P. Reiner: Experimental Neuroethics.
D. Leben: Experiments on Moral Internalism.
G. Monbiot: Why I'm eating my words on veganism – again.
T. Nadelhoffer: Meat Eating and the Moral Burden of Proof.
J. O'Grady: Arthur Danto obituary.
C. Sartwell: The School of Arthur Danto.
A. de la Fuente: A Lesson form Cuba on Race.
N. Chomsky: Why the Rest of the World No Longer Wants to be Like U.S.
D. Føllesdal: Analytic philosophy: What is it and why should one engage in it?
M. Strevens: Looking Into the Black Box.
K. McKenzie: 'Basic Structures of Reality: Essays in Meta-Physics', by Colin McGinn.
A. Shapiro: A drop in the sea.
O. O'Neill: Principled autonomy. (pdf)
P. Łuków: Moralne zło choroby.
J. Haidt, F. Bjorklund: Social intuitionists answer six questions about moral psychology.
A. Waytz: 'Moral Tribes' by Joshua Greene.
T. Nagel: You Can't Learn About Morality from Brain Scans.
J. Knobe: What Has Experimental Philosophy Discovered about Expert Intuitions?
A. Feltz: Predicting Disagreement: Strange Fictions in X-Phi.
C. Coseru: NeuroBuddhism and X-phi.
poniedziałek, 2 grudnia 2013
wtorek, 19 listopada 2013
Życie bez wolnej woli (I)
S. Smilansky: Free Will and Illusion, Oxford University Press 2000.
Mam wrażenie, że namnożyło się
ostatnio znanych naukowców i filozofów, którzy otwarcie twierdzą, że wolna wola
nie istnieje, a przy tym nie widzą w tym nic przerażającego. Tak np. pisze biolog Jerry Coyne:
Jakie mogą być konsekwencje
zdania sobie sprawy z tego, że determinizm wyklucza możliwość wolnego wyboru?
Cóż, nihilizm nie wchodzi w grę. My, ludzie, jesteśmy tak skonstruowani,
poprzez ewolucję lub w inny sposób, żeby wierzyć, że możemy wybierać. Zagrożona
jest jednak idea moralnej odpowiedzialności, która powinna zostać odrzucona
razem z ideą wolnej woli. Jeżeli to, czy postępujemy dobrze lub źle, jest
wcześniej zdeterminowane, a nie naprawdę wybrane, to nie istnieje moralna
odpowiedzialność – jedynie działania, które innym pomagają lub ich krzywdzą. Zdanie
sobie z tego sprawy nie powinno poważnie zmienić sposobu, w jaki karzemy i
nagradzamy innych, ponieważ dalej musimy chronić społeczeństwo przed
przestępcami, a otrzymanie kary lub nagrody może zmienić czyjś mózg, działając
zniechęcająco lub motywująco. Powinniśmy natomiast pozbyć się idei kary jako
odwetu, bo opiera się ona na fałszywym przekonaniu, że ludzie mogą wybrać złe
postępowanie.
Tak filozof Alex Rosenberg:
Założenie, że jednostki
zazwyczaj posiadają wolną wolę jest w jasny sposób wpisane w nasz system karny.
Prawo zazwyczaj odpuszcza różnego rodzaju przestępstwa, jeśli tylko można
pokazać, że ich sprawcy nie mogli postąpić inaczej. (…) Jest to część naszej
elementarnej moralności.
(…) Ale nauka pokazuje, że
nikt nie postępuje w zgodzie z wolną wolą. A zatem żaden złoczyńca nigdy nie
zasługuje na karę. Jest to nieunikniony wniosek, który scjentyzm wyciąga z
zastosowania determinizmu do elementarnej moralności. Skoro scjentyzm prowadzi
nas do odrzucenia wolnej woli, musimy całkowicie na nowo przemyśleć moralne
uzasadnienie kary. Musimy na nowo przemyśleć całe prawo karne. Nie znaczy to,
że scjentyzm wymaga, abyśmy pozbyli się prawa, policji, sądów i więzień.
Scjentyzm daje jednak dobre powody, by na nowo przemyśleć te instytucje. (...)
(…) W efekcie, scjentystyczne
ujęcie przestępstwa jest podobne to scjentystycznego ujęcia choroby. Trzeba
zapewnić redukcję i eliminację przestępstwa w sposób, w jaki medycyna zwalcza
chorobę. Więzienie powinno w naszej opinii przypominać szpital tak bardzo, jak
to możliwe – z jego miejscami dla nieuleczalnie chorych, kuracją uleczalnie
chorych i izolacją tych, którzy mogą infekować innych.
A tak neurobiolog i (wannabe) filozof Sam Harris:
Ogólnie rzecz biorąc nie sądzę
jednak, żeby iluzoryczność wolnej woli była straszną prawdą. Ani że musi ona
pozostać w sferze filozoficznych abstrakcji. Kiedy to piszę, jest dla mnie
absolutnie jasne, że nie mam wolnej woli. Wiedza ta nie wydaje się mi jednak
przeszkadzać w doprowadzaniu różnych rzeczy do końca.
(…) Negatywne efekty, których
obawiają się niektórzy – brak motywacji, osunięcie się w nihilizm – zwyczajnie
nie są obecne w moim życiu. Pozytywne efekty są natomiast oczywiste. Pozbycie
się iluzji wolnej woli spowodowało, że czuję mniej nienawiści do złych ludzi.
Nadal jestem oczywiście zdolny do nienawiści, ale kiedy myślę sobie o
rzeczywistych przyczynach czyjegoś zachowania, to uczucie nienawiści blednie.
Jest ulgą pozbyć się tego ciężaru i myślę, że naszemu życiu niczego nie będzie
brakowało, kiedy wszyscy się go pozbędziemy. A wręcz przeciwnie, wiele na tym
możemy zyskać. Możemy zapomnieć o retrybucji i całkowicie się skupić na
ograniczaniu krzywdy.
[tłumaczenia moje]
Czyli właściwie powinniśmy
zreformować system sprawiedliwości i będzie w porządku, a nawet będzie lepiej,
bo niewiara w wolną wolę sprawi, że będziemy się mniej niepotrzebnie
denerwować. Jeśli o mnie chodzi, to w wolną wolę nie wierzyłem nawet zanim się
to stało mainstreamowe, ale tego optymizmu nigdy nie podzielałem.
Po pierwsze, Coyne czy Harris
mogą tego nie odczuwać, ale psychologowie Kathleen Vohs i Jonathan Schooler
zrobili badanie, które sugeruje, że brak wiary w wolną wolę może powodować
niemoralne zachowanie. Z badania wyszło, że pod wpływem czytania fragmentu
książki Francisa Cricka mówiącego o tym, że według większości uczonych
zajmujących się tematem wolna wola to iluzja, ludzie chętniej oszukiwali przy
rozwiązywaniu matematycznych i logicznych zadań (w pierwszym eksperymencie
podglądali poprawne odpowiedzi, w drugim przyznawali sobie dolara za
nierozwiązane zadanie).
Po drugie, jest też druga strona
medalu, o którym pisze Harris. Pewnie ma rację twierdząc, że gniew jest często bezproduktywny
i że niewiara w wolną wolę pomaga się go pozbyć. Ale myślę, że poza niepotrzebnym
gniewem jest też słuszny, zdrowy i produktywny gniew (dlatego też nigdy mi
specjalnie nie imponowali żadni stoicy czy inni mistrzowie zen). Czasami
wściekam się na drukarkę, kiedy wessie papier i odmówi współpracy w najmniej
odpowiednim momencie, lżę ją wtedy i wyzywam, ale po paru sekundach mówię
sobie, że to tylko bezmyślna maszyna, niezdolna do kierowania swoim
zachowaniem, i mi przechodzi. Wściekam się też czasami na ludzi, z reguły na
jakichś ministrów, prezesów, biskupów, liderów patriotycznej młodzieży,
lobbystów przemysłu mięsnego albo ekspertów konfederacji pracodawców
„Lewiatan”. I jest to gniew, który powoduje, że mam np. ochotę pomóc ofiarom
ich głupoty i nikczemności (powiedzmy, wysupłać parę złotych i wpłacić na
organizację, która się tym zajmuje). Nie chodzi o nic wielkiego, nie motywuje
mnie to ani mocno, ani długotrwale, ale bardzo możliwe, że gdybym sobie
powiedział, że biskup i ekspert są ostatecznie jak ta drukarka, to bym tego nie
robił.
Nie chodzi mi też o sam gniew.
Nie jestem pewien, czy coś takiego, jak np. krzywda, pretensje, szacunek, żal,
wdzięczność, podziw czy wyrzuty sumienia może mieć jakikolwiek sens, jeśli
wolna wola nie istnieje. A nie bardzo sobie wyobrażam, jak bez tego wszystkiego
życie społeczne mogłoby wyglądać. Nie chodzi mi nawet tylko o moralną motywację,
ale o motywację w ogóle. Jak to ujął bodajże Searle: kiedy pytają, czy chcę
kawę, czy herbatę, to nie mogę odpowiedzieć, że jestem deterministą, nie wierzę
w wybory i po prostu poczekam, aż stanie się to, co musi się stać. Nie wiem,
może to przesada z tym paraliżem woli, może tzw. kompatybilistyczna wolna wola tu
na co dzień wystarcza, ale wolałbym na to mieć jakieś empiryczne badania, a nie
tylko zapewnienia paru myślicieli.
Co ciekawe, ciężko znaleźć
filozofa, który by miał podobne jak ja obawy. Z trzech wyżej cytowanych panów
żaden nie zajmuje się wolną wolą zawodowo – tzn. nie publikuje na ten temat
nic, co przechodzi przez filozoficzne peer review, ale wśród
specjalistów panuje podobny optymizm. Większość w ogóle nie zaprzecza, że wolna
wola istnieje, a raczej twierdzi, że jest ona najwyżej czymś innym, niż się laikom wydaje. Z tych nielicznych, którzy zaprzeczają, większość (jak Derk
Pereboom czy Ted Honderich) też nie traci dobrego humoru jeśli chodzi o
praktyczne konsekwencje. Chyba jedynym w miarę znanym sceptykiem-pesymistą jest
Saul Smilansky. Według Smilansky’ego przeciętny ekspert od wolnej woli jest jak
Czarny Rycerz z Monty Pythona, który po odcięciu wszystkich kończyn dalej
krzyczy, że nic takiego się nie stało, że może jeszcze spokojnie wygrać
pojedynek. Smilansky twierdzi, że tak naprawdę jedyny ratunek to wmówić sobie,
że kończyny nie zostały odcięte, ale o tym w następnej części.
niedziela, 10 listopada 2013
Mgliste pojęcia
Nie sądziłem, że będę
kiedyś chciał zacząć cokolwiek od „Już u Platona...”, ale
nadeszła ta chwila. Już u Platona można zauważyć pewną –
nazwijmy to – metodę filozoficzną, która ma się dobrze do dziś,
chociaż wydaje mi się, że nie można sobie po niej zbyt wiele
obiecywać. Wygląda to tak, że najpierw Sokrates pyta: „A co to
jest x”? Pojawia się jakaś całkiem sensownie brzmiąca
definicja, ale zaraz Sokrates wymyśla hipotetyczną sytuację, która
nie pasuje do tej definicji. Trzeba więc zmodyfikować definicję
tak, żeby obejmowała problematyczną sytuację (albo wymyślić
całkiem nową definicję). Wtedy jednak ktoś wymyśla nowy przykład
nie pasujący do zmodyfikowanej definicji, trzeba znowu modyfikować
itd. Np. w „Państwie” rozbierane jest pojęcie sprawiedliwości.
Pierwsza definicja, jaka jest brana pod uwagę to „oddawanie
każdemu, co się od tego kogoś wzięło”. Sokrates wymyśla na to
taki przykład: kiedy znajomy pożyczy nam broń, a później
oszaleje i zażąda jej z powrotem, to czy sprawiedliwie będzie mu
ją oddać? Intuicja mówi że nie, a więc definicję trzeba zmienić
– oczywiście tylko po to, żeby za chwilę znowu zmieniać, bo
ktoś wyskoczy z następnym eksperymentem myślowym.
Tego typu poszukiwanie
koniecznych i wystarczających warunków użycia jakiegoś pojęcia
nazywa się analizą pojęciową, a samo przekonanie, że takie
warunki istnieją i można je odkryć to klasyczna teoria pojęć
(dalej KTP). Filozofia w dużym stopniu polega na analizie
pojęciowej. Epistemologia próbuje znaleźć znaczenie pojęcia
wiedzy, etyka pojęcia moralnego postępowania, filozofia języka
pojęcia znaczenia, filozofia umysłu pojęcia świadomości itd.
Problem polega na tym, że przez setki lat filozofowania bardzo
niewiele udało się w ten sposób osiągnąć. Nie tylko nie
doszliśmy do żadnych niekontrowersyjnych definicji pojęć
ciężkiego kalibru, takich jak sprawiedliwość, znaczenie,
świadomość itd., ale w ogóle bardzo niewiele jakichkolwiek pojęć
naturalnego języka daje się w ten sposób zdefiniować. Możliwe,
że to dlatego, że filozofowie są mało bystrzy. Możliwe, że to
dlatego, że to naprawdę bardzo trudne. Mnie się jednak wydaje, że
najlepszym wytłumaczeniem jest to, że KTP to pomyłka i można
sobie szukać tych warunków jak wiatru w polu.
Istnieje kilka
konkurencyjnych dla KTP teorii, według których pojęcia mają inną
strukturę (lub ewentualnie nie ma żadnych pojęć). Eric Margolis i
Stephen Lawrence w artykule o pojęciach w Stanfordzkiej Encyklopedii
Filozofii wyliczają pięć:
Teoria prototypów
KTP poza tym, że jest
podejrzanie wymagająca, to jeszcze nie tłumaczy pewnych zjawisk,
takich jak nieostrość czy nietypowość. Czasami wydaje się, że
coś leży na granicy kategorii (Czy szachy to sport? Czy oliwka to
owoc?), albo że leży w jej ramach, ale nie jest typowym przykładem
(węgorz wydaje się mniej typową rybą niż, powiedzmy, dorsz).
Tymczasem KTP jest zerojedynkowa: albo coś spełnia warunki i należy
do kategorii, albo nie spełnia i nie należy. Tu z pomocą
przychodzi teoria prototypów, według której nie ma jednego
warunku, które muszą spełniać wszystkie elementy, żeby należeć
do kategorii. Używając przykładu Wittgensteina: członkowie
rodziny są do siebie podobni, ale nie ma jednej cechy, która by ich
wszystkich łączyła. Są natomiast charakterystyczne dla rodziny
oczy, uszy, włosy, wzrost itd. Ktoś, kto posiada odpowiednio dużą
ilość tych cech, jest uznawany za należącego do kategorii
rodziny. Im więcej cech z listy, tym bardziej typowy przedstawiciel
kategorii.
Teoria teorii
Teoria prototypów też
ma swoje swoje problemy. Nie tłumaczy ona np., skąd w złożonych
kategoriach biorą się cechy, które nie należą do żadnej z
kategorii składowych. Nie bardzo radzi też sobie z mniej
spontaniczną, a bardziej refleksyjną kategoryzacją. Lepiej radzi
sobie z nimi (podobno) teoria teorii pojęć (nie mylić z lepiej
znaną teorią teorii zdroworozsądkowej psychologii), według której
zdobywanie wiedzy odbywa się na kształt rozwoju teorii naukowej, a
nasza intuicyjna kategoryzacja ma wiele wspólnych cech z teoriami
naukowymi. Treść pojęcia jest determinowana przez wielką sieć
powiązań z innymi pojęciami w ramach teorii.
Atomizm pojęciowy
Oczywiście i do teorii
teorii można się przyczepić. Przez to, że jest ona holistyczna,
tzn. wiąże wszystko ze wszystkim, ciężko w jej ramach
wytłumaczyć, jak dwie osoby z różnymi sieciami powiązań mogą
posiadać to samo pojęcie. Atomizm pojęciowy to druga skrajność.
Według niego pojęcia nie mają w ogóle żadnej semantycznej
struktury, a ich treść określa tylko ich relacja ze
światem. Jak to ujmuje Jerry Fodor: spełnienie metafizycznie
koniecznych warunków posiadania danego pojęcia nigdy nie wymaga
spełnienia metafizycznie koniecznych warunków posiadania
jakiegokolwiek innego pojęcia. Żeby np. posiadać pojęcie
kawalera, nie trzeba nawet posiadać pojęcia bycia nieżonatym.
Brzmi to oczywiście szalenie, ale Fodor ma podobno trochę
niegłupich argumentów.
Pluralizm
Być może każda z
powyższych teorii ma w sobie ziarno prawdy, a rozwiązanie problemu
polega na ich połączeniu. Według jednej wersji pluralizmu
pojęciowego jedno pojęcie może mieć wiele różnych struktur:
swój atomistyczny rdzeń, swoją strukturę prototypową, swoją
strukturę teoretyczną itd. Każda z nich jest odpowiedzialna za
inne psychologiczne zjawiska. Według innej wersji pluralizmu nie ma
jednego pojęcia z wieloma strukturami, a raczej wiele różnych
pojęć, które wydają się jednym. Istnieje np. prototypowe pojęcie
kota, teoretyczne pojęcie kota itd. Jedna osoba może mieć tylko
pierwsze z nich, inna osoba tylko drugie. Żaden z tych pluralizmów
nie wyjaśnia jednak wszystkiego. Problem z pierwszym jest taki, że
przy jego uszczegółowieniu nie bardzo można rozróżnić co
dokładnie należy do struktury danego pojęcia. Drugi pluralizm nie
tłumaczy, co spaja wszystkie pojęcia np. kota w to, co wydaje się
jednym pojęciem kota (tym bardziej, że generalnie odrzuca on
atomistyczne rdzenie, które determinują odniesienie).
Eliminatywizm
Tak to bywa w filozofii,
że kiedy jakieś pojęcie jest wyjątkowo problematyczne, to prędzej
czy później znajdzie się ktoś, kto stwierdzi, że po prostu nie
ma czegoś takiego. Tym kimś dla pojęcia pojęcia stał się niedawno Edouard Machery. Argument Machery'ego wygląda mniej więcej
tak: (1) jeśli pojęcia istnieją, to stanowią rodzaj naturalny,
(2) każdy rodzaj naturalny ma pewne cechy, które można odkryć
metodami empirycznymi, (3) w przypadku pojęć nie ma takich cech, a
zatem (4) pojęcia nie istnieją. Krytycy Machery'ego mają jednak
zastrzeżenia i do (1), i do (2), i do (3).
Nie wiem, która z
powyższych konkurencyjnych dla KTP teorii jest najlepsza, każda
wydaje się mieć jakieś słabości. Nie mówię, że analiza
pojęciowa musi zakładać KTP – można sobie spokojnie wyobrazić
analizę pojęcia zakładającą prawdziwość teorii prototypów.
Nie wiem też, ile dokładnie jest w filozofii analizy pojęciowej
opartej na KTP: wydaje mi się, że np. więcej w epistemologii, a
mniej w filozofii umysłu, ale często trudno jednoznacznie
powiedzieć, na ile dany argument wpisuje się w ten schemat.
Wiem tyle, że chociaż
KTP jest najpewniej błędna, to pokusa poszukiwania koniecznych i
wystarczających warunków używania pojęcia jest wielka, i to nie
tylko w dyskusjach filozoficznych, ale generalnie we wszelkich mniej
przyziemnych dyskusjach. Gdyby o tym pamiętać i mieć się na
baczności, to spory o to czy szachy to sport, czy gry komputerowe to
sztuka, albo czy embrion to człowiek, mogłyby być zdecydowanie
mniej frustrujące.
środa, 6 listopada 2013
Bez komentarza 3.10.2013 - 30.10.2013
N. Chomsky: Fantasies.
Ch. Hedges: The Cancer in Occupy.
D. Graeber: Concerning the Violent Peace-Police.
S. Smilansky: Free Will: Some Bad News. (pdf)
S. Smilansky: The Ethical Advantages of Hard Determinism. (pdf)
K. D. Vohs, J. W. Schooler: The Value of Believing in Free Will. (pdf)
C. Ginet: In Defense of the Principle of Alternative Possibilities: Why I Don't Find Frankfurt's Argument Convincing.
S. M. Shell: Kant's Concept of Human Dignity as a Resource for Bioethics.
S. Ward: A Machiavellian Guide to Destroying Public Universities in 12 Easy Steps.
G. Orwell: Politics and the English Language.
J. Rachels: Do Animals Have Rights? (pdf)
M. Pigliucci, M. Boudry: The Dangers of Pseudoscience.
D. Papineau: Restoring F. P. Ramsey.
M. Vargas: Deprivation and Moral Ecology.
M. Vargas: Monographs and citation patterns, 1980-2010.
M. Vargas: Ways of making the compatibility debate mostly irrelevant.
E. Schwitzgebel: An Argument That the Ideal Jerk Must Remain Ignorant of His Jerkitude.
E. Schwitzgebel: On the Intrinsic Value of Moral Reflection.
A. Srinivasan: Questions for Free-Market Moralists.
J. Hochschartner: Socialists And The Animal Question.
A. Almossawi; An Illustrated Book of Bad Arguments.
J. Stanley, J. W. Krakauer: Is the ‘Dumb Jock’ Really a Nerd?
Ch. Hedges: The Cancer in Occupy.
D. Graeber: Concerning the Violent Peace-Police.
S. Smilansky: Free Will: Some Bad News. (pdf)
S. Smilansky: The Ethical Advantages of Hard Determinism. (pdf)
K. D. Vohs, J. W. Schooler: The Value of Believing in Free Will. (pdf)
C. Ginet: In Defense of the Principle of Alternative Possibilities: Why I Don't Find Frankfurt's Argument Convincing.
S. M. Shell: Kant's Concept of Human Dignity as a Resource for Bioethics.
S. Ward: A Machiavellian Guide to Destroying Public Universities in 12 Easy Steps.
G. Orwell: Politics and the English Language.
J. Rachels: Do Animals Have Rights? (pdf)
M. Pigliucci, M. Boudry: The Dangers of Pseudoscience.
D. Papineau: Restoring F. P. Ramsey.
M. Vargas: Deprivation and Moral Ecology.
M. Vargas: Monographs and citation patterns, 1980-2010.
M. Vargas: Ways of making the compatibility debate mostly irrelevant.
E. Schwitzgebel: An Argument That the Ideal Jerk Must Remain Ignorant of His Jerkitude.
E. Schwitzgebel: On the Intrinsic Value of Moral Reflection.
A. Srinivasan: Questions for Free-Market Moralists.
J. Hochschartner: Socialists And The Animal Question.
A. Almossawi; An Illustrated Book of Bad Arguments.
J. Stanley, J. W. Krakauer: Is the ‘Dumb Jock’ Really a Nerd?
Subskrybuj:
Posty (Atom)