunku nie jest kwestią DNA)

      Nie musimy używać akurat kryterium DNA, możemy wziąć jakieś inne, np. zdolność do posiadania płodnego potomstwa. Jeśli przeciwnik odrzuca wszystkie te kryteria i upiera się, żeby nazywać każdą istotę, która jest samoświadoma, racjonalna, ma pragnienia, może cierpieć itd. przedstawicielem gatunku homo sapiens, to można odpowiedzieć, że to jakiś niezwykle dziwaczny sposób używania pojęcia „przedstawiciel gatunku homo sapiens”, ale jeśli ktoś ma taki kaprys, to proszę bardzo. Ktoś taki będzie musiał jednak uznać, że ludzki płód nie należy do gatunku homo sapiens, bo nie jest ani samoświadomy, ani racjonalny itd. We wszystkim się wtedy z taką osobą zgadzamy co do faktów – i ona, i my odrzucamy kryterium poczęcia. Jedyna różnica polega na tym, że my nazywamy ludzkie płody homo sapiens, a ona nie.

      Nie należą do naszego gatunku, więc możemy ich zabijać według potrzeby, jak szympansy, świnie, psy albo (całkiem przecież niedawno!) "podludzi".

      Zauważ, że ci, którzy zabijali „podludzi”, usprawiedliwiali to zabijanie odwołując się do szeregu fałszywych twierdzeń na temat różnic w mentalności, inteligencji, systemie wartości rzekomo uwarunkowanym biologicznie itd. Sam termin „podczłowiek” to pokazuje. Nie twierdzili po prostu, że „tamci nie należą do naszej rasy, więc można zabijać, niezależnie od tego, czym ich rasa się charakteryzuje”. To samo z ludźmi, którzy usprawiedliwiają np. zabijanie świń na mięso. Mówią, że „można, bo nie są racjonalne”, „można, bo nie mogą mieć obowiązków względem nas” itp. A nie mówią, że „można, bo należą do innego gatunku i nie ma znaczenia, czym ten gatunek się charakteryzuje, ważne że nie jest nasz”. To pokazuje, że nie uznają oni gołej przynależności do konkretnego taksonu za moralnie istotną.

      Usuń
    2. Dla zabawy zresztą dodam do Twojego opisu (niczego mu nie ujmując), że oprócz tych wszystkich "pozytywnych" cech Obcy wyglądają jak skrzyżowanie pijawki z karaluchem, mają 15 cm wzrostu, śmierdzą, są od ludzi słabsi i jedzą odchody (a także trupy innych obcych), ich komunikacja jest całkowicie ludziom obca (więc nasze mechanizmy empatii się nie uaktywniają), natomiast z ich martwych ciał można robić krem, który pozwala ludziom po 50 wyglądać dalej na 20.

      Myślę, że przeciętny fundemantalista antyaborcyjny zgodzi się, że cechy takie jak brzydota, śmierdzenie itd. – choć na pewno mogą wpływać na nasze moralne oceny – są moralnie nieistotne, więc nie powinniśmy ich brać pod uwagę.


      Proszę, popatrz na fotografię podróżnika Cejrowskiego albo leśnika Szyszki i napisz jeszcze raz, że nikt nie będzie miał wątpliwości, że mają prawo do życia jak my.

      Ok, być może są osoby, którym zabijanie z dowolnego powodu hipotetycznych istot mających cechy wymienione powyżej, ale niebędących homo sapiens, wydaje się moralnie zupełnie w porządku. Jeśli są, to rzeczywiście znajdują się na jakiejś innej etycznej planecie i do nich argument nie trafi. Nie wydaje mi się jednak, by było ich wiele, nawet wśród hardkorowych chrześcijan czyniących sobie ziemię poddaną i wierzących, że teoria ewolucji to spisek przeciko Narodowi Polskiemu.


      Argument "z obcego" może przemawiać wyłącznie do kogoś, kto np. wierzy w ewolucję

      E, na pewno nie. Wystarczy, że uzna się, że niebędące homo sapiens istoty z oczywistym prawem do życia nie są jak kwadratowe koła, a do tego uznanie ewolucji z pewnością nie jest konieczne. Być może komuś, kto ją uznaje, bardziej przekonująca wyda się pewna jego wersja (np. taka, w której zamiast obcych są nasi dalecy potomkowie, którzy nie należą już do homo sapiens), ale tylko tyle.

      Usuń
    3. Przeczysz sobie, mam wrażenie. Najpierw piszesz o rasistach, którzy "biologicznie" uzasadniali swoje zbrodnie; potem, że jednak przeciętny fundamentalista zgodzi się, że biologiczne różnice nie mają moralnego znaczenia. Tymczasem problem polega na tym, że dokładnie taka sytuacja, jaką opisujesz jako hipotetyczną -- że istnieje *inny* gatunek, który jednak ma te wszystkie cechy, o których piszesz, inteligencję, więzi społeczne itd. -- już była. Była w tym sensie, że jedna grupa ludzi wierzyła, że druga grupa ludzi należy do innego gatunku (a w każdym razie, rasy). I nawet nie piszę o nazistach, tylko o sporej grupie naukowców i filozofów z XIX i pierwszej połowy XX wieku (i wcześniej, oczywiście).

      "Ok, być może są osoby, którym zabijanie z dowolnego powodu hipotetycznych istot mających cechy wymienione powyżej, ale niebędących homo sapiens, wydaje się moralnie zupełnie w porządku. Jeśli są, to rzeczywiście znajdują się na jakiejś innej etycznej planecie i do nich argument nie trafi. Nie wydaje mi się jednak, by było ich wiele, nawet wśród hardkorowych chrześcijan czyniących sobie ziemię poddaną i wierzących, że teoria ewolucji to spisek przeciko Narodowi Polskiemu."

      Że są na innej etycznej planecie, to się zgodzę, natomiast wydaje mi się, że ta ich planeta jest gęsto zaludniona: pamiętaj, że mówimy o ludziach współcześnie, w Polsce, moralnie dopuszczające motywowane politycznie zabójstwa (takie jak wyrzucanie ludzi z helikopterów). Bywa, że odczłowieczają i odbierają prawo do życia ludzi mówiących tym samym językiem i żyjących w tej samej kulturze, ale wg Ciebie przyznają to prawo obcemu, który budzi ich obrazę i którego zabicie przyniesie doraźną ekonomiczną korzyść?

      Jestem święcie przekonany (tzn. wierzę w taką narrację, mając poszlaki, ale nie naukowe "dowody") o wrodzonym trybaliźmie ludzkim, w którym jakiekolwiek ograniczenia moralne dotyczą prawie wyłącznie członków własnego plemienia. Przynależność do plemienia jest dana; nie jest racjonalna, i jest dokładnie tak, jak piszesz: "nie ma znaczenia, czym ten gatunek się charakteryzuje, ważne że nie jest nasz". A jeśli nie jest nasz, to defaultowo mam moralne prawo zabić go, jeśli mam powód (powód może być różny, od subiektywnego poczucia zagrożenia, poprzez sprawiedliwość dziejową, po samą przynależność do irracjonalnie znienawidzonej grupy).

      Wyrastałem w Krakowie, dostawałem wpierdol od grup identycznie wyglądających bandziorów, którzy wszakże różnili się nazwą ulubionego klubu piłkarskiego (bo nawet nie zawsze szalikami). Możliwe, że to wytworzyło moją perspektywę.

      Usuń
  2. Można by brać tu pod uwagę zamiast obcych inne gatunki człowieka. Jak się składa, nie dożyły one naszych czasów, a niewykluczone, że nasi przodkowie im w tym pomogli. Za to niedługo pojawi się A.I. i wprowadzi dyskusję w nowy wymiar, cokolwiek by przez to rozumieć. To tak na marginesie, poza tym link do artykułu z First Things na temat aborcji w dobie transhumanizmu:

    www.firstthings.com/web-exclusives/2017/06/our-outdated-debates

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma żadnych obcych, nie ma żadnego transhumanizmu. Są tylko fantazje, tyle warte, co powoływanie się na różne "argumenty z aniołów" w średniowiecznych dysputach. Wtedy to jeszcze miało jakiś sens, bo w zasadzie wszyscy się na te anioły zgadzali. Co z tego, że mogę sobie wyobrazić obcych? Pana Boga też mogę sobie wyobrazić i to w bardzo różnych wariantach. Na razie jednak kosmitów nie ma i nie wiem dlaczego ich wyobrażenie miałoby w jakikolwiek sposób wpływać na moje życie w świece bez kosmitów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie ten transhumanizm jest interesujący, bo to się już zaczyna.

      Usuń
    2. Co z tego, że mogę sobie wyobrazić obcych? Pana Boga też mogę sobie wyobrazić i to w bardzo różnych wariantach. Na razie jednak kosmitów nie ma i nie wiem dlaczego ich wyobrażenie miałoby w jakikolwiek sposób wpływać na moje życie w świece bez kosmitów.

      Co z tego? To, że argument z oszczędności nie działa. Nie bardzo rozumiem ten zarzut – co ma być nie tak z używaniem sądów modalnych w argumentacji? To standardowa praktyka w filozofii i nie tylko w filozofii. W sporze o aborcję ewidentnie robią to obie strony i nie bardzo widzę, jak można by ten spór prowadzić bez tych sądów. Ale przede wszystkim nie widzę powodu, by z nich rezygnować.

      Usuń
    3. Kosmici jak na razie "istnieją" na tym samym poziomie co Pan Bóg. Niektórzy nazywają to urojeniem, Argument opierający się na urojeniu nie jest żadnym argumentem. Będzie - kiedy przylecą kosmici.

      Usuń
    4. @Anonimowy

      Chyba już rozumiem, na czym polega nieporozumienie: Tobie się wydaje, że powodzenie argumentu zależy od prawdziwości przesłanki „nienależące do homo sapiens istoty z oczywistym prawem do życia istnieją”, a w rzeczywistości ono zależy od prawdziwości przesłanki „nienależące do homo sapiens istoty z oczywistym prawem do życia są metafizycznie możliwe”. Przekonanie o prawdziwości tej drugiej nie jest żadnym urojeniem, tak jak urojeniem nie jest przekonanie, że jednorożce są metafizycznie możliwe.

      Usuń